Wspólna opieka

Ocena: 
0
Brak głosów

Jeszcze raz wszystko sprawdziła.

Pieczęć demona zdawała się jarzyć wewnątrz ochronnych, idealnie równych ścian pentagramu. Ochronne sigle i fioletowe świece strzegły kusząco rozwartych kątów.

Powoli zapaliła knoty, pilnując kolejności i starając się nie przekraczać granic pentagramu. Zaczerpnęła tchu i zaczęła recytować inkantację. Ledwo przebrzmiało ostatnie "…coram me", gdy ujrzała Kukufasa radośnie wskakującego do pentagramu.

– Kukufas! Nie! – krzyknęła. I bezsilnie patrzyła jak chmura dymu otacza jej ukochanego kota. – Kukus…

Chmura dymu uniosła się i scaliła w kształt człowieka. Zakończone szponami dłonie zacisnęły się na białym futrze kota.

– Oddawaj Kukufasa! – zażądała.

– Jakże piękne imię posiada ta cudowna istota. – Demon leniwie podniósł wzrok. – Nie. Nie spełnię tego żądania. Był w kręgu, gdy przybyłem, a to czyni go podarunkiem. Podarunkiem dla mnie. – Pojedynczy szpon spoczął tuż za uszami Kukufasa.

– Proszę! Nie krzywdź go! Błagam…

Przenikliwe oczy spoczęły na niej, a na twarzy demona pojawiło się coś jakby niedowierzanie czy oburzenie. Nie była pewna. Bogowie, nie umiała poprawnie odczytywać emocji ludzi, a próbowała analizować demona. Sama patrzyłaby na siebie z niedowierzaniem.

– Skrzywdzić?! Nigdy bym… Czy tak właśnie traktujecie swoje podarunki?

– Kukufas nie jest podarunkiem! To mój kot!

– To absolutnie bez znaczenia. Był w kręgu, co czyni go podarunkiem. Przyjmuję go jako gest dobrej woli z twej strony i pozwalam ci wyrazić twe życzenie. W jakim celu mnie wezwałaś?

Poczuła w oczach łzy. Kukufas, jej puszyste maleństwo, z tym gardłowym "mhrrr", które budziło ją co rano, z tymi miękkimi łapkami, które lekko ugniatały jej mięśnie przed snem. Biała kulka napędzana mruczeniem. Przełknęła łzy i spojrzała wprost w oczy demona.

– Chcę łączonej opieki nad Kukufasem. – Nieco pewniejszym głosem powtórzyła: – Wezwałam cię, bo potrzebuję drugiego opiekuna dla Kukufasa.

Zdziwienie demona było niemal namacalne. Przez chwilę nawet powietrze stało w bezruchu.

– Niech tak się stanie. – Demon uśmiechnął się łagodnie. – Wspólna opieka. Nad kotem. – Spojrzał na drzemiącego w jego ramionach zwierzaka. – Będziemy musieli zamieszkać razem. Inaczej to nie zadziała, źle wpłynie na rozwój podopiecznego. Spiszemy kontrakt i ustalimy, kto ma ostateczne słowo w dyskusyjnych sytuacjach. – Zamyślił się. – Będę też musiał zmienić wygląd.

Spojrzał na nią, szukając w jej oczach potwierdzenia.

– Mamy umowę, Eufrozyno Glińska.