Ptasie radio

Ocena: 
7
Average: 7 (1 vote)

Wrona, jak to Wrona, przyleciała pierwsza.

            – Kra! A cóż to? Jeszcze nikogo nie ma?

Zdumiawszy się, przysiadła na seledynowej ławce.

            – Witaj, kumo! – Wnet Wróbel się pojawił. – Ćwir, ćwir, ćwir! Kto rano wstaje, temu Pan Bóg daje!

            – Zaiste, kra!

            – Gru, gru, gru, witam gołąbeczki. – Dołączył kolejny rozmówca.

            – Sam pan jesteś gołąbeczek.

            – Jestem, jestem. A jakże!

I tak razem, poufale, plotkowały ptaszki w upale.

– Ale dzisiaj słonko świeci!

– Szkoda, że w parku nie ma żadnych dzieci.

– Mówię państwu, że nie dalej jak przed dwoma dniami widziałem wnuka – pochwalił się Wróbel.

– Gru, chłopczyk czy dziewczynka? – zainteresował się Gołąb.

– Wnuka! Mówię przecie, ćwir!

– Ach tak.

– A ile ma lat? – zapytała Wrona.

– Cudownie! – zawołała Sroka, która właśnie dołączyła do gromady. – Wysprzątałam gniazdeczko, kupiłam bułeczki i przyszłam tu do was, gołąbeczki.

– Siaaaadaj, siaaaaadaj – zachęciła ją Wrona. – My tu o pisklakach rozprawiamy.

– Słoooodko.

– Zaiste, w końcu dzieci są przyszłością narodu – zawyrokował Gołąb. – Gru! Za moich czasów...

– Tylko nie mów mi pan, że młodzież była inna, ćwir! – oburzył się na zapas Wróbel.

– Bynajmniej, drogi panie. Czasy się zmieniły, ale młodzież wciąż taka sama. Uczą się pracują...

– Kra!

– Ćwir!

– Och, ma pan zupełną rację. Moje siostrzenice są takie... no, wesolutkie, milutkie i w gnieździe pomogą. Chodzą tu, tam... Ciociu to, ciociu tamto... Skarby, nie dzieci! Och, przepraszam, panie Gołębiu... – perorowała Sroka.

– Gru!

– ... to zupełnie niechcący. Mój mąż też tak opiera zawsze laskę, a ja ją za każdym razem zrzucam... O, już podnoszę!... Ale dziś gorąco! Mówię państwu, będzie burza. Owady nisko latają, parno jest. Och! Dzieci są kochane, prawda?

– Kra!

– A jak pilnie się uczą te moje siostrzenice. W ogóle ich do książek nie trzeba zaganiać.

– Gru.

–Wszyscy wiemy, jak ważna jest edukacja. Prawda? Prawda?

– Ćwir.

– Kra.

Sroka zamilkła na chwilę, by powachlować się gazetą, Gołąb wydmuchał nos, Wróbel podrapał się w kolano, Wrona popadła w zadumę.

Tymczasem w parku pojawili się spacerowicze, na innych ławkach też zasiadły ptaki. Kawki, gapy, cukrówki. Na trawie rozsypały się pisklaki. Słońce grzało coraz mocniej, męcząc nieco ptasie łebki. Wokół ćwierkało, kwiliło, krakało, gruchało. Barwna czereda maluchów wygrzebywała okruszki i bawiła się w berka. Zgromadzone na seledynowej ławce towarzystwo ożywiło się nieco.

– Kra! Cóż to za hałas?

– Gru, dzieci przyszły.

– Dzieci, dzieci, jak cudownie! – zaintonowała Sroka.

– Ćwir!

– A ta tam co? Widzicie ją? – odezwała się Wrona.

– To Sowa. Czyta – stwierdził Gołąb.

– Czyta – potwierdził Wróbel.

– Och, czyta. I to książkę! W taki upał! – zawołała Sroka.

– Co w ogóle Sowa robi w parku? – zdenerwowała się Wrona. – No nie, drodzy państwo, w taki upał się nie czyta, kra!

– Rozsiadła się jak kwoka na grzędzie, ćwir!

– Zaiste – potwierdził Gołąb, wkładając palec do ust i poprawiając sztuczną... no, mniejsza z tym.

– Kto by to czytał? Po co czytać? – rozsierdziła się Wrona.

– Ćwir, ćwir, ćwir!

– Podobno Kwiatkowski spod dwunastki też ciągle z nosem w książce siedział, kra!

– Gru!

– A potem nosił okulce grube jak denka od butelek – pouczyła Wrona.

– Ćwir! Ja to nigdy nie nosiłem okularów. I mój ojciec nie, i mój dziadek.

– Zaiste – potwierdził nieco nieprzytomnie Gołąb. – Ależ tu głośno.

– Och tak, och tak – ożywiła się Sroka, strosząc piórka. – To przez te dzieciaki. Tuptają, gadają, tuptają, gadają... zupełnie jakby nie miały co robić. A szkoła to co?

– Ale tam szkoła! Teraz to się przed komputerem siedzi, w gry gra, książki czyta, a... a... – Nieomal zachłysnęła się śliną Wrona. – A robić nie ma komu, kra! Wiedzą państwo, że mój bratanek to nawet skarpetek sobie nie posegreguje? W dwóch różnych chodzi!

– Nie może być, ćwir?

– Gru.

– Skarpetki, skarpetki, co tam skarpetki! Patrzcie na tę Sowę. Czyta i czyta. Pewnie tego szatańskiego Garego Portiera! – zauważyła Sroka.

– Gru, gru, gru.

Czwórka przyjaciół zamilkła na momencik. Przekrzywiali główki, pukali dziobkami w ławkę, łypali oczkami. Wróbel podskoczył w miejscu kilka razy.

– Hałasują i hałasują. Nic odpocząć nie można. Ciągle ćwir, gru, huhu. A widzicie państwo, jakie to się teraz buty nosi? – Nie wytrzymała przedłużającego się milczenia pani Sroka czy raczej Kazia Lewandowska, spod trójki.

– Nowa moda – skrzywił się Wacław Gołąb, jej sąsiad. – Drogo, brzydko i niewygodnie!

– Ćwir, ćwir!

– Gru.

– Czas na mnie, drodzy państwo. – Janina Wrona poprawiła apaszkę i otrzepała spódnicę. – Nie wytrzymam w tym hałasie, kra!

– Ćwir, to i ja pójdę – Henryk Wróbel wstał z ławki.

– I ja, i ja – przytaknęła wszystkim pani Kazia.

Ptaki dostojnie podniosły się z ławki i, z niesmakiem obejrzawszy się jeszcze na pogrążoną w lekturze białą Sowę, odleciały w stronę swoich gniazd. Skończyła się ptasia audycja. Witasz ranek? Idź na plotki. Tak każe osiedlowa tradycja.