Tych państwa nie obsługujemy

Ocena: 
0
Brak głosów

Ledwie wszedł do ciemnej pieczary, uderzył go potworny smród. Mrużąc oczy, rozejrzał się z obawą. Kilka haków, ślady krwi... Baranek zadrżał z przerażenia.

– Czego?!

– Ja...

– Po osiemnastej jest!

– Czy dostanę...

– Nie ma!

– Aha. A może...

– Skończyły się!

– A co jest?

– Udziec barani! – huknęła sekutnica, wymachując tasakiem. – Na zapleczu! – powiedziawszy to, ryknęła nieludzkim śmiechem.

Baranek ruszył z kopyta. „Halo!”, usłyszał jeszcze, gdy wybiegał na zewnątrz. „Halo, halo!”, wołała za nim hetera, gdy omal nie runął jak długi, potykając się o kamień na podwórzu. „Halo, halo, halo!”, słyszał jeszcze w głowie, galopując przez łąkę w stronę ulubionego pastwiska i obiecując sobie, że progu sklepu mięsnego „Pod radosnym prosiaczkiem” nigdy już nie przestąpi. „Halo, halo, halo!”, wciąż brzęczało mu w łepetynie, gdy nieco później chrupał soczystą trawę, która smakowała jakoś tak...

– Halo, halo, halo!

„O nie, dość już. Co ja jej takiego zrobiłem?”, jęknął w duchu.

– Halo! Proszę pana!

Baranek otworzył oczy. Znów był „Pod radosnym prosiaczkiem”, ale miejsce zmieniło się nie do poznania. Na półkach leżały smakowite balerony, na hakach wisiały pęta kiełbas, za szybą ulokowano surowe mięso i podroby. Do wyboru, do koloru. Barankowi aż ślina pociekła z ust. Strużka śliny. Jedna.

– Nic panu nie jest? – zagadnęła sprzedawczyni. – Zdaje się, że zasnął pan oparty o ladę. Jak to możliwe, żeby w tej pozycji... Chyba nie mamy aż tak długich kolejek? – Uśmiechnęła się przepraszająco.

Jego uwadze nie umknęły chabrowe oczęta, różowe policzki i kształtne usteczka. Pola Raksa za ladą. Tak, zdecydowanie zaszły tu radykalne zmiany.

– Nie, wszystko w porządku – odparł nieśmiało. – W jak najlepszym – dodał nieco głośniej.

– Na pewno? – zapytała jeszcze, gdy tymczasem jego wzrok spoczął na jej jędrnych... – Dziwnie pan patrzy.

– Ach... tak. Wszystko gra. Po prostu śniło mi się, że jestem jaroszem – odparł, po czym chwycił drobniutką rączkę i z lubością zatopił w niej zęby.

– Aaaaaaauu! – krzyknęła ekspedientka.

– Jezus Maryja! – wrzasnął ktoś z tyłu.

Baranek przełknął pierwszy kęs i łapczywie odgryzł następny, równocześnie wysysając słodką, młodą krew. No co? Jakoś przecież musiał zabić smak tego parszywego zielska. Poza tym... Jak to mówią? Kąsaj dzierlatki, a będziesz piękny i gładki.