Ludzka słabość

Autor: 
Ocena: 
7.5
Average: 7.5 (2 votes)

Piotr pchnął drzwi, na których widniała nalepka z napisem „CIĄGNĄĆ”. Był to odruch bezwarunkowy, zanim jednak zdążył zbesztać się w duchu, drzwi otworzyły się ze skrzypieniem. Zawieszony nad nimi dzwoneczek zabrzęczał cicho.

            Mężczyzna wszedł do ciasnego, ciemnego wnętrza. Sklep sam w sobie nie był mały, jednak wypełniały go szafy, regały i kredensy, tworzące wąskie, przywodzące na myśl labirynt ścieżki. Na ścianach wisiały obrazy, zegary i oprawione w antyramy dokumenty. Na półkach oraz blatach tłoczyły się książki, porcelana, kryształy, świeczniki i bogowie wiedzą, co jeszcze. Ot, antykwariat jakich wiele, czyli siedlisko rupieci i kurzu z jednej strony, a raj na ziemi dla zbieraczy z drugiej.

            Piotr kolekcjonował zegarki kieszonkowe oraz filiżanki do kawy, od czasu do czasu jednak dawał się skusić na drobiazg innego rodzaju. Zarobki nie pozwalały mu na żadne ekstrawagancje, ale uwielbiał myszkować po antykwariatach, pchlich targach i sklepach ze starzyzną. Targował się, negocjował, czasem błagał, a w rezultacie nie raz i nie dwa zdołał już kupić jakieś cacko za bardzo przystępną cenę. Umiał cieszyć się małymi zwycięstwami.

            Teraz rozglądał się, podekscytowany, rozważając, w którą wąską alejkę skręcić najpierw. Znalazł się w tym sklepie pierwszy raz, a wszystko wskazywało na to, że kryło się w nim wiele obiecujących przedmiotów.

            Nigdzie nie mógł dostrzec sprzedawcy.

            – Dzień dobry – rzucił w powietrze na wszelki wypadek, bo w końcu właściciel mógł kryć się za którymś kredensem.

            Piotr ruszył wzdłuż jednej z alejek, przyglądając się bibelotom, od czasu do czasu biorąc coś do ręki. Jego uwagę przyciągnął przysadzisty lichtarz na lwich łapkach, potem zegar kominkowy z misternie zdobionym cyferblatem oraz obraz olejny w złoconej ramie, przedstawiający wiejski krajobraz. Ceny przyklejone do przedmiotów były zaskakująco niskie i Piotr w myślach zaczął przeliczać, na co sobie może pozwolić i co najkorzystniej będzie wybrać. Pochłonięty kalkulacjami, nawet nie zauważył, jak przeszedł obok właścicielki sklepu. Niska staruszka przyglądała mu się podejrzliwie.

            Podchodził do kolejnych przedmiotów, czując, że ogarnął go typowy amok kolekcjonera. Najchętniej wykupiłby połowę sklepu. Jego spojrzenie przeskakiwało z półki na półkę, nogi poruszały się niemal bezwiednie, ręce mechanicznie podnosiły i obracały bibeloty. W pewnej chwili wzrok Piotra padł na srebrną szkatułkę wciśniętą między nadkruszoną porcelanową wazę a olbrzymi samowar.

            Puzderko było pokryte bogatymi repusowanymi wzorami, przypominającymi greckie. Ktoś przypiął do niego karteczkę z napisem „Nie dotykać. Nie otwierać”. Piotr spoglądał przez chwilę to na kartkę, to na szkatułkę. Choć nie był to przedmiot, który zazwyczaj mógłby go zainteresować, nie potrafił się zmusić, by pójść dalej. Pod wpływem impulsu wyciągnął rękę i odchylił wieczko.

            Z wnętrza szkatułki wydobył się obłoczek kurzu, który zmusił Piotra do potężnego kichnięcia. Poza tym była pusta. Kurz szybko rozpłynął się w powietrzu.

            Mężczyzna wzruszył ramionami i ruszył dalej, zostawiając puzderko otwarte, ale z jakiegoś powodu stracił entuzjazm do dalszego przeszukiwania sklepu. Miał wrażenie, że chwyta go gorączka. Pomyślał, że może się przeziębił, pogoda w końcu była ostatnio bardzo kapryśna.

            Skierował się do wyjścia, czując, że chce jak najszybciej opuścić to miejsce. Tuż przy drzwiach stał wielki wazon malowany w kwiaty. Piotr potrącił go, a ten runął na podłogę, roztrzaskując się na kawałki.

            Piotr poczuł ukłucie wstydu, ale dłoń miał już na klamce. Zamiast zostać, posprzątać, zapłacić za szkodę, pociągnął drzwi do siebie i uciekł w deszcz, który rozpadał się nie wiadomo kiedy. Znad rzeki naciągnęła gęsta mgła, przyspieszając nadejście nocy. W sąsiedniej kamienicy mała dziewczynka zaczęła mocno kasłać. W uliczce nieopodal ktoś napadł starszą kobietę, pobił ją ciężko i ukradł torebkę. Na pobliskim skrzyżowaniu zderzyły się dwa samochody, których kierowcy zginęli na miejscu. Gdzie indziej ktoś chwycił się nagle za serce i osunął bezwładnie na ziemię.

            Właścicielka antykwariatu podeszła do szkatułki, pokręciła głową i zamknęła wieczko.

            – Zawsze to robią – mruknęła do siebie. – Po prostu zawsze.

            Kiedy próbowała chować puzderko w magazynie, następnego dnia rano zawsze jakimś cudem ponownie znajdowała je na półce. Postanowiła, że przypnie do niego kartkę z większymi literami. Nie żeby to miało pomóc, ludzie się nie zmienią. Ale rozumiała to, przecież nie mogła im mieć za złe czegoś, co sama niegdyś uczyniła. A na dnie zawsze zbierało się jeszcze trochę nieszczęścia.

Odpowiedzi

Wbrew pozorom (bo nieszczęście i tak dalej) całkiem przyjemny szort ; )
Dlatego trzymam się daleko od tego typu miejsc.

A widzisz, gdyby nie ta nieszczęsna ludzka słabość, mógłbyś się czuć bezpiecznie ;)

Ciekawość zaiste jest zgubna. Wystarczy popatrzeć na kotki :P

...tekstu śmiało można domyślić się zakończenia. Od chwili, kiedy bohater czyta kartkę na szkatułce, prawie wszystko staje się jasne. Reszta tekstu jest formalnością - co nieszczęsnego się wydarzy? Klasyczny błąd kompozycji fabuły - poznanie zapisu na kartce należało przenieść na sam koniec tekstu, kiedy staruszka czyta napis na kartce. Autorka sama pozbyła się elementu zaskoczenia i rozmydliła opowieść.
Nieco za dużo czasownika "być" i za dużo zaimków. Wadą tekstu jest także nadszczegółowość opisu. W ogóle opowiadaniu przydałoby się nieznaczne skrócenie i wyeksponowanie motywu szkatułki. Chyba zabrakło ostatecznej redakcji tekstu.
Nieźle napisane, ale mogło być o wiele ciekawiej i lepiej.

Podobało mi się :)