Komunikat o błędzie

  • Nie udało się utworzyć pliku.
  • Nie udało się utworzyć pliku.

Ona

Ocena: 
0
Brak głosów

Nieznośna cisza zaraz zmiażdży mi bębenki. Siedzimy w kuchni, w półmroku, przy szarym, wieczorowym świetle. Ona. Zgarbiona, lekko kołysze się i milczy. Słyszę jej oddech, poświstujący przez wiecznie zatkany nos. Słyszę ruch ręki w powietrzu, gdy przytyka chustkę do twarzy. Przyszła kwadrans temu, jak zawsze bez zapowiedzi. Na zewnątrz nieznośne gorąco wyciska ostatnie krople potu. Tu, w mieszkaniu, gdzie szczelnie zamknięte okna bronią dostępu dla ukropu, jest całkiem przyjemnie. Z jej ciała bije nagromadzone przez cały dzień ciepło. Widzę, jak rozkoszuje się sztucznym, klimatyzowanym chłodem. Siedzę po przeciwnej stronie stołu i czekam. Wiem, że dopóki sama nie zacznie, nie zareaguje na moje próby nawiązania rozmowy.

Przyszła jak zwykle dramatycznie. Zapukała, używając naszego tajnego sygnału. Cztery uderzenia, potem jedno i jedno. Kod ustaliłyśmy jeszcze w dzieciństwie, kiedy ona przychodziła do mnie, gdy przebywałam sama w domu. Sygnał oznaczał „wpuść mnie szybko”. Zostało nam to do teraz, mimo że obie mamy po dwadzieścia kilka lat. Otworzyłam drzwi. W milczeniu przytuliła mnie, potem poszła do kuchni i tak siedzi. Pachnie potem, zmęczeniem, ale także tą słodką nutką perfum, która kojarzy mi się tylko z nią. Zapach roztacza się z jej długich kasztanowych włosów. Dawniej, gdy spędzałyśmy razem wakacje, uwielbiałam kłaść się przy jej głowie i upajać tym zapachem. Myślę, że to perfumy, ale kto wie – może to po prostu jej zapach? Unikalna mieszanka powietrza z dalekich podróży, oddechów ludzi, z którymi rozmawiała, jej własnych emocji i uczuć skrywanych głęboko w ciele.
Niecierpliwię się i niespokojnie ruszam na krześle. To przykuwa jej uwagę. Patrzy na mnie migdałowymi oczami, którymi lekko się uśmiecha.
- Pójdziemy się umyć? – proponuje.

Sama nie wiem, skąd wziął się rytuał wspólnego mycia. Mam wrażenie, że istnieje od zawsze. W dzieciństwie często nocowała u mnie w domu i mama myła nas razem. Potem, gdy byłyśmy nastolatkami, nigdy nie miałyśmy przed sobą nic do ukrycia. Poznawałyśmy siebie, trochę fascynowałyśmy się sobą nawzajem. Aż dotarłyśmy do dorosłości i tak pozostało. Nie rozmawiałyśmy na ten temat. Zawsze jest tak samo – po prostu wchodzimy razem pod prysznic. Ta intymność zbliża mnie do niej, uzależnia, może trochę podnieca.

Woda przyjemnie rozbryzguje się po skórze. W ciasnej kabinie ciągle czuję dotyk jej ciała na sobie. Schylam się po myjkę i dotykam pupą jej uda. 

- Schudłaś – mówi.
- Ty też! – odpowiadam, śmiejąc się. Czuję się jak dziecko.

Mydlę jej ciało. Kościste ramiona, płaski brzuch, bardzo małe piersi. Faktycznie, od naszego ostatniego spotkania schudła. Jeszcze bardziej, mimo że zawsze była szczupła. Piersi zmniejszyły się i ledwo rysują na klatce piersiowej. Sterczące sutki hipnotyzują. Gładzę je ręką, niby dlatego, że chcę je namydlić. Mam też ochotę poczuć pod dłonią ich twardość. Nie czuję do niej pociągu, nigdy nie czułam. Zawsze traktowałam ją jako siostrę, ale czasem ona perfidnie zakrada się do moich snów. Pieścimy się wtedy jak czuli kochankowie. Pobudzamy się nawzajem, wydając głośne okrzyki przyjemności. Mój oddech, na myśl o tych snach, niebezpiecznie przyspieszył. W takim momencie ona jak zawsze czuwa. Zdejmuje moją rękę ze swoich piersi. Spoglądam na nią, chyba z wyrzutem. Czuję się odtrącona. Widzę w jej oczach miłość do mnie. Miłość siostrzaną. Obie wiemy, że gdy puścimy wodze żądzy, stracimy siebie. Ani ja, ani ona tego nie chcemy.

Wycieramy ciała ciepłymi ręcznikami. I już jest jak dawniej. Opowiada mi o swojej ostatniej podróży do Ameryki Południowej. O dzikich Andach, cichych i mrocznych, o tym, co ostało się po hiszpańskiej kolonizacji. Wreszcie – o Galapagos, fascynującym zapisie biegu ewolucji. Słucham o jej nowych kochankach, o ekwadorskim seksie, o rzeczach, których ja bym nigdy nie zrobiła. Leżymy nagie na łóżku. Przytulona do jej boku słucham cierpliwie. Słucham, a jednocześnie myślą jestem gdzie indziej. Wciągam zapach jej kasztanowych włosów, ślizgam się po jej ciele, wcierając waniliowy balsam w miękkie krągłości, pieszczotliwie gładzę skórę. Napawam się tą chwilą. Boję się, że następna może nigdy nie nastąpić. Przyjmuję jej opowieści, czasem zgorszona, czasem rozbawiona. Historia ostatnich miesięcy porywa mnie daleko. Jestem tam, razem z nią: tańczę wśród kolorowych straganów, marznę wysoko w górach, oglądam kamieniste plaże o wschodzie słońca, upajam zapachem egzotycznych owoców, roztapiam w uściskach czułych kochanków. W końcu, zmęczone i szczęśliwe, zasypiamy. Wplecione w swoje ciała, przytulone, razem, choć nasze życia są tak inne.

Rano budzę się sama. Jak zawsze. Pościel jeszcze pachnie zapachem jej włosów. A ona… Odeszła ze świtem, buszować po świecie i szukać nowych doznań. Czy wróci? Jestem dla niej łącznikiem ze zwyczajnym światem, nieco nudnym, ale takim, którego każdy czasem potrzebuje. Jestem jej księgą, w której pozostawia wspomnienia ostatnich podróży. Jestem przeciwwagą dla jej zwariowanych pomysłów, a może nawet inspiracją. 
Myślę, że wróci.

Odpowiedzi

Początek ma dziwną konstrukcję. W pierwszym zdaniu jest mowa o ciszy. W drugim podmiot mówi 'siedzimy' – brzmi, jakby bohaterka siedziała razem z ciszą (pojawia się też konstrukcja 'wieczorowe światło' – wieczorowe to mogą być studia, światło raczej wieczorne). Trzecie zdanie (czy raczej króciutki równoważnik) – Ona. I dopiero dalej się dowiadujemy, że 'oną' jest postać z krwi i kości a nie spersonifikowana cisza. Trochę to niezręcznie wyszło.
„Słyszę ruch ręki w powietrzu, gdy przytyka chustkę do twarzy.” - naprawdę? Proponuję ćwiczenie: usiąść z kimś w absolutnej ciszy, odwrócić się plecami, poprosić o wykonanie ruchu ręką i sprawdzić ile słychać. Ruch *własnej* ręki jest ciężko usłyszeć, o ile nie jest gwałtowny (a przytykanie chustki na gwałtowny nie wygląda) a co dopiero cudzej.
Ukrop – z definicji wrząca ciecz, domyślnie przyjmuje się, że woda. Stwierdzenie „gdzie szczelnie zamknięte okna bronią dostępu dla ukropu” jest złe – brzmi jakby mieszkanie było zanurzone we wrzącej wodzie. Do tego zgodnie z opisem mamy wieczór i półmrok, jeżeli akcja dzieje się na Ziemi to zarówno „ukrop” jak i „nieznośne gorąco” brzmią nierealistycznie.
„Przyszła jak zwykle dramatycznie.” - jak sobie, Autorko, wyobrażasz dramatyczne przyjście? I co w ogóle w tym przyjściu było dramatycznego?
Opis zapachu jest nielogiczny. Najpierw podmiot twierdzi, że spędzały razem dzieciństwo i wakacje (i już wtedy lubiła ten zapach) a za chwilę pada zdanie, że ów zapach zawiera mieszankę powietrza z dalekich podróży (to czemu był taki sam za czasów dzieciństwa?). Mieszanka zapachowa w skład której wchodzą emocje i uczucia skrywane w dodatku głęboko w ciele(?! skrywa ktoś uczucia w ciele?) to zbyt dalece idąca wyobraźnia. Mnie, jako czytelniczce, pierwsza myśl jaka przyszła do głowy podczas opisu zapachu włosów to: szampon.
„niespokojnie ruszam na krześle” - poruszam.
„Patrzy na mnie migdałowymi oczami, którymi lekko się uśmiecha.” - zdanie jest niezgrabne. W oczach można dostrzec uśmiech, ale uśmiechanie się oczami brzmi co najmniej dziwnie.
„W dzieciństwie często nocowała u mnie w domu i mama myła nas razem.” - „w domu” zbędne.
„Aż dotarłyśmy do dorosłości i tak pozostało.” - no bo dorosłość to ostatni etap :) Tak, wiem, że chodziło o to, że „pozostało przyzwyczajenie do wspólnych kąpieli”, ale w tym zdaniu jest napisane co innego.
„Piersi zmniejszyły się i ledwo rysują na klatce piersiowej.” - brzmi jakby piersi starały się wykonać na klatce piersiowej jakieś dzieło sztuki przy pomocy ołówka bądź kredek. Niestety – trzeba użyć 'rysują się' i zdanie przekonstruować. Przykładowo: „Piersi zmalały i ledwo rysują się(...)”/”Piersi zmniejszyły rozmiar i ledwo rysują się(...)” itd.

„Sterczące sutki hipnotyzują. Gładzę je ręką, niby dlatego, że chcę je namydlić. Mam też ochotę poczuć pod dłonią ich twardość. Nie czuję do niej pociągu, nigdy nie czułam.” - czy to ostatnie z zacytowanych zdań (plus ciąg dalszy) miało wykazać hipokryzję bohaterki? Bo z opisu ewidentnie wynika, że owszem, pociąg seksualny jak najbardziej czuje.
„Pieścimy się wtedy jak czuli kochankowie.” - określenie „czuli kochankowie” nasunęło mi tu skojarzenie o dwóch pieszczących się panach. Imo zręczniej byłoby to ująć: „Pieścimy się wtedy czule jak kochankowie.”
„Pobudzamy się nawzajem, wydając głośne okrzyki przyjemności.” - oj i cały romantyzm scenki szlag trafił przez te 'wydawanie głośnych okrzyków przyjemności'. Trzeba to ująć jakoś inaczej. Krzycząc z przyjemności?
„O dzikich Andach, cichych i mrocznych, o tym, co ostało się po hiszpańskiej kolonizacji.” - czemu nagle kolokwializm 'ostało się' ? No i nie mogłam powstrzymać uśmiechu na myśl o tym, że Andom jednak hiszpańska kolonizacja rady nie dała.
„Wreszcie – o Galapagos, fascynującym zapisie biegu ewolucji.” - że, przepraszam, co? Zdanie jest niezrozumiałe.
„ślizgam się po jej ciele, wcierając waniliowy balsam w miękkie krągłości” - naprawdę? A wydawało mi się, że ma: „kościste ramiona, płaski brzuch, bardzo małe piersi”. To w końcu jak? Miękka i krągła czy koścista i płaska?
„następna może nigdy nie nastąpić” - niezręczna niezręczność :)
„pachnie zapachem” - tu również

Tyle z technikaliów, teraz o treści. Mamy scenę, zwariowana podróżniczka wpada w odwiedziny do swojej nudnej przyjaciółki z dzieciństwa, żeby się pochwalić świeżo zdobytymi wrażeniami. Tylko dlaczego, na litość, w pierwszej scenie siedzi, zgarbiona, ze świszczącym oddechem (po tym opisie obstawiałam kobietę lat tak z 70+, potem z zaskoczeniem dowiedziałam się, że ma mniej niż 30) i przez kwadrans dramatycznie milczy i w ogóle zachowuje się jakby spotkała ją jakaś tragedia. To, że przyszła poopowiadać o wrażeniach z wyprawy mnie mocno zdziwiło – całe jej zachowanie do momentu rozmowy, to milczenie, propozycja wspólnej kapieli jak za czasów szczenięcych, odtrącenie bohaterki podczas namydlania wygląda, jakby potrzebowała zrzucić jakiś ciężar czy traumę. A tu nagle się okazuje, że tylko wpadła się pochwalić. Czegoś tu mocno nie rozumiem. Jaki efekt, Autorko, chciałaś osiągnąć?
Puenta, że ona wyszła dalej zwiedzać świat a szara myszka czeka na swoją panią aż ta wróci z kolejnych wojaży nie błyszczy oryginalnością, ale zła nie jest. Po prostu nie porywa.
„Myślę, że wróci” - a dlaczego miałaby nie? ;)

pozdrawiam i chętnie przeczytam wyjaśnienia – być może czegoś nie zrozumiałam,
Bellatrix.