Rorschach

Ocena: 
0
Brak głosów

– Co widzisz tutaj? – Doktor Roswalt wskazał Nikodemowi plamę atramentu na kartce.

– Pana, panie doktorze – odparł spokojnie.

– A tutaj? – zapytał doktor z nadzieją w głosie, podnosząc kolejny arkusz.

– Też.

– A tu? – Jego pytania stawały się coraz bardziej rozpaczliwe.

– Tak samo.

Psychoterapeuta westchnął z rezygnacją i podsunął pacjentowi pod nos papier. Zapisany, ale bez kleksów.

– Obawiam się, że nie będę w stanie ci już więcej pomóc – stwierdził na wydechu i wsparł skroń o rękę opartą na blacie dębowego biurka.

Nikodem uśmiechnął się zakłopotany.

– Nie obawiaj się, poleciłem cię znajomemu. – Wskazał list, który mu przekazał. – To świetny specjalista.

Dwudziestolatek zacisnął wargi, próbując się uśmiechnąć jak ktoś, kto właśnie usłyszał od obiektu westchnień, że „na pewno inna go pokocha”, ale nie protestował. Schował dokument, pożegnał się i wyszedł.

Doktor zamówił taksówkę przez telefon i wyszedł przed budynek, w którym mieścił się jego gabinet. Czekał.

Pochyłą ulicę przed poradnią remontowano. Chodnik był wąski. Pod górę szła kobieta z wózkiem dziecięcym. Chciała go wyminąć, więc przesunął się na ulicę, by ustąpić miejsca. Podziękowała, ale nie usłyszał. Tak głośno ryczały młoty udarowe.

Doktor odwrócił się plecami do robotników, wypatrując taryfy u stóp wzgórza.

Za jego plecami otyły pracownik z trudem wspiął się na walec. Kołysał się w siedzisku, przestawiając dźwignie. Nagle złapał się za serce, zacharczał i stracił przytomność.

Walec ruszył.

Nim doktor się odwrócił, jego stopę uwięziło wielkie koło. Z szoku wywołanego bólem nie zdążył nawet krzyknąć.

Gdy robotnicy zorientowali się, co zaszło, z doktora została już tylko plama.

Obok przechodził akurat Nikodem z niedowidzącą matką. Ta zauważyła ciało doktora Roswalta i pociągnęła syna za rękaw.

– Czy widzisz to, co ja widzę? – zapytała.

Nikodem przekrzywił głowę.

– Tak – przytaknął. – Motyla.