Komunikat o błędzie

  • Nie udało się utworzyć pliku.
  • Nie udało się utworzyć pliku.

Za konfiturami

Ocena: 
0
Brak głosów

— Rzuć mu coś!

— Co mam mu rzucić, siebie?! 

— Kość jakąś, cokolwiek. Nie wiem.

— Skąd ja wezmę kość Gruby? Myśl, do cholery!

— Od czego ty jesteś, Szybki, co? 

— Za drzwiami jest koszmarnie wielkie, złe i niebezpieczne … Coś. Nie mogę myśleć w takich warunkach — odparł Szybki, wycierając zakurzone ręce w ortalionowy dres.

Odwrócił się plecami do zabarykadowanych w pośpiechu piwnicznych drzwi. Chciał  powiedzieć coś do Grubego, ale nie był w stanie wykrztusić z siebie ani słowa. Serce biło mu jeszcze szybciej niż przed chwilą. Naprzeciwko, w kącie, znajdował się mężczyzna. 

— Szybki? Co ty znowu odpierdalasz? Powiedz coś? — przysadzisty mężczyzna pocił się każdym posiadanym porem.  

— Za tobą. — odparł.

Gruby odwrócił się i odskoczył tak, że znalazł się ramię w ramię z Szybkim.

— Kto to kurwa?! — krzyknął.

— Ziomuś, żyjesz? — spytał Szybki, gdy postać w kącie nie zareagowała na wysokie piski generowane przez jego towarzysza. 

— Patykiem go szturchnij.

— Gruby, kurwa, skąd ja tu wezmę patyk, do cholery?!

Szybki podszedł do skulonego osobnika i kopnął go lekko w goleń. Żadnej reakcji. Pochylił się nad mężczyzną i potrząsnął nim. Powtórzył czynność kilkukrotnie, po czym przyklęknął i przyjrzał się mu z bliska.

— To Marcel! — zerwał się z ziemi — Kurwa! Marcel bez głowy!

— Skąd wiesz, że Marcel, jak głowy nie ma? — Gruby wycedził przez zęby, prawie przytulając się do pleców Szybkiego.

— Dres poznaję.

Rozległo się głuche dudnienie, a kurz z drzwi opadł na podłogę. Mężczyźni nie wiedzieli, w którą stronę się odsunąć. Nie chcieli zbliżać się do kilku spróchniałych desek stanowiących jedyną osłonę przed potworem. 

— Myślisz, że to Coś załatwiło Marcela? — spytał Gruby, patrząc to na byłego kompana, to na coraz mocniej drżące drzwi.

— Jestem przekonany.

— To na pewno sprawka tego z trzeciego piętra. Profesorka. Pamiętasz, jak mówił, że nas poszczuje psem? To on i ta jego bestia, mówię ci.

— Jego pies to jamnik. 

Znajdowali się w małym korytarzyku, który architekt wydzielił na największe pomieszczenia piwniczne dla lokatorów. Oddzielił je dla pewności drzwiami, mającymi stanowić dodatkową ochronę przez złodziejami i wścibskimi, mniej zamożnymi sąsiadami.

— Gruby, ten myśliwy, to na szóstym mieszka, nie?

— Eeee, chyba tak — odparł staranie omijając wzrokiem resztki Marcela.

Drzwi załomotały, jedna z pionowych desek wyraźnie się obluzowała, a z powstałej szpary wydobyły się kłęby pary.

Szybki odnalazł komorę z wymalowanym nad wejściem — 6A. Lokator, do którego należało pomieszczenie, nie przejmował się zabezpieczeniami. Pordzewiały skobel miał w miejscu kłódki stary gwóźdź. Powietrze wewnątrz pachniało stęchlizną i moczem, standardowym aromatem piwnicznych lochów.

Na półkach, w równych rzędach, stały słoiki przepasane gumkami do wekowania, pełne dziwnej mazi, konsystencją przypominającej dżem. Gdyby zabłądził tu ktoś głodny, na pewno nie wyszedłby zawiedziony. Oni jednak nie potrzebowali posiłku, a Coś za drzwiami jak najbardziej.

— Sprawdź za tymi. No tam... — Gruby wskazał ręką jedną z półek — chyba coś tam widziałem. 

Szybki zrzucił na ziemię kilka słoików, w jednej chwili otoczył ich zapach moreli. Na ścianie wisiała siekiera. Ślady rdzy biegły od ostrza poprzez policzek aż do czepca, w półmroku wyglądały niemal jak krew.

— Zabijemy to? – spytał Gruby, a jego oczy zapłonęły nadzieją. 

— Nakarmimy.

***

— W piwnicy znaleźliśmy trzech mężczyzn. Jeden nie miał głowy, której do tej pory nie odnaleźliśmy, i nogi. Tę akurat mamy. Została odrąbana, dość nieudolnie, mówiąc szczerze. Dwóch mężczyzn próbowało obrać ją ze skóry i mięsa. Nie wygląda to najciekawiej. Ten z nadwagą miał do dyspozycji tylko zęby i paznokcie. 

— Testy toksykologiczne?

— Obaj czyści. To samo alkohol, zerowe stężenie. Twierdzą, że Marcelowi „Coś” odgryzło głowę i to samo chciało zrobić im.

— Marcelowi?

— Tak nazywała się ofiara. To już trzeci podobny przypadek komisarzu. Nie podoba mi się to. Zalatuje czymś nadprzyrodzonym.

— Co wy pierdolicie? Ja tam nie wierzę w takie bzdury. Magowie, golemy. Srolemy! Mnie interesują fakty. Fakty, słyszycie? Przesłuchano już mieszkańców?

— Wszystkich, oprócz lokatora z 6A. Mieszkanie, podobnie jak piwnica, stoją zupełnie puste. Ale znajdziemy go, spokojnie. A tych dwóch żywych jutro przemaglujemy, dziś nic z nich nie wyciągniemy.

— Jutro jest trzynasty, a na dodatek piątek. W poniedziałek ich przesłuchamy. Nie chce ściągać na nas pecha.