Częstoskurcz

Ocena: 
0
Brak głosów

[Szort jest poprawioną i rozszerzoną wersją tekstu napisanego na ZakuŻone warsztaty Fahrenheita.]

Krótki, urywany oddech. Żebra boleśnie gniotą płuca, serce szaleje.

Na blacie leżą gotowe iniektory.

Zlekceważyłem sygnały. Czy to dziwne, że się szybko męczę? Jestem przecież starcem. Stetryczałym ramolem - kiepsko widzę,  drżą mi dłonie, mam problemy z chodzeniem. Czy to dziwne, że miewam zadyszki? Że serce czasem trochę wariuje?

A zresztą, nawet gdybym tego nie zbagatelizował, co by mi to dało? Nie jestem lekarzem. Wiedza medyczna fizyka jest raczej uboga. Nie wiedziałbym jak zaplanować leczenie, jak dobrać dawki leków. Mogę tylko pomóc sobie doraźnie. Zrobić zastrzyk.

Ale nie wiem który.

Ostatni człowiek na krańcu świata. Czekam, aż po mnie przylecą. Czy nikogo nie interesują rezultaty obserwacji i badań obiektu XC-27505? W budowę i podróż stacji badawczej zaangażowano olbrzymie środki. Wiele sobie obiecywano po tej misji, ale w końcu trudno się dziwić – czarna dziura! Ale minęło już ponad sześćdziesiąt lat. Wciąż czekam.

Mieli nas zmienić po pięciu latach.

Obsadzić stację nową załogą naukową. Dokonać niezbędnych napraw, uzupełnić zapasy. Zabrać wyniki. Może są w drodze? Powtarzam to sobie codziennie. Może już niedługo? Spóźnią się, ale może zdążą – chociaż po mnie?

Przez kilka minut było lepiej, ale ból w piersiach znów się nasila. Czuję skoki ciśnienia, szum w uszach. Szkoda, że nie ma już Dicka. Był świetnych lekarzem, postawiłby mnie na nogi. Dosłownie. Ale odszedł, będzie już … trzydzieści lat? Ale ten czas leci. Gdzieś mi się te lata pozacierały, wciąż te same ściany, te same pomieszczenia i urządzenia, ci sami ludzie. Eksperymenty, obserwacje, doświadczenia. I czekanie. Pięć lat minęło? Czekamy siedem. Dziewięć. Czternaście, dziewiętnaście, dwadzieścia osiem, wciąż z nadzieją. Z biegiem lat kolejne kontrapunkty, gdy ktoś odchodził. Trzynaście ciał w chłodni. Sami starcy.

Brakuje tylko ciała Svena. Wyszedł na zewnątrz i rozszczelnił skafander. Zostawił mnie samego, na osiemnaście lat. Stracił nadzieję.

Pozwoliłem, by jego ciało odpłynęło w gwiazdę..

SEKCJA SMYCZKOWA MODERATO MIAROWY SZELEST W TLE.

MOTYW GŁÓWNY SEKCJA PERKUSYJNA ENERGICO ARYTMICZNA KAKOFONIA BĘBNÓW.

SEKCJA DĘTA INDECISO PICCOLO I FAGOTY TWORZĄ DODATKOWE NIEHARMONIJNE UZUPEŁNIENIE.

            Działają jeszcze podstawowe, pancerne systemy: powietrze, woda, grawitacja, radiostacja. Reszta jest martwa od dawna. Automed, jak by mi się przydał teraz… Zdechł kilka lat temu, zaraz po tym jak mi zrobił nowe okulary.

            Aż dziw bierze, że działa musicker. Kosztowne urządzenia, nowoczesne, zabezpieczone na wszystkie sposoby, padły, a prywatna i komercyjna zabawka działa. Pewnie dlatego, że już dawno go nie używałem.

W tej sytuacji musicker jest bezużyteczny, ale i tak podłączyłem jego mikrofony do skóry w pobliżu serca. To nadzwyczajne urządzenie, pamiętam jak zachwycałem się nim dawno, dawno temu. W innym życiu. Musicker nie tylko odtwarza muzykę. Potrafi też wspomagać autora przy jej tworzeniu a nawet tworzyć samemu w oparciu o zadane parametry. Potrafi muzykę przekonwertować, zmieniać style, dodawać i ujmować instrumenty w granicach jednego tematu muzycznego. O tak banalnej sprawie jak spisanie utworu na zapis nutowy nawet nie ma co wspominać.

SMYCZKI CALANDO PRZECHODZĄ W URYWANE FRAZY.

DO SEKCJI DĘTEJ DOCHODZĄ TUMULTUOSO INSTRUMENTY KLAWISZOWE KRÓTKIMI AKORDAMI.

SEKCJA DĘTA STRINGENDO.

TRĄBKI FEROCE.

Jak to rozumieć? Jedno przyspiesza, drugie zwalnia. Co mam wziąć? Rozbiegane oczy próbują się skupić na strzykawkach. Dopamina, digoksyna, epinefryna…

WE WSZYSTKICH SEKCJACH URUCHAMIANE KOLEJNE INSTRUMENTY DOPEŁANIAJĄC PEŁNE BRZMIENIE SYMFONII.

SEKCJA DĘTA W PEŁNI NA ODMIENNE TEMPA: PICCOLO DOLOROSO FLETY TRISTE KLARNETY RAPIDO FAGOTY IMPETUOSO.

MOTYW PRZEWODNI NIEZMIENNY SEKCJA PERKUSYJNA BARBARO TRÓJKĄTY I TALERZE NIWECZĄ OSTATNIE ECHA RYTMU SEKCJI.

KULMINACJA.

WSZYSTKIE SEKCJE CALANDO.

TERMINE.

CALMA.