Zlecenie

Autor: 
Ocena: 
0
Brak głosów

– Anno, wzywają cię! – usłyszałam z korytarza.

Miałam nadzieję, że ten moment jeszcze kiedyś nadejdzie, ba, przygotowywałam się na niego. Teraz jednak czułam bardziej zdenerwowanie niż ekscytację. Popielata garsonka wisiała na wieszaku specjalnie na tę okazję.

– Dzień dobry – powiedziałam, wchodząc do jasnego, owalnego gabinetu.

Za stołem siedziały trzy osoby, ale nikt nie odpowiedział.

– Proszę usiąść, Anno – odparł jeden z mężczyzn, zaglądając do papierów przed sobą.

– Przekażemy ci dziś kopertę, w której będzie twoje zadanie. Osoba i czas. Sposób zależy oczywiście od ciebie.

Kobieta siedząca w środku wstała i podeszła do mnie z kopertą w dłoni.

– Przemyśl to dokładnie – ciągnął mężczyzna. – Nie chcemy żadnych niedoróbek, opowieści o światełkach w tunelu. Wiem, że ostatnie zadanie wykonałaś dawno temu, ale zaczyna brakować nam kompetentnych osób. Ktoś z takim doświadczeniem jak twoje…

– Rozumiem – odpowiadam i wychodzę nie mówiąc „do widzenia”.

Obracam w dłoniach szarą kopertę, przeciągając tę chwilę. Serce mi wali. Tak dawno tam nie byłam. W końcu czytam kartkę i oddycham z ulgą. Mogło być znacznie gorzej. Mam trochę czasu, żeby coś zaplanować. Niektórzy z nas się nie wysilają, robią to byle jak. Ja lubię jak jest ciekawie. Kiedyś byłam prawdziwym wirtuozem, ale to było wieki temu.

Nie mogłam zasnąć. Leżałam gapiąc się w sufit i czekając na to, co nadejdzie.

 

*

 

Rześkie powietrze wypełnia mi płuca. Wiatr na twarzy. Tak bardzo mi brakuje wiatru. Dotykam kory, badam jej fakturę i czekam. Obserwuję małą cukiernię wciśniętą między dwie bramy. Obok wejścia stoi biały stolik i trzy krzesła. Już czas. Odlepiam się od drzewa i przechodzę na drugą stronę ulicy.

– Dzień dobry – mówię wchodząc do przytulnego lokalu.

– Dzień dobry – odpowiada mężczyzna.

– Poproszę czarną kawę i… ciasto z jagodami. Usiądę przy stoliku, jeśli można.

– Oczywiście, zaraz podam.

Rozglądając się po uliczce siadam na krześle. O tej porze jest jeszcze spokojnie. Z małych balkoników roznosi się intensywny zapach kwiatów.

– Pani do pracy czy na wakacje? – pyta sprzedawca, stawiając przede mną filiżankę z kawą i ciastko.

– Jestem przejazdem.

– Nie będę pani przeszkadzał? Zawsze tu przesiaduję o tej porze. – To mówiąc zajmuje miejsce obok mnie.

– Ależ skąd. Będzie mi bardzo miło.

 Chyba jest tu lubianą postacią, bo co chwila pozdrawia znajomych przechodniów. Z niektórymi ucina sobie krótkie pogawędki. Słyszę, jak umawia się na jakieś przyjęcie wieczorem.

– Mieszkam tu od urodzenia i znam prawie wszystkich – zwraca się do mnie – a dziś ma urodziny jeden z moich najstarszych przyjaciół.

– Będzie pan miał miły wieczór.

– Taką mam nadzieję – mówi, uśmiechając się.

Przyglądam się jego siwym włosom i pomarszczonej twarzy. Niebieskim oczom w których ciągle jeszcze widać radość życia. Jest szczęśliwy. To czuć. Ja to czuję. Siedzimy chwilę w milczeniu, popijając kawę. Zostało mu jakieś dziesięć minut i skończy się wszystko, co znał do tej pory. Przyjęcie odbędzie się bez niego.

Wzdryga się nagle, choć słońce już mocno przygrzewa. Czasami tak się zdarza, tak bywa. Jakbyście coś przeczuwali.

– Muszę pani coś powiedzieć. Od momentu kiedy weszła pani do cukierni mam wrażenie, że już gdzieś panią widziałem. I nagle to do mnie dotarło. Proszę chwilę poczekać, zaraz coś przyniosę. – To mówiąc wstał i energicznym krokiem wszedł do lokalu.

Czuję jak oparcie krzesła wbija mi się w plecy. Coś jest nie tak i to bardzo. Po chwili mężczyzna wraca z obrazkiem. Podaje mi stare, czarno-białe, ale wyraźne zdjęcie młodej kobiety z małym dzieckiem.

Patrzę jak w lustro. Ta sama twarz, oczy, delikatny uśmiech i gęste włosy związane w węzeł nad karkiem. Nie mogę oderwać wzroku od siebie i dziecka. Przypominam sobie tamtą chwilę. Ten moment szczęścia. Ogarnia mnie fala dawno zapomnianych uczuć. Do oczu napływają mi łzy. Co się dzieje? To niemożliwe.

– To moja babcia z moim tatą – mówi mężczyzna. – Parę tygodni później zmarła na hiszpankę. To ona założyła tę cukiernię.

– Przepraszam, ale muszę już iść. – To mówiąc wstaję i chwiejnie ruszam przed siebie.

– Proszę zaczekać… Nie może pani tak odejść. To jest…

Nie słucham go. Kręci mi się w głowie. Ledwo przechodzę na drugą stronę ulicy i zaczynam biec.

 

*

 

Siedzę w jasnym, owalnym gabinecie.

– Anno, nie wiem jak to się mogło stać. Bardzo cię przepraszamy – mówi mężczyzna przeglądając dokumenty. – Wiesz, że nie wysyłamy nikogo po członków rodziny. To niedopuszczalne. Po PRZEJŚCIU na tę stronę tracimy wspomnienia. Jednak to zdjęcie musiało pobudzić w tobie jakieś ukryte uczucia, które nie zostały zatarte.

Wszyscy kiwają głowami. Zapada cisza.

– Kto się zajmie tą sprawą? – pytam.

– Damy mu jeszcze trochę czasu w związku z tą całą… sytuacją.

– To dobrze – odpowiadam i wychodzę, cicho zamykając drzwi.

Będę miała o czym myśleć przez następne długie, puste lata. Tego mi już nie odbiorą.

Wygładzam spódnicę i ruszam wolnym krokiem przez korytarz.

Uśmiecham się do siebie.