Kwantowa płeć barionów

Ocena: 
0
Brak głosów

Profesor Alvin Hadronmage wkroczył do laboratorium. Powietrze wibrowało od relaksacji poprzecznej spin-spin, modulowanej wymianą chemiczną. Pod badawczym spojrzeniem uczonego niewykładniczy zanik funkcji korelacji wywołał J-dyfuzję, dla której wektor prędkości kątowej zmieniał się w sposób ściśle chaotyczny.

Alvin uśmiechnął się lewą stroną twarzy, bo w odpowiedzi na to zjawisko z czterokołowego dyfraktometru rentgenowskiego samoistnie ewaporowała M-dyfuzja. Ta Hubbardowska koherencja, w przeciwieństwie do swojej J-koleżanki, miała stałą wartość wektora prędkości, ale za to zderzenia Browna mogły zmieniać w sposób quasi-deterministyczny kierunek jej translacji. Przemieszczała się więc skokami rotacyjnymi Purcella, na dyskretnych poziomach emitując wiązki pozornie niewinnych kwarków powabnych, które efektem tunelowym podstępnie kondensowały się w macierzach Bosego-Einsteina.

Obie chmury dyfuzji badały się splatając i rozplatając w sposób skwantowany, emanując radiację po krzywych Gaussa i strzelając parami elektron-pozyton. Było na co popatrzeć! Narastający gradient entropowy generował rozbłyski skoncentrowanej entalpii swobodnej, utrzymywanej na orbitalach siłą gęstości prawdopodobieństwa. Alvin nie miał żadnego wpływu na lokalnie fluktuujące pola grawitacyjne, które przeskakiwały między poziomami ekwipotencjalnymi zgodnie z parametrami ro i delta.

Uczony dla odprężenia zaczął transformować atomy tlenu, ze względu na bliskość dyfuzji totalnie zjonizowane i skupione w plazmowe obłoczki. Gnały one na złamanie spinowych osi do Alvina, który wciągał je lewą dziurką od nosa. Uczony zainstalował na podniebieniu miniaturowy zderzacz hadronów, w którym wszystkie zbłąkane atomy dowolnych pierwiastków przerabiał na heinekena.

W powietrzu narastał skok napięcia totipotencjalnego, generowanego in situ przez modulację spinów połówkowych. W pobliżu największych gradientów przestrzeń jarzyła się fermionowo, a między krawędziami szczelin temporalnych pokazywały się niebezpieczne ziarnistości czasowe. Na całe 2,42 nanosekundy ze słoja koncentratu ciemnej materii, używanej przez Alvina do doprawiania sosu grzybowego, wysunęła się sztywna superstruna nosząca wyraźne ślady domieszkowania piątym wymiarem.

Robiło się groźnie, więc Alvin wypróbowaną pośród uczonych metodą wycofał się pod pancerne degestorium, chowając się w kolbie dwuszyjnej (przez drugą szyję można było uciekać). Przez kilka ciągnących się w nieskończoność pikosekund żałował, że nie ustawił niższych warunków brzegowych, ale rychło ciekawość wzięła górę i wyjrzał na zewnątrz. Obie dyfuzje, J i M, szykując się do ostatecznej politrofii, trwały w siodłach lokalnych minimów energetycznych tnąc przestrzeń protuberancjami. Eksperyment mógł łacno zakończyć się w czarnej dziurze, ale taka ewentualność tylko podnosiła Alvinowi poziom adrenaliny.

Nagle zaszło wydarzenie zupełnie niespodziewane, charakteryzujące się urojonym współczynnikiem gęstości prawdopodobieństwa. Otóż z nadprzewodzącego spieku sufitowego zaczął padać ciepły deszcz różowych barionów.

W odpowiedzi cały laboratoryjny układ odniesienia zastygł w ostatniej wersji zdarzeń, ponieważ czas silnie zwolnił. Deszcz wciąż padał miękko, puszyste bariony wirowały delikatnie jak olbrzymie płatki barwionego śniegu. Alvin próbował myśleć, mimo że jego mózg instynktownie przełączył się na ochronny najniższy poziom niewzbudzony.

- Leia! - wychrypiał. - Co było w suficie?!

Jego asystentka wśliznęła się do labu. Była transgeniczną kocicą wielkości kangura o silnie wyeksponowanych ludzkich narządach prokreacyjnych.

- Zeszłej wiosny w podsufitowej warstwie spieku ALHCr4Si zaimplantowałeś bariony o niskim prawdopodobieństwie właściwym i ujemnym gradiencie entropii. A co? - wymruczała, ocierając się o biodro uczonego.

Oboje unieśli głowy i obserwowali deszcz różowych kulek, które dobierały się parami i uprawiały relaksacyjny rezonans jądrowy z wibracyjnymi częstościami rzędu kiloherców.

- O cholera - jęknął Alvin. - Te zbifurkowane bariony obserwowały nas z góry i uczyły się, w wyniku czego zyskały inteligencję!

Z napięciem śledzili zjawisko, odruchowo obejmując się coraz ciaśniej. Nagle coś z boku strzeliło i powiało ozonem.

- Uważaj! - krzyknął Alvin, zrywając się na równe nogi. - Przecież uwolniłem dyfuzje!

Ale niebezpieczeństwa już nie było. Dyfuzje również okazały się pojętne i unosiły się w zjonizowanym powietrzu tworząc układ podwójny J-M o wysokiej zgodności rezonansowej, wibrując w korelacji frykcyjnej z częstością megaherców.

Alvin Hadronmage wybałuszył oczy i podrapał się po łysinie. Mruknął:

- Teoria współkwantowania rezonansowego pilnie wymaga ponownego opracowania. Nieprawdaż, Leia?

Ale Leia nie słuchała, szykując się do kontynuowania eksperymentu, więc Alvin wciągnął trochę atmosferycznej plazmy prawą dziurką od nosa. Kiedyś w migdałku zainstalował pędzoną ATPazą micelarno-enzymatyczną wytwornicę calvadosu, którą uruchamiał tylko na specjalne okazje.