Jego oczami

Ocena: 
0
Brak głosów

            – Płakałaś? Znów Antek? Co się stało?

            Coś. Nic. Wszystko.

Godzinna histeria rano, gdy zobaczył te cholerne guziki na koszuli Tomka… Potem odwiozła go do przedszkola, rozstanie też z krzykiem. Spóźnienie do pracy, jak co dzień, nie wie już jak ma spojrzeć w oczy kierowniczce, jak się tłumaczyć. Telefony do przedszkola, jak sobie radzi, czy histeryzuje, czy…

Uciekł z płaczem, gdy ją zobaczył, gdy po niego przyjechała. Jak zwykle. I kolejna porcja hiobowych wieści relacjonowanych przez wychowawczynię z zawodowo pogodną miną. To też codziennie. I jeszcze awantura przy wejściu do mieszkania.

            – Rozmawiałam z panią Magdą. Rodzice Julki chcą się spotkać i porozmawiać o Antku.

            – Co znowu zrobił?

            – Jak zwykle. Stroi do niej miny, zaczepia, popycha… Dzisiaj ją przewrócił na podłogę i tarzał się po niej.

            – I czego chcą?

            – A jak ci się zdaje?

            – Nie mogą żądać usunięcia Antka z przedszkola integracyjnego. Wiedzieli, gdzie oddają córkę!

            Odwieczny problem. Normalne dzieci niech obcują z normalnymi. A te inne…

            – Magda mówi, że powinniśmy się spotkać. W jej obecności. I jakoś wyjaśnić, że dzieci autystyczne… Wiesz, że Jula budzi u Antka silne emocje a on nie wie jak je kontrolować i wyrażać.

            Tomek stał tylko, zawieszony, ze wzrokiem utkwionym gdzieś, w przestrzeni. Wiedziała, co czuje. Wstyd. I zmęczenie, że ciągle coś, że dziś i jutro, i za rok będzie tak samo. I jeszcze… wstyd przed małym, przed sobą, przed nią. Za to, że się go wstydzi.

            – Pytała znowu… czy byliśmy u psychiatry. I o tych lekach. Że mogą pomóc, wyspokoić Antka…

            – Zastanowimy się.

            – Ale… - Przełknęła łzy.

Tomek pogłaskał ją po ramieniu.

            – Zjem później. Wykąpię teraz bąbla.

            – Cześć, tato! – Antek wpadł do kuchni i obchodzi ojca szerokim łukiem.

            – No hej! A ty mnie nie przytulisz na przywitanie?

            – Musisz zdjąć guziki! – Mały starannie omija spojrzeniem koszulę ojca. – Mamusiu! To dla ciebie.

            Kolejny z serii obrazków rysowanych specjalnie dla mamy. Domek i drzewa, nie przyjrzała się nawet dobrze, tylko przytuliła mocno synka.

            – Dziękuję, króliczku.

            Małe łapki złapały ją mocno za szyję.

            – Żeby mogłaś zobaczyć moimi oczami – oznajmił poważnie.

            No tak, Tomek znów mu pewnie objaśniał idiomy. Wstałem lewą nogą. Albo – najadłem się, aż pękam. Chłopaki lubią te swoje słowne gierki.

            – Tata czeka z kąpielą, biegnij do wanny.

            – Kocham cię, mamusiu. – Antek cmoknął ją głośno i podskakując ruszył do łazienki.

            Odprowadziła go wzrokiem.

            Sprzątała i zmywała machinalnie. Zmęczone oczy, zmęczone ręce. Tylko słuch wyostrzony, czujny. Czekała. Czy będzie histeryczny wrzask przy myciu głowy? Protesty przy wychodzeniu z wanny? Płacz przy wycieraniu?

Słyszała tylko głośny śmiech małego i dudniący w łazience głos Tomka. Popijała gorącą herbatę małymi łykami, z pochyloną nad stołem głową. Dzisiaj nie, dzisiaj jest dobrze. Wstając od stołu, zahaczyła wzrokiem o obrazek i przystanęła. Narysowany dziecięcą kreską domek. Taki zwyczajny, z dachem, dwoma oknami, kominem i drzwiami. Pokolorowany starannie, choć niedokładnie. Antek jeszcze tego nie opanował.

            Żeby mogłaś zobaczyć moimi oczami.

            Kolorowy świat, zielone drzewa, żółte słońce, błękitne chmury, czerwony dach, pomarańczowy pies. Feeria barw.

– Antek!

            Donośnemu krzykowi Tomka zawtórował płacz małego. Oczami wyobraźni widziała przerażone spojrzenie Antka. I skupiony wyraz twarzy Tomka, gdy próbuje przezwyciężyć złość i uspokoić synka. Targany wyrzutami sumienia za ten wybuch.

            – Przepraszam, tatusiu.

            Du, du, du, dudni cichy głos Tomka. Przeprasza. Już się pewnie przytulają. Udało mu się.

Nie miała tyle siły. Była z Antkiem wciąż i wciąż, do przedszkola, z przedszkola, na zajęcia, na ćwiczenia, do sklepu, do domu. Ubierz się, przebierz się, nie odchodź, zostaw to, nie krzycz. Wszystkie jego wybuchy, lamenty, histerie. Tomkowi było łatwiej, wracał wieczorem…

Otworzyła pudełko z tabletkami. Białe proszki hipnotyzowały.

            Mały szkrab… Z otwartymi szeroko, niewidzącymi oczami. Przytępiony, ospały, niereagujący na jej głos. Co wtedy zobaczy? Jakie kolory? Słońce, drzewa, ściany domku wyblakną. Nie będzie już radości z powodu dymu nad kominem i psa na huśtawce. Tylko mały Antoś wśród białych ścian.

Będzie łatwiej…

Kocham cię, mamusiu.

Nie da mu ich. Niech mówią, co chcą.

Nie da.

Odpowiedzi

Po pierwsze - za dużo imion, pogubiłam się na dzień dobry kto jest kim i o kim jest szort. Za dużo dialogów, do tego Antek wypowiada się zbyt składnie jak na przedszkolaka i to w dodatku jakoś upośledzonego. Choroba Antka jest opisana zupełnie nieprzekonująco - ani przez chwilę nie odniosłam wrażenia, że mowa jest o chorym dziecku. Podawać proszki otępiające bo dzieciak się tarza po podłodze? No litości. Nie przekonał mnie ten szort.

Tam pada słowo "autyzm" Bello.

Pozdrawiam

Tak - widziałam słowo autyzm. I m.in. o to mi też chodzi - z opisu nijak tego autyzmu nie widać.