Benjamin Percy, Juan Ferreyra, Otto Schmidt i inni w Subiektywnie

Dzięki „Odrodzeniu” zaczęły ukazywać się tytuły, jakich jeszcze kilka lat temu można było ze świecą szukać na naszym komiksowym rynku. „Nastoletni tytani”, „Nightwing” czy właśnie „Green Arrow” stały się symbolem ekspansji Egmontu na terytorium superbohaterszczyzny i potwierdzeniem niewidzianego u nas nigdy wydawniczego dobrobytu. To co dobre, musi się jednak kiedyś skończyć. Nie wiadomo jakimi względami kierowało się wydawnictwo przy decyzji o anulowaniu cyklu (choć można domniemywać, że chodzi o wyniki sprzedaży), nie wiadomo też czy jest to zapowiedź nieco gorszych czasów dla fanów trykotów (oby nie), ale ten ostatni tytuł właśnie znika ze sceny, a tom numer pięć jest, przynajmniej na pewien czas, pożegnaniem ze Szmaragdowym Łucznikiem.

 

Piąty tom Green Arrow. Dzisiaj w Subiektywnie, w recenzji Marka.