Daredevil. Tom 1 – Frank Miller i inni

Prawdziwy klasyk

Maciej Rybicki

W serii „Klasyka Marvela” Egmont prezentował dotąd głównie komiksy nie starsze niż 20 lat, sporadycznie tylko odwołując się do ich  bogatej historii. Na fali popularności Daredevila największy polski wydawca postanowił sięgnąć do komiksów, które w znacznym stopniu rozsławiły Człowieka, Który Nie Zna Strachu – zeszytów „Daredevila”, które wyszły spod ręki legendarnego Franka Millera. Były one też niezwykle istotne dla twórczego rozwoju i budowania marki samego autora.

Co ciekawe, zawartość tego tomu została już w Polsce wydana w ramach Wielkiej Kolekcji Komiksów Marvela. Edycja Egmontu przynosi nam jednak nowe, moim zdaniem znacznie lepsze tłumaczenie Marcelego Szpaka. Poza tym zawartość jest zasadniczo niezmieniona. Dostajemy dziewięć zeszytów narysowanych przez przyszłego autora „Sin City”, z czego w dwóch był on także współtwórcą scenariusza. Warto bowiem pamiętać, że choć obecnie o Millerze myśli się głównie jako o scenarzyście, zaczynał jako „jedynie” rysownik. Pierwszy tom kolekcji przedstawia jego początki, czas gdy dopiero tworzył się niezwykle charakterystyczny styl Amerykanina. Kto jednak szukałby w tym albumie szkiców w stylu „Powrotu Mrocznego Rycerza” może się bardzo zdziwić. Gdy Miller wypływał na szerokie wody, branża komiksowa wyglądała zupełnie inaczej, twórcy zaś, chyba nawet bardziej niż współcześnie, byli głównie wyrobnikami tworzącymi taśmowe produkcje wedle utartych schematów. Rysownicy rzadko mieli okazję popisać się oryginalnością – stad też często można odnieść wrażenie, że wiele komiksów z tamtego okresu cechuje wyraźne podobieństwo. Tak jest również w przypadku omawianego albumu… a przynajmniej do pewnego stopnia. Niewątpliwie jeśli chodzi o ilość tekstu, sposób pisania dialogów czy ogólnie warstwę fabularną, jest to dość typowy wytwór swoich czasów. Niezły, ale niespecjalnie wyjątkowy.

O jego wartości decydują rysunki Millera – bardzo klasyczne w swojej formie (brak tu jeszcze znanej z jego późniejszych prac nieco karykaturalnej kreski), ale jednocześnie przykuwające wzrok. Z jednej strony mamy więc świetne kadrowanie, nieco filmowe, często wykorzystujące zbliżenia, sekwencje kadrów, specyficzne cieniowanie czy grę z perspektywą. Widać jak z każdym rysowanym przez siebie numerem artysta krzepnie, coraz śmielej wprowadzając w życie swoje pomysły, choćby na przedstawianie ruchu, tak istotne w przypadku tej postaci. Widać, że Miller przyszedł na pokład „Daredevila” z pomysłem, który konsekwentnie realizował. Nie bez znaczenia pozostaje fakt, że od samego początku wspierał go Klaus Janson, człowiek, który pokrył tuszem wiele z najlepszych komiksów Millera. I choć w znacznej mierze mamy do czynienia z ramotką, to pojawiają się tu zalążki tego, co uczyni run Millera jednym z najbardziej uznanych w historii amerykańskiego komiksu.

Słowo „ramotka” pojawiło się jednak w poprzednim akapicie nieprzypadkowo. Scenariusze McKenziego i Micheliniego nie są bowiem specjalnie ekscytujące. Można je raczej zaliczyć do dość sztampowych nawalanek dobrych trykociarzy ze złymi. Dostajemy co prawda ułamek specyficznej Daredevilowskiej otoczki – jest Foggy, jest Ben Urich, jest Bullseye, jest rzut oka na historię rodziny… ale poza tym widać, że świat Matta jest jeszcze dość ubogi. Millerowi przyjdzie go dopiero zbudować. W międzyczasie nasz odziany w czerwień bohater mierzy się ze wspomnianym już Bullseye’em, ale też Hulkiem (a jakże, gościnne występy muszą być), Dr. Octopusem czy Gladiatorem. Ot, nawalanka jakich wiele.

Czy warto więc sięgnąć po pierwszy tom Millerowskiego „Daredivila”? No cóż, to zależy czego się szuka. Jeśli pragnie się zobaczyć „jak hartowała się stal”, to niewątpliwie lektura będzie ciekawą wyprawą w przeszłość, okazją do zapoznania się z twórczymi początkami jednego z najważniejszych komiksowych artystów w historii. Jeśli jednak szukamy opowieści pokroju tych, jakie znalazły się na stronach dotychczas wydanych przez Egmont przygód Matta (czyli runów Bendisa i Brubakera) to możemy się nieprzyjemnie rozczarować. Jakby nie patrzeć, to jednak komiks z nieco innej epoki, niespecjalnie wyróżniający się na tle innych wydawnictw tamtego okresu. Ale jego lektura może nam dać punkt odniesienia dla oceny kolejnych, już nieco późniejszych prac Amerykanina. Tych, które przyniosły jemu sławę, a Daredevilowi ogromną popularność. No ale to chyba taki urok czytania klasyki.


Tytuł: Daredevil
Tom: 1
Scenariusz: Roger McKenzie, Frank Miller, David Michelinie
Rysunki: Frank Miller
Tłumaczenie: Marceli Szpak
Tytuł oryginału: Daredevil. Visionaries: Frank Miller, volume 1 (Daredevil #158-161, #163-167)
Seria: Klasyka Marvela
Wydawnictwo: Egmont
Wydawca oryginału: Marvel Comics
Data wydania: styczeń 2019
Liczba stron: 176
Oprawa: twarda
Papier: kredowy
Wydanie: I
ISBN: 978-83-281-3483-6