Reinkarnacja po polsku

Ocena: 
0
Brak głosów

Tekst inspirowany spacerami po łódzkim Śródmieściu. Kto był, ten wie.

###

Za piątym razem Żywisław Błoński, hydraulik lat 33, inkarnował się jako dżdżownica.  Pełzał więc sobie spokojnie po chodnikach, drążył podziemne tuneliki i był zupełnie szczęśliwy, aż do momentu, kiedy pożarła go krwiożercza kaczka.

Nie była to inkarnacja, której oczekiwał, decydując się na skorzystanie z usług firmy "Przeszłość wczoraj i dziś - zbadaj swoje poprzednie wcielenia. Tylko w tym tygodniu rabat -30%".

- Panie - oświadczył teraz Błoński, unosząc się nieco na leżance i patrząc z gniewem na siedzącego naprzeciwko hipnotyzera. - Toż ja nie po to płacę panu sto złotych od godziny, żebyś mnie pan przyzywał wspomnienia z czasów, kiedy żarłem glebę. Gleby to sam się pan możesz nażreć i w zasadzie, jak mnie pan nie pokażesz zaraz czegoś normalniejszego, to ja...

- Tylko spokojnie - oświadczył pośpiesznie Adam Woźniak, Wielki Carlozini, machając gwałtownie upierścienionymi rękami. Z racji wykonywanego zawodu miał zwykle do czynienia z mikrymi intelektualistami o bladych twarzach, dlatego kontakt z przedstawicielem ludu pracującego nieco nim wstrząsnął. - To na pewno jakaś pomyłka.

-  Jaka pomyłka? - odburknął Błoński. Kilka dni wcześniej jego sąsiad wrócił z wizyty u Wielkiego Carloziniego z informacją, że w poprzednim wcieleniu był Ludwikiem XIV. Myśl o tym, że on sam będzie musiał podzielić się z nim wiadomością, że inkarnował się jako dżdżownica, przygniatała duszę Błońskiego nieznośnym ciężarem. - Za pierwszym razem był szczur. Później żaba. Potem zaskroniec. Potem co?

- Wirus Ebola - jęknął Carlozini.

- I ja mam uwierzyć, że pan tego nie robisz specjalnie?

- Nie byłbym w stanie. Nawet, gdybym chciał. Chociaż wcale nie chcę - zapewnił szybko Carlozini.  - Nikt nie wybiera nikomu wcieleń. One po prostu są. Zaczyna się u samego dołu, a potem w zależności od kar... od tego, jak kto sobie radzi, albo się przechodzi wyżej albo nie. A u pana wygląda to tak, jakby przeskoczył pan kilka szczebli rozwoju. To niemożliwe. To musi być pomyłka.

- Czyli te reinkarnacje to coś jak szkoła? - upewnił się Błoński.

Carlozini przytaknął z ulgą. Może w końcu się porozumieli.

Błoński skierował na niego zamyślone spojrzenie.

- No to w szkole też mnie z klasy do klasy przepychali...