Problem z głowy

Ocena: 
0
Brak głosów

- Nie jestem teraz gotowa – tłumaczyła Marysia. – Nie jestem gotowa na dziecko, rozumiesz?

Józek siedział na kanapie z pochyloną głową. Nie odzywał się. Tylko ręką, co jakiś czas, podnosił do ust skręta. Dym drażnił dziewczynę coraz bardziej. Józek zawsze był wygadany, nikt mu nie podskoczył, to dzięki temu wyrwał ją na tamtej dyskotece. A teraz jakby mu mowę odjęło. Pieprzony, kurwa, pozer.

- Józek! – Podskoczyła do niego, wyrwała z ręki skręta. Zdeptała obcasem szpilki.

Żadnej reakcji.

Chwyciła go za koszulę. Miała ochotę przywalić mu z całej siły, wyrwać te nażelowane, sterczące na wszystkie strony włosy, obić twarz. Zamiast tego, cofnęła się o krok dysząc ciężko.

Wreszcie podniósł wzrok.

- Przecież się zabezpieczyliśmy – tłumaczył, jakby samemu sobie. Głos miał cichy, niepewny. – Miałem gumki. A ty powiedziałaś, że bierzesz pigułki. Nie rozumiem… puściłaś się z innym, tak?

Nie wierzyła w to, co słyszy. Nie potrafiła powiedzieć, ani słowa, podniosła bezradnie ręce.

- Puściłaś się z innym – powtórzył, teraz już pewniej. – Dziwko. Wiedziałem.

Wstał. Próbowała go zatrzymać, odepchnął ją, jak gdyby odganiał się od muchy. Wyszedł z pokoju, chwilę później trzasnęły wejściowe drzwi.

***

Klub tętnił muzyką Ciężkie basy powodowały drżenie całej kamienicy. Podłoga lepiła się od brudu, na który składał się głównie pot, rozlane piwo i sperma ze śladowymi ilościami moczu. Jak w każdy piątkowy wieczór, lokal pękał w szwach.

Józek siedział przy barze. Nie miał już siły na taniec. Na kolanach trzymał jakąś małolatę. Wyglądała na piętnaście lat, mówiła, że ma osiemnaście, prawdopodobnie nie miała więcej niż czternaście. Bez większego zainteresowania gmerał jej pod koszulką. Sięgnął ręką do kieszeni w poszukiwaniu tabletek. Natrafił na pustkę.

- Kurwa.

Małolata odwróciła się do niego.

- Co, kurwa?! – krzyknęła mu do ucha.

- Skończyły mi się! – wrzasnął. – Muszę iść po więcej!

Jakaś cześć jego wypowiedzi przebiła się przez panujący hałas i jakimś cudem pobudziła otumanione neurony gówniary, bo bez słowa zeszła mu z kolan.

Na migi pokazała jeszcze, że tym razem ma przynieść coś specjalnego. Skinął głową. Myślał o tym samym.

Przecisnął się jakoś przez salę, wyszedł na klatkę schodową. W kącie kopulowała jakaś para, o przeciwległą ścianę opierał się facet w średnim wieku, obserwując ich bacznie, ręką macał się po kroczu.

Józek nie zwrócił na nich większej uwagi. Starając się nie przewrócić, schodził na parter, gdzie zwykle urzędował dealer o ksywie „ogrodnik”. Świat wirował przed oczami, to przybliżając się, to oddalając. Chłopak zatoczył się, wpadając na wbiegającego do góry mężczyznę. Ten drugi zdołał jakoś zachować równowagę, ale Józek nie miał szans. Sturlał się po schodach, uderzając głową o ścianę.

Na chwilę go zamroczyło. Kiedy odzyskał przytomność, zobaczył nad sobą twarz mężczyzny, którego potrącił. Wyciągał do niego rękę w przyjacielskim geście, uśmiechając się.

Właśnie ten uśmiech sprawił, że Józek zaczął wrzeszczeć.

***

Obudził się rano. Głowa pulsowała, język był suchy jak pieprz. Żołądek zdawał się żyć własnym życiem. Przewrócił się na bok i zwymiotował żółcią na podłogę.

- Kurwa, jakie haluny – wybełkotał.

Wyjął z kieszeni komórkę. Wybrał kontakt Marysi. Ten gość kazał mu zaraz po przebudzeniu do niej zadzwonić. Nie wiedział, czemu, ale wypełnił polecenie. Poza tym dobrze byłoby się czegoś dowiedzieć. Nie zamierzał płacić alimentów. Poza tym nie rozmawiał z nią od trzech miesięcy.

Stęsknił się, tak po ludzku.

- Czego chcesz? -  powitała go lodowatym głosem.

- Bo, mieliśmy problem – zaczął. – Wczoraj w nocy taki facet mnie zahaczył, mówię ci, jaki dziwak. Mówił, że ma dla mnie jakieś dobre nowiny, czy coś takiego – zaśmiał się bełkotliwie. – Kazał do ciebie zadzwonić, to dzwonie.

- Jaki, kurwa, facet? Co ty pierdolisz?!

- No, kurwa… taki facet, taki. Biały cały, pewnie albinos. Mówił, że chciał ci przekazać te dobre nowiny sam, ale nie zastał, to żebym ja ci przekazał.

Przez chwilę się nie odzywała. Potem westchnęła przeciągle.

- Znów chlałeś?

- Nie… trochę, ale nieważne. Słuchaj, kurwa. Pochyla się nade mną, ten facet, i pierdoli jakieś głupoty, że niby dziecko twoje jest jakieś super i że ma ocalić świat.

- Nie dzwoń do mnie więcej – przerwała mu. – A dzieckiem się nie przejmuj. Wyskrobałam wczoraj.

Rozłączyła się. Józek przez chwilę jeszcze przetrawiał wiadomości, po czym schował komórkę i z uśmiechem ulgi udał się do kibla, wyrzygać resztę kaca.

***

Gdzieś w miejscu bez czasu stwórca świata uniósł swoje boskie pięści do góry i krzyknął ze złości.

Znowu się nie udało.

Odpowiedzi

... bardzo dobre :)

Przeczytałem szorta kilka godzin temu. No i nie byłem zachwycony... teraz też nie jestem. Nie jestem zachwycony moim małym rozumkiem. Dopiero przy myciu naczyń dotarła do mnie pointa. Długo się przedzierała i najgorsze, że nie jest to Twoja wina Autorze a moja. Szotra trza czytać wyspanym i nie należy przerywać czytania.
Zgadzam się z Asią. Bardzo dobre. Bardzo

No a mi się nie podobało, ale to pewnie wynika z mojej zaściankowości... :-/

Dziękuję za miłe komentarze :)

Dziko - ale kiedy ten tekst wcale a wcale nie jest ani za, ani przeciw aborcji, używa samego jej motywu (btw - też jestem zaściankowy ^^).

Nie chodziło mi o aborcję, ale o nawiązanie religijne.

Hm, cóż, tutaj najwyżej mogę rozłożyć ręce. Jeśli ktoś poczuł się personalnie i religijnie dotknięty, przepraszam, nic jednak nie poradzę. Mogę nie pisać, ale raczej to rozwiązanie jest wykluczone.