Kate Hamill...

Ocena: 
0
Brak głosów

- Margaret, nie dręcz się tak. Jeśli uważasz, że magnolia pastorostwa zasłania słońce twojej lawendzie, myślę, że śmiało możesz o tym wspomnieć Kate, jesteście przecież teraz w tak dobrych stosunkach. Myślę, że ona z przyjemnością zrobi coś dla  ciebie – przytnie gałęzie, albo i każe Jamesowi wykopać krzew i przenieść w inne miejsce…

- Mary, czy naprawdę uważasz, że jestem starą, złośliwą babą, która wtrąca się ludziom do ich ogródków i mówi im jak mają sadzić swoje rośliny…? Czy doprawdy  jestem taką osobą?!

- Oczywiście, że nie, Margaret. Nigdy bym czegoś takiego nie powiedziała – uśmiechnęła się Mary, czując jednocześnie lekkie mrowienie na karku. – Nie, taką osobą – nie.

Z zaciekawieniem spoglądała na przyjaciółkę znad filiżanki herbaty. Od miesiąca Margaret była całkiem inną osobą. Zaprzyjaźniła się bardzo  z nową pastorową podczas ostatniego festynu, potem zapraszała ją do ich małego domku na herbatę , zachowując daleko idącą serdeczność. Dawała jej nawet swoje tajne przepisy na ciasta, czym wprawiła w zdumienie zarówno Mary, jak i całe miasteczko. Sama często wpadała do Kate, choćby po to, by zanieść jej świeże kwiaty z ogródka, albo jakąś drobnostkę. Nie narzucała się oczywiście w żaden sposób, jednak  z dnia na dzień jej sympatia dla młodej, ładnej pastorowej była coraz bardziej widoczna.

Mary sięgnęła do  wiklinowego koszyka wyściełanego materiałem w urocze, pastelowe kwiatki, by przeglądnąć poranną pocztę , którą Margaret zdążyła już wyciągnąć ze skrzynki. To było dziwne, ponieważ  codzienny obowiązek przygotowywania poczty przed śniadaniem zawsze należał do Mary. Mrowienie na plecach powtórzyło się nieznacznie, kiedy uświadomiła sobie, ze Margaret bardzo niecierpliwie musiała dziś czekać na listonosza. Spojrzała jeszcze raz na stojącą przy oknie przyjaciółkę, która popijała herbatę przyglądając się z lekkim uśmiechem  plamom porannego słońca na trawniku.

- Mary…?  Czy pamiętasz ten artykuł o tej rozwiązłej aktorce, który znalazł się jakoś w tej kolorowej gazecie, którą kupiłyśmy w maju  tylko po to, by zobaczyć zdjęcia rodziny królewskiej na ślubie księcia Wiliama…?

-  Nie za bardzo, Margaret. Ty z resztą też mówiłaś , że nie będziesz tych obrzydliwości czytać..

- Och, jeśli wydaję już dwa funty na kolorowy szmatławiec, to przynajmniej niech do czegoś służy. Artykuł wpadł mi w oko, kiedy wkładałam go do kociej kuwety – Margaret nerwowo przestąpiła  z nogi na nogę. Mary widząc to,  uśmiechnęła się pod nosem z rozbawieniem myśląc o tych małych słabościach przyjaciółki do plotek  z wielkiego świata.

- I tak okropna kobieta miała na sobie taki śliwkowy kapelusz… - ciągnęła Margaret nadal stojąc przy oknie. Mary powoli sięgnęła po dzbanek z herbatą uśmiechając się pod nosem. „A jednak!”

- Taki sam śliwkowy kapelusz, jaki ma Kate. To nasunęło mi myśl, że pewien typ kobiet, specyficzny typ – może mieć takie same upodobania. Bo Kate, moja droga, jest dość tajemnicza, nie uważasz? Co właściwie o niej wiemy? Wprowadzili się tutaj pół roku temu, kochająca się młoda para… Mąż kocha ją do nieprzytomności, co jest dość osobliwe w wypadku pastora, nie uważasz? Kocha ją tak, że sadzi specjalnie dla niej wielki krzak magnolii, żeby widziała go z okna kuchni, bo tak sobie wymarzyła. Wielki, dorodny krzak, który musiał kosztować niemało. Jaką ona musi być kobieta, żeby mężczyzna tak szalał? Dobrą w łóżkowych sprawach. A skąd ma to doświadczenie? I w dodatku ma śliwkowy kapelusz, to już nam coś mówi, prawda? Możemy przypuszczać nawet, że ma jakiegoś kochanka. Takie kobiety zawsze ich mają. Kochanka, który, na przykład  pisze do niej sekretne, miłosne listy. Obdarowuje drogą biżuterią, na którą biednego pastora raczej nie stać. Na przykład, jakiś pierścionek z wielkim brylantem… A ona nie może nosić tego pierścionka, to oczywiste, więc chowa go w swojej małej szkatułeczce stojącej na toaletce. Małej, słodkiej, ale eleganckiej szkatułce z drugim dnem, którą dostała ode mnie tydzień temu. A co robi z listami i kompromitującymi zdjęciami? Gdzie mogłaby ukryć dowody zdrady, z którymi jednak nie chce się rozstawać? Jak myślisz, droga Mary? Oczywiście zakopuje je w skrzynce w ogrodzie… W miejscu, w którym nikt nie będzie już kopał, czyli pod magnolią. I w takiej sytuacji każdy porządny parafianin , jeśli wie o takiej podłości  żony względem męża, powinien poczuć się w obowiązku poinformować  biednego męża o zaistniałej sytuacji, prawda? Na przykład napisać szczery list. Pastor otrzymałby go z poranną pocztą, mógłby więc od razu zareagować. Przeszukać szkatułkę na biżuterię i znalazłszy pierścionek z brylantem, mieć pewność, że w korzeniach magnolii znajdzie obrzydliwe dowody zdrady swojej żony. Musi tylko wkopać ten żałosny dowód czystej miłości, jaki dał swojej niegodnej żonie…

Mary podeszła do przyjaciółki i wyjrzała przez okno. Kuchenne drzwi sąsiadów otworzyły się z hukiem. Wzburzony pastor szedł zdecydowanym krokiem  do rogu ogródka w którym rosła  kwitnąca właśnie magnolia. Łopata w prawej ręce i siekiera w lewej nie pozostawiały wątpliwości co do jego zamiarów. Zapłakana pastorowa stała w drzwiach prowadzących do kuchni opierając się bezradnie o framugę.

- Margaret –  Mary nie kryła oburzenia – nie chcesz chyba powiedzieć, że…

- Oczywiście, że nie, głuptasie!  Nie podłożyłam twojego  zaręczynowego pierścionka z brylantem, tylko małą, tanią błyskotkę, która kupiłam na kiermaszu w Hastings podczas wycieczki dla Najaktywniejszych Parafian!

Mary odetchnęła z ulgą.

- Przepraszam, moja droga, że w ogóle o tym pomyślałam. Przecież, ty nie jesteś  taką osobą!

Odpowiedzi

Julio, kazdy kolejny tekst jest fajniejszy. Ten zbija z nóg pomysłem, super!

Oj tam, zbija !:) Dziękuję bardzo!

Fajne :)