Bodycount – Kevin Eastman, Simon Bisley

Żółwie na ostro

Maciej Rybicki

Wojownicze Żółwie Ninja bez dwóch zdań należą do najbardziej znanych postaci amerykańskiej komiksowo-kreskówkowej popkultury lat 80. i 90. Utarło się jednak patrzyć na nie jak na produkt adresowany przede wszystkim do młodszego odbiorcy. Trudno się temu faktowi dziwić, marka rozwinęła się bowiem przede wszystkim w tym kierunku. Warto jednak pamiętać, że oryginał stworzony przez Kevina Eastmana i Petera Lairda był przykładem komiksu surowego, bezkompromisowego, charakterystycznego dla wydawniczego podziemia. Okazuje się jednak, że można pójść krok dalej – ot np. parując jednego z oryginalnych scenarzystów z Simonem Bisleyem.

Biz jest w środowisku komiksiarzy, szczególnie w Polsce, postacią niemal kultową. Rysownik znany choćby z prac nad „Lobo” czy „Slainem” zdobył grono wiernych fanów dzięki unikatowemu stylowi, bardzo agresywnemu, przerysowanemu, pełnemu przemocy, ale i absurdalnego humoru. Szczyt jego popularności przypadał na połowę lat 90.… i dokładnie z tego okresu pochodzi „Bodycount” – absolutnie zakręcony komiks, na łamach którego Bisley przedstawił swoją interpretację graficzną przygód Żółwi… no, w zasadzie jednego z nich. Bohaterami napisanej przez Eastmana historii są bowiem Rafael, najbardziej zawadiacki z czwórki gadzich wojowników, a także Casey Jones, kolejny z samozwańczych pogromców zła stworzonych przez duet Eastman&Laird. Duet, który gwarantuje solidną porcję mordobicia, czyli materiał wręcz wymarzony dla Bisleya.

Fabuła jest zresztą bardzo prosta – dwaj bohaterowie pomagając przypadkowo spotkanej (lecz jak się okazuje bynajmniej nie bezbronnej) kobiecie, wplątują się w wojnę gangów. Staje się to dla scenarzystów pretekstem do kolejnych scen walki, pościgów, walki… i może jeszcze walki. Sednem komiksu i zarazem jego najmocniejszą stroną są bowiem rysunki Bisleya. Brytyjczyk serwuje czytelnikom prawdziwy festiwal zniszczenia. Strony zapchane są wymyślnymi ranami postrzałowymi, rozłupywanymi czaszkami i wypadającymi gałkami ocznymi – wszystkim tym, za co fani pokochali między innymi komiksy o Lobo.

„Bodycount” to komiks tyleż prosty, ileż hermetyczny. Nie ma tu jakiejś specjalnej głębi, nie ma postaci, które zapadną w pamięć czy wywołają u odbiorcy silniejsze emocje. Jest za to pędząca na łeb na szyję akcja i graficzne rozpasanie i całkiem sporo specyficznego humoru łączącego obu autorów. Można więc uczciwie powiedzieć, że to nie jest pozycja, która każdemu się spodoba. Myślę wręcz, że spodoba się ona raczej wąskiemu gronu czytelników – tym, którzy lubią ten bezkompromisowy styl Bisleya i wolą to nieco bardziej „niegrzeczne” oblicze Wojowniczych Żółwi Ninja – tu otrzymają je bowiem w wersji na sterydach. Jeśli jednak lubi się tego typu komiksy, jestem pewien, że lektura „Bodycount” nie raz i nie dwa wywoła uśmiech na twarzy.


Tytuł: Bodycount
Scenariusz: Kevin Eastman
Rysunki: Simon Bisley
Tłumaczenie: Bartłomiej Burtea
Tytuł oryginału: Bodycount
Wydawnictwo: Non Stop Comics
Wydawca oryginału: Top Shelf / IDW
Data wydania: marzec 2019
Liczba stron: 112
Oprawa: twarda
Papier: kredowy
Wydanie: I
ISBN: 978-83-8110-780-8