Bar Ruina

Ocena: 
0
Brak głosów

Pod schodami „Ruiny” znajduje się specjalne miejsce z miękkim łóżkiem, jednak od dawna nikt nie uprawiał w nim seksu. Kiedy otwieram drzwi, muszę uważać, bo blokują się na sęku w desce podłogi. Trzeba pchnąć, żeby przejść. Widzisz? Na łóżku czerwona kapa wyszywana złotą nicią. Jak wszystko tutaj i narzuta jest stara, pamięta lepsze czasy. Usiądź bez obaw, nie skrzypi. Czasami się tu kładę, szczególnie w piątkowe noce, i słucham głosu trąbki. Jazz potrafi rozrywać serce. Dochodzi tu przytłumiony, bo sala baru mieści się nieco dalej. Daj rękę, oprowadzę cię.

To smutne miejsce, prawda? Zauważyłaś, że dym papierosowy nie unosi  się, ale jak mgła otula gości? Oddychają śmiercią. Wydaje mi się, że wcale się jej nie boją, wręcz czekają. Ale Ona nie lubi tego baru. Ostatniego na Ziemi, gdzie jeszcze ludzie są prawdziwi.

Wydaje ci się, że wiesz dużo. Outsiderka. Na gigancie od kilku miesięcy. Porzuciłaś ładne stroje, operacje plastyczne i chipy wszczepiane pod skórę. Mam rację? Kiwasz głową, ale w twoich czekoladowych oczach widzę niepewność. Rodzice wybrali ten kolor, bo matka lubiła słodycze. Miałaś być bobaskiem-słodziaszkiem, prawda? Nie wyszło. Często tak jest. Jednak młodość aż bije z twojej postawy. Nie pamiętasz wojny, przemiany i powstania nadczłowieka. Kręcisz głową i zaprzeczasz, ale widzieć a wiedzieć to różnica.

Pytasz, ile mam lat. Nie znasz starości, prawda? Tobie się wydaje, że dochodzę do granicy, ale to tylko powłoka się starzeje. Niewiele ponad trzydziestoletni, wyglądam jak starzec. Atmosfera po wojnie się zmieniła, coś w powietrzu sprawia, że bez wspomagaczy żyjemy krócej, bo ciała się rozpadają. Nie każdego stać. A jednak w tym miejscu więcej jest życia niż gdziekolwiek. To tu, pod ziemią, w piwnicy ciasnego, zadymionego baru, dzieją się rzeczy prawdziwe.

Rozglądnij się. Na powierzchni nie zobaczysz mebli z drewna. Przyjrzyj się drzwiczkom: wypolerowane tak, że lakier zszedł. W dotyku chłodne i przyjemne, gładkie. Tak samo bar z rzeźbionymi krańcami; to liście winogron, a kulki to owoce. W plastikowym świecie na powierzchni nie zobaczysz takich cudów. Możesz przejechać palcem, to przyjemne. Koi nerwy. Barowe hokery mają wyściełane siedziska. Dają niezłą perspektywę, usiądź. Widać całe pomieszczenie, prawda? Podwyższenie dla orkiestry, to tam staje w piątkowe wieczory trębacz i łamie serca melodią. Na ścianie ktoś narysował las. Pytasz co to? No tak, nie znacie drzew, jedynie z obrazków w książkach możesz się o nich dowiedzieć. Mam tu jedną, popatrz. Papier szeleści. Kurz unosi się niczym robaczki, swędzi w nosie i powoduje kichanie. Pachnie farbą drukarską i starością, może pleśnią, bo w barze panuje wilgoć. Zobacz, to dąb. Najpiękniejsze z drzew. To zadziwiające, że zostało po nich tak niewiele, ot meble w starym pubie i książki, i wspomnienia. A przecież to stało się tak niedawno, zaledwie dekadę żyjemy pod kopułą wypełnioną sztucznym powietrzem.

Jak uchował się ten bar? To dobre pytanie. Bo wiesz, jesteśmy w zaczarowanym miejscu. Wiem, że nie wierzysz, patrzysz kpiąco i wydymasz poprawione hialuronem usta. Ale to prawda. Zastygliśmy tutaj niczym w bursztynie. Spójrz. W kącie siedzi Ruta. Na wojnie straciła dwóch synów, męża, matkę i siostrę. Widać to w zmarszczkach wokół ust, w tym, jak pochyla głowę, jak mocno trzyma kieliszek z likierem. Poobserwuj ją przez chwilę, samotną kobietę, która nie ma już serca i nie potrafi kochać. Bliscy wyparowali, dosłownie, a ona nie ma wiary. Oczy. Zobacz. Właśnie uniosła głowę i rozglądnęła się, zatrzymała na nas wzrok. Taki błękit można było kiedyś dostrzec na niebie, chociaż kolor źrenic Ruty wypłukały łzy. Ma drobne dłonie, szczupłe palce są powykrzywiane, bo połamała je przy kopaniu grobów obcych ludzi. Nie, nie odwracaj twarzy. To jest prawdziwe.

Płaczesz. To dobrze. Opowiem ci więcej, jeśli pozwolisz. Ręka ci drży, czuję to, ale jestem obok. Zderzenie z życiem boli. Popatrz. Za barem stoi mężczyzna. Oko wydłubali mu widelcem współwięźniowie, kiedy byli tak głodni, że mieli halucynacje. Zamknięto go w więzieniu, bo protestował przeciwko wojnie. Regularnie go gwałcono. Na plecach ma mozaikę z przypaleń papierosami.

Nie odchodź, jeszcze nie. Trzymam twoją dłoń, nie możesz uciec. Wydaje ci się, że widziałaś wszystko, ale to początek. Dwie osoby, a już nie dajesz rady. Świat nie składa się z Sieci, z emotikon, ze zdjęć i puchatych kotków. W końcu przejrzałaś na oczy? Mogę pokazać ci niepełnosprawnych i chorych umysłowo, matki, które zwariowały po odebraniu im dzieci. Chodź, zaprowadzę cię do innej części baru, gdzie mieszczą się klitki. To w nich żyjemy, dziewczyno. Nie wyrywaj się! To nic nie da. Nie uciekaj!

Wracam do skrytki pod schodami, gdzie drzwi zatrzymują się na sęku w drewnie podłogi. Lubię to miejsce, samotność. Ta dziewczyna, jak i wiele pozostałych, nie wróci. Nie nawróciłem jeszcze nikogo, kto zabłądził do baru. Może zaczynam od złej strony? Przecież to, co spotkało nas w przeszłości, nie oznacza, że jesteśmy nieszczęśliwi. Wręcz przeciwnie.