Krew Świętego – Sebastien de Castell

Nadchodzą Wielkie Płaszcze

Anna Szumacher

Falcio val Mond ma pod górkę. To już trzeci tom, w którym ma ostro pod górkę, a towarzyszący mu przyjaciele wcale nie mają lżej. Przetrwali śmierć swojego króla, morderczą psychopatkę próbującą przejąć władzę w Tristii, piekielną wiedźmę, zakon skrytobójców, tortury, bunt rycerstwa i kilka innych, równie nieprzyjemnych rzeczy, ale wciąż łudzą się, że teraz  będzie łatwiej. Nie no, żartuję, wiedzą, że mają przechlapane.

„Teraz” Falcio, Kest i Brasti wciąż próbują jakoś naprawić królestwo i osadzić na tronie prawowitą władczynię, której nikt, łącznie z nimi, nie traktuje poważnie. Problem polega na tym, że do dotychczasowych kłopotów dochodzi sporo nowych: ktoś zaczyna mordować świętych, do gry wkracza Inkwizycja i w sumie nie wiadomo, czy nie będzie trzeba stanąć do walki z bogami. Ot, kolejny wtorek w życiu Wielkich Płaszczy.

Trzy z czterech tomów to już moment, w którym można oceniać nie pojedynczą powieść, ale całą serię w oczekiwaniu na wielki finał. Bo – jak słusznie się domyślacie – oczekiwanie jest wskazane. Czasami trafiamy na książki, które trącają w naszym sercu właściwą strunę. Perypetie Wielkich Płaszczy nie należą do książek 10/10, nie zawierają ważnych i aktualnych tematów, nie przejdą do kanonu klasyków fantasy – ale są obecnie jedyną serią, na którą czekam z wypiekami na twarzy. Która porusza mnie do głębi, bo przejmuję się losami postaci. Ponieważ wchodzę do tych książek całą sobą.

Trudno jednoznacznie określić, dlaczego „Krew Świętego” i poprzednie tomy są dobre. To jeden z tych cykli, w których zwyczajnie wszystko klika i wskakuje na właściwe miejsce. Mamy mroczny i intrygujący świat, wciągającą fabułę, humor tam, gdzie jest wskazany i zwroty akcji tam, gdzie się ich nie spodziewamy. A nawet jeśli się spodziewamy, to nie w tym kierunku, w którym ostatecznie idą. Mamy też coś, co jest największą siłą kolejnych książek Sebastiena de Castella: trójkę świetnych, różnorodnych bohaterów pierwszoplanowych.

Falcio to nadal ten wiecznie smutny bojownik, który walczy za coś, czego nigdy nie będzie w stanie ocalić ani odzyskać. Jest jak maszyna, która namierza wszystkie problemy tego świata i próbuje się z nimi rozprawić. Weszło mu to już w krew, którą przez swój tryb życia traci nader często. Właściwie jest ranny, otruty albo pobity przez cały czas, ale wciąż prze przed siebie. I byłby już pewnie dawno martwy, gdyby nie Kest, do niedawna najlepszy szermierz świata, który teraz boryka się z całym pakietem problemów własnych, łącznie z zastanawianiem się po co ma wstawać każdego kolejnego ranka. Do tych dwóch chodzących depresji dołączono Brastiego, łucznika i bawidamka, który ma – pod kątem czysto literackim – rozładować atmosferę pełną patosu, co zresztą świetnie mu się udaje. Już w drugim tomie była to najlepsza z postaci, a w trzecim trzyma poziom i pilnuje, by jego przyjaciele nie pogrążyli się ostatecznie w otchłani cierpienia. I jak zwykle odgrywa większą rolę w całej historii, niż ktokolwiek chce przyznać.

„– Nie – powiedział Kest. – Wszystko się zmieniło.
– Niby jak?
– Spójrz na twarz Falcia.
Brasti usłuchał Kesta.
– Patrzę i co? Wygląda, jakby był pijany, albo niespełna rozumu… Ach, chodzi ci o to, że właśnie wymyślił nowy plan”.

W trzecim tomie do „magicznej trójki” dołącza kobieta: Ethalia, która w poprzedniej części jako postać poboczna ratowała zdrowie psychiczne co poniektórych bohaterów, a teraz zaczyna grać pierwsze skrzypce. Także młodociana dziedziczka Aline oraz Obrończyni Królestwa Valiana nie są wyłącznie stworzone do popychania fabuły, lecz odgrywają istotną rolę w tym, by wszyscy – a przynajmniej większość – dożyli do końca tomu.

Wbrew pozorom nie jest to książka ciężka, bo choć dzieją się tam nieprzyjemne rzeczy, a ludzie giną, to przede wszystkim świetna, pełna akcji powieść przygodowa. De Castell zwyczajnie wie, jak pisać dobrze. „Krew Świętego” nie rozczaruje tych, którzy czytali poprzednie tomy, a jeśli dopiero usłyszeliście o tej serii, macie przed sobą trzy tomy fantastycznej rozrywki. I zajmiecie czymś czas w oczekiwaniu na „Tron Tyrana”…


Tytuł: Krew Świętego
Tytuł oryginalny: Saint’s Blood
Autor: Sebastien de Castell
Tłumacz: Grzegorz Piątkowski
Wydawca: Insignis
Data wydania: 13 marca 2019
Liczba stron: 602
ISBN: 9788365743060