Komunikat o błędzie

  • Nie udało się utworzyć pliku.
  • Nie udało się utworzyć pliku.

Bakchos

Autor: 
Ocena: 
0
Brak głosów

Bakcha widziałem na skałach ustronnych,

Jak wierszy uczył, wierzcie mi potomni.

Horacy

________

Był rok 1996 i rozpalona latem Grecja. Białe światło słońca zdawało się kruszyć tynk na ścianach ambasad. Życie zamarło i tylko turyści krążyli nadal po Atenach w porze sjesty.

Ale ja byłam pod miastem. Powietrze aż gęste od cykad.

– Hej, chłopcze! – usłyszałam dziwny akcent.

Obejrzałam się, bo oprócz mnie nie było na drodze nikogo. W cieniu oliwki siedział Pan. Rogaty, kudłaty i ogólnie paskudny jak zawsze. Syrynga leżała obok. Widziałam, że jest zdziwiony.

– Od kiedy to barbarzyńskie dziewczyny też noszą spodnie i krótkie włosy?

– Tak gdzieś od pięćdziesięciu lat.

Był wyraźnie rozczarowany. Jako dziewczyna musiałam okazać się mniej powabna niż jako chłopiec.

– Skąd jesteś?

Pił wino, prawie nie rozcieńczając go wodą.

– Z Sarmacji. Jeszcze dalej na wschód niż Ren, do którego doszli Rzymianie. Jeszcze dalej na północ niż Karnuntum, gdzie umarł Marek Aureli. Ale bardziej na zachód niż ujście rzeki Boh, które widział Herodot.

– Daleko – mruknął po zastanowieniu.

– Ano daleko.

– A co słychać u tego sympatycznego młodzieńca, który walczył pod Filippi i układał całkiem dobre pieśni? Hmm, jak on się… Horatius Flaccus!

– Umarł dwa tysiące lat temu.

– Umarł? Szkoda.

Pan gładził brodę w smutnym zamyśleniu.

– A Cesarstwo Rzymskie?

– Upadło.

– A na wschodzie, Konstantynopol?

– Upadł.

Powietrze stało wokół nas, rozedrgane z gorąca. Pachniało grecką miodną słodyczą. Pan zapomniał o mnie na moment i cicho zagrał. Cicho i pięknie.

Usiadłam na czerwonej ziemi przy drodze. Wokół ciągnęły się rude, dzikie wzgórza.

– Podobno mówią, że i ja umarłem?

– Część ludzi tak twierdzi.

Napił się wina. Po chwili wahania dał mi trochę. I znowu zagrał, i znowu się napił. Upał gęstniał.

Nagle Pan podniósł się, tupnął w ziemię koźlim kopytkiem.

– Coś ci pokażę. Masz, wypij jeszcze.

Szliśmy pod górę, kamienie parzyły ręce przy wspinaczce. Wiatr niósł szum morza, a na horyzoncie, na styku głęboko grantowych fal i nieba, majaczyła wyspa w kolorze macicy perłowej. Nieuchwytna jak złudzenie.

Później, w małej kotlinie, zabiegły nam drogę nimfy. Pan uszczypnął jedną z nich w pośladek, więc uciekły.

Wyszliśmy za zakręt.

– To jest Bakchos – z dumą szepnął Pan.

Piękny bóg siedział lekko zamroczony winem pośrodku łąki, wśród zgiełku faunów i śpiewu menad. Odwrócił się i omiótł nas nieprzytomnym spojrzeniem.

Znałam tę twarz. Wczoraj zaczął promować swoją nową płytę.

Odpowiedzi

...fajny klimacik :)

Ale to nie był Demis Rousos...? :)

@Julia Bernard - aż sprawdziłam :D No, ja mam nadzieję, że nie, ale co kto lubi :D

Gwoli ścisłości: Rzymianie doszli dalej na wschód - aż do Łaby (staroż. Albis), choć nie powiodła się im próba utworzenia prowincji między Renem a Łabą.
Natomiast bardziej na północ (dokładniej na północny wschód) niż Karnuntum leży Trenczyn (staroż. Laugaricio), gdzie istniał tymczasowy obóz rzymski za panowania wspomnianego w tekście Marka Aurelego.

Czekam na więcej szortów w podobnym klimacie.

@Wachon - dzięki, to b. ciekawe. Już nawet nie pamiętam, na czym opierałam swoje głębokie przekonania historyczne :)
Sama chętnie poczytam coś w takim klimacie, natomiast nie wiem, czy napiszę - do tej pory udało mi się chyba napisać szorty całe dwa, oba w XX wieku :D Ale może doznam przypływu natchnienia pod wpływem tego zacnego portalu?

Cranberry, miło Cię tu widzieć :-)

Szorcik zacny, fajna końcówka, bardzo lubię mitologiczne klimaty.

Bardzo przyjemne opowiadanko. Gratuluję zgrabnego ujęcia tematu.

Fajne :)