Komunikat o błędzie

  • Nie udało się utworzyć pliku.
  • Nie udało się utworzyć pliku.

Faux pas

Ocena: 
0
Brak głosów

Giermek zbyt późno obudził Warkenbergera de Bloks, bo pomylił klepsydry. Chłopak nie uczył się na błędach. Nie tak dawno, gdy Warkenberger walczył z Fosforyzującym Duchem, roztargniony młodzian podawał broń. Rycerz, zręcznym cięciem, rozpłatał duchowi łeb i dopiero wtedy spostrzegł, że dzierży niewłaściwy miecz. Niemagiczny! Na szczęście okazało się, że duch też nie był dziełem nadnaturalnych mocy, po prostu ktoś się za niego przebrał.

Warkenberger odesłał giermka do diabła i samodzielnie zajął się przygotowaniami do wyjścia. W końcu założył paradny hełm, lecz miał wrażenie, że nadal czegoś brakuje. Ach, oczywiście. Zarzuciwszy na ramiona pyszny czerwony płaszcz, opuścił komnatę.

Rycerz przeklął w myślach ozdobny rupieć zwieńczony kretyńskim pióropuszem. Przez ów cholerny hełm z zaklinowaną zasłoną nic nie widział. Jednak przemierzając dziedziniec poczuł, że słońce już zaszło. Nie musiał widzieć, aby pojąć, że jest później, niż sądził.

Tak naprawdę, jego uczucia względem przyłbicy były raczej ciepłe. Księżniczka Heidi wyraziła raz opinię, że Warkenberger wygląda w tym hełmie majestatycznie. Od tamtej pory do wizyt na królewskim dworze zawsze zakładał hełm. Może nawet nosiłby go podczas uczt, gdyby nie ta zacięta zasłona. Choć nietypowe i niewygodne, ucztowanie w przyłbicy nie pogwałciłoby jawnie etykiety.

Że przez przyłbicę był ślepy jak kret? Irytujący drobiazg. Na Wyspie Piratów, choć cierpiał od ślepoty piaskowej, usiekł niepośledniego szermierza, kapitana Rudobrodego. Co prawda niepotrzebnie zaszlachtował także jego małpę i papugę, zwierzęta, które wziął za piratów. Jednakowoż wojownik ogarnięty bitewnym szałem łatwo może popełnić podobną omyłkę, widzenie nie ma tu nic do rzeczy. Bezspornie, ślepy Warkenberger miał lepszą świadomość otoczenia niż dysponujący pełnym zestawem zmysłów przeciętniak.

W długim zamkowym korytarzu prowadzącym do sali biesiadnej rycerz przyśpieszył kroku. Pierwszy toast planowano wznieść ku chwale de Bloksa, przeto spóźnienie mogło okazać się poważnym faux pas. Ponadto sławny Warkenberger miał zasiąść na honorowym miejscu, po królewskiej prawicy, zaś władca nie powinien czekać na poddanego, nawet bohatera. Oczywiście, legendarnemu pogromcy Zielonego Jelenia, herszta banitów z Drzewnej Twierdzy, wybaczono by wiele nietaktów. Wszelako Warkenberger, traktował etykietę poważnie.

Ktoś chwycił rękę rycerza dłonią łagodną, wypielęgnowaną, wyraźnie niewieścią, by poprowadzić w innym kierunku. Warkenberger chciał oswobodzić ramię i oznajmić, że śpieszy na królewską ucztę, lecz nagle dziwne uczucie tknęło go, czyniąc na chwilę biernym. Przez mgnienie oka zdawało się mu, że jest gdzieś indziej. A przecież czuł, że tajemniczy przewodnik wiedzie go przez galerię w południowym skrzydle zamku. Ku pokojom księżniczki. Tak, jego orientacja w terenie, podobnie jak zmysły, była nadzwyczajna. Zdał się więc na orientację i zmysły. Podpowiedziały: prowadzi cię księżniczka Heidi. Tylko dlaczego nie wyczuwał zapachu jej perfum, czemu nie słyszał jej kroków? A skoro już pomyślał o krokach – czemu nie słyszał własnych?

– Księżniczko Hei… – Urwał w pół słowa. Cisza. Nie uświadamiał sobie tej ciszy, póki jej nie przerwał. A w dźwiękach, które wypowiedział, które właśnie wybrzmiały, było coś dziwnego, jakieś niewłaściwe echo.

Sięgnął do twarzy, żeby zdjąć hełm, ale dłonie trafiły w pustkę. Gdy zimne ciarki wędrowały mu po plecach, zadrżał w przeczuciu prawdy.

Czy ktoś widział? Dotknął swej gołej szyi. Wspomniał, jak w pośpiechu przywdziewał płaszcz. Jak zdjął, kręcąc na boki, górną część ciała, odstawił, włożył szyję w otwór u nasady płaszcza i… Niech to diabli, nie nasadził głowy z powrotem na kark! Zostawił głupi łeb w komnacie. Co za kompromitacja, co za faux pas!

Kiedy zaufany sługa monarszej córki przyniósł wreszcie do pokoju, wciąż skrytą pod hełmem głowę Warkenbergera, księżniczka odpowiedziała na dręczące rycerza pytanie.

– Szłam z hrabianką de Plas. Oprócz mnie tylko ona widziała. Ujrzawszy cię, zrobiła wielkie oczy, wydała głośne westchnienie, po czym zasłoniła rozdziawione usta! Trzeba było widzieć ten wyraz twarzy niczym u zszokowanej młódki. – Księżniczka Heidi zachichotała perliście. – Przezabawny! Jakby pierwszy raz widziała obnażoną szyję. I cały czas się gapiła. Chociaż, po prawdzie – księżniczka uśmiechnęła się szelmowsko – to było na co patrzeć.

– Chodź, rycerzu de Bloks. Nie zapomniałam, jak wydostałeś mnie ze szponów tego Rudobrodego, spod jego haka. – Wierzchem dłoni głaskała policzek Warkenbergera. Serce rycerza zabiło mocniej. Delikatnie ujął jej dłoń i ucałował wewnętrzną stronę nadgarstka. – Wiele ci zawdzięczam – wyszeptała księżniczka – i z przyjemnością spłacę część długu. Chodź… Na początek uczty i tak już nie zdążymy.

Pociągnęła go do sypialni, na potężne łoże z baldachimem, między atłas i aksamit, między miękkie poduszki.

Rozpalona księżniczka lekko drżała, gdy wysuwał jej nogi. Warkenberger zdjął głowę, położył na najbliższej poduszce, a następnie pchnął szyję w tułów dziewczyny.

Odpowiedzi

Sympatyczne :)

Motyw z głową bardzo fajny.

Ano bardzo dobry tekst. Czyta się samo i człowiek ma okazję się uśmiechnąć. Brawo :)