Czas silnych istot. Księga 1 - Marcin Przybyłek

Czas Nowego Gamedeca

Hubert Stelmach

Od czasu opuszczenia Ziemi i powstania Imperium Drogi minęło dziewięćdziesiąt dziewięć cykli. Władca Gorgon Nemezjus Ezra rządził w tym czasie mądrze i sprawiedliwie. Ludzkość rozwinęła się bardziej niż kiedykolwiek wcześniej w historii. Człowiek w zasadzie pokonał wszystkie bariery, które go kiedykolwiek ograniczały – czas, przestrzeń, a nawet śmierć. W rozwoju technologii autor zapędził się tak bardzo, że zwyczajnie zrównał ludzi z bogiem. Bo jak inaczej zinterpretować fakt, że każdy szeregowy obywatel może istnieć w trzech osobach? W związku z sukcesem Imperium i zbliżającym się jubileuszowym, setnym cyklem Ezra postanawia dokonać czegoś niesamowitego – czegoś co umocni wiarę ludzi w samo Imperium. Zdecydował się odbić Ziemię z rąk Thirów. Jednak nie wszystko potoczyło się tak, jak przewidywano i mocarstwo stanęło przed pierwszym realnym zagrożeniem w całej swojej historii.

Czas Silnych Istot to kolejna powieść umiejscowiona w uniwersum Gamedec stworzonym przez Marcina Przybyłka. Autor zapewnia, że jego najnowszą książkę można spokojnie czytać bez znajomości poprzednich tomów. To prawda, chociaż w samo Gamedecverse wcale nie jest łatwo się wgryźć. Nawał dziwnie brzmiących terminów zmusza do  patrzenia w słownik umieszczony na końcu książki, co potrafi doprowadzić do szewskiej pasji. Bo jak czytać, jeśli połowy słów się nie rozumie, a te, które się rozumie, tworzą niezrozumiałe zwroty? Ponadto hasła są tłumaczone innymi specyficznymi terminami i tak można wpaść w istny ciąg. W sytuacji, w której dopiero co poznało się imię jednej z bohaterek, naprawdę nie zachęca to do dalszej lektury. Na szczęście po około kilkudziesięciu – stu stronach czytelnik przyswaja sobie terminologię i spokojnie może skupić się na fabule, której jednak nie ma zbyt wiele. Starczyłoby zaledwie na dłuższe opowiadanie. W „Czasie...” autor nawet nie udaje, że opowiadana historia gra w książce pierwsze skrzypce. Skupił się na stworzeniu pięknego, utopijnego wręcz świata, w którym kapitalizm czy demokracja są już dawno porzuconymi koncepcjami. Osobiście myślę, że kreując Imperium WayDao Przybyłek tak naprawdę tworzył świat swoich marzeń. Bo ciężko w tak idealistyczny sposób przedstawić coś, w co nie wierzyłoby się całym sercem. Niestety wszystko odbiło się kosztem fabuły. Uniwersum Przybyłek stworzył niesamowite. Nad konstruowaniem opowieści powinien jednak więcej popracować.

Zasadniczym problemem jest niepotrzebne mnożenie bytów. I nawet nie chodzi o zjawiska, wynalazki czy nowości kompletnie nieistotne dla głównych wydarzeń. Chodzi o bohaterów, poprzez których autor prezentuje nam te wszystkie rzeczy. Zamiast skupić się na kilku postaciach, pozwolić czytelnikowi zżyć się z nimi i naprawdę je poznać (nawet niektóre kluczowe charaktery są przedstawiane po łebkach), autor serwuje nam kilkadziesiąt imion kojarzonych równie dobrze co lwia część znajomych na facebooku. Przybyłek nie zaplata intrygi, zwyczajnie wprowadza jednofunkcyjnych bohaterów.

W „Czasie” poruszanych jest wiele kwestii dotyczących problemów współczesnego świata. I zwykle jest to krytyka fundamentów, na których opiera się cały system. Czasem daje do myślenia, ale równie często podana jest w sposób bardzo bezpośredni. Odniosłem wrażenie, że autor na siłę próbował sprzedać swój światopogląd. A skąd takie wrażenie? Niektóre idee nie są przedstawiane jako przemyślenia bohaterów, ale raczej jako „ogólnie panujące prawdy”. Być może zamiary autora były inne, ale wyszło właśnie w ten sposób.

Słownik umieszczony na końcu książki (wg słów autora) miał pomóc zachować dynamiczność akcji. Jak wspomniałem wcześniej, z początku efekt był raczej odwrotny. Żeby zrozumieć treść, musiałem tam często zerkać. Dużo fajniejszym pomysłem, niż słownik i artykuły na końcu książki, są (niestety raczej rzadkie) „przerywniki world buildingowe” wciśnięte między rozdziały. Jak w słowniczku, ale sfabularyzowane. Czasem jest to artykuł z gazety, fragment wywiadu czy jakiejś książki. Tymi krótkimi wstawkami czytelnik dużo lepiej poznaje nastroje panujące w Imperium i samą jego istotę – bez konieczności kartkowania, zachowując ciągłość lektury. Jednak całość materiałów dodatkowych bardzo poszerza wiedzę o świecie Gamedec. Już po przeczytaniu powieści, buszowanie po słowniczku dało mi wiele satysfakcji i wyjaśniło kwestie, które w książce były tylko wspomniane.

Sporo wątpliwości przysparza również klasyfikacja gatunkowa powieści. Dalekie przyszłe czasy i podróże kosmiczne skłaniają ku SF, ale chyba bardziej uzasadniony byłby cyberpunk – ze względu na przykładanie bardzo dużej wagi do porzucania cielesności człowieka. Jednak rozwój technologii dał ludziom w zasadzie nieograniczone możliwości. Pod tym względem „Czas...” jest najbliższy pełnemu magii fantasy ubranemu w nowe – technologiczne – szaty. Zresztą miejscami sam autor narzucał takie skojarzenia.

Pierwsza księga „Czasu Silnych Istot” to niezła lektura. Potrafi wciągnąć i dostarczyć trochę materiału do przemyśleń. Jednak spokojnie mogłaby być lepsza, gdyby autor bardziej skupił się na skonstruowaniu ciekawej opowieści. Nie żałuję czasu poświęconego na czytanie, ale nie sięgnę po nią drugi raz.


Tytuł: Czas silnych istot. Księga I

Autor: Marcin Przybyłek

Wydawnictwo: Fabryka Słów

Data wydania: lipiec 2012

Seria: Asy polskiej fantastyki

ISBN: 978-83-7574-720-1

Liczba stron: 480

Wymiary: 125 x 195 mm