Normalnie

Ocena: 
0
Brak głosów

Koniec pracy.

Klik.

Karol ziewnął i pospiesznie dopił kawę.

„Która to godzina? Osiemnasta?!”, przestraszył się.

Trzeba coś przegryźć, kupić prezent i…

– Karol! – To był dziadek.

– Tak?

– Co robisz?

– Nic.

– Pójdziemy na spacer?

– Nie mogę. Dziś ślub kolegi.

– Masz garnitur?

– Nie, dziadku.

– Bój się Boga!

– Wyluzuj, dziadku. Świat się zmienia.

– Idziesz na ślub bez garnituru?

– Nikt nie zauważy, nie martw się.

– A więc wychodzisz z domu? Będę sam?

– Nie, wszystko w porządku. Nie martw się.

Nie słuchając odpowiedzi, Karol zajrzał do kuchni. Wyciągnął z macfali gotowego hamburgera i połknął go w drodze do łazienki. Uroczystość zaczynała się o siódmej.

Powinien się przynajmniej ogolić.

Po kilkunastu minutach wrócił do pokoju. Czuł, że zmęczenie powoli mija. Zaniesie jeszcze tylko obiad dziadkowi i może iść na ślub. Marek był jego najlepszym kumplem. „Oby tylko dziadek nie marudził”, pomyślał.

– Karolu, zaklinam cię! Ubierz się jak człowiek.

Chłopak zignorował utyskiwania starego, postawił przed nim tacę z posiłkiem i wrócił do siebie.

Klik.

Marek Szajkowski

Czwartego marca.

Gotowe.

Rozparł się na krześle w oczekiwaniu na uroczystość. Miał nadzieję, że jego prezent już doszedł. Z reguły produkt nie docierał do odbiorcy później niż dziesięć minut po zakupie.

– A mam cię! – ktoś szarpnął go za ramię.

Omal nie dostał zawału. To już trzeci podobny numer w tym tygodniu.

– Mówiłem, że nie wolno ci wstawać. To niebezpieczne.

– Mi? – niebieskie, blade oczy starca zdawały się go nie widzieć. – Co gorszego może mi się stać?

Karol z czułością objął stare, zmęczone ciało i zaniósł dziadka do łóżka. Z ulgą zauważył, że ten zrobił się senny.

– Karol?

– Tak?

– Dlaczego nic nie jest normalnie?

– Śpij, zmęczyłeś się.

Starzec zamknął powieki i już wkrótce rozległo się chrapanie. Karol westchnął i podszedł do okna. Miał jeszcze dwadzieścia minut na przesłanie wirtualnego bukietu i zalogowanie się na stronie kościoła. Postanowił wyjrzeć za okno. „Czego dziadek tam szuka? Dlaczego codziennie domaga się spaceru?”, zastanawiał się.

Wcisnął guzik zwalniający metalową roletę, włączył filtr powietrza, rozsunął podwójne szyby i wychylił głowę na zewnątrz. Gdyby Marta go teraz widziała!

Jego wzrok spoczął na dzielnicy 9A. Szare wieżowce, pędzące w dole samochody, smog w powietrzu.

– Starzy ludzie i ich mrzonki! – mruknął i, zamknąwszy okno, wrócił do komputera.