Wycieczka do muzeum

Ocena: 
0
Brak głosów

W jego oczach ów kamień, wydobyty spod wiecznie ruchomych piasków pustyni, był abominacją. Nie dlatego, że tajemniczy głaz miałby być niemym świadkiem nieopisywalnych w swej ohydzie rytuałów. Z radością błogosławiłby każdego plugawego kapłana i każde krwiożercze bóstwo, któremu ten służył, gdyby tylko mógł poznać dokładną naturę i cel tych koszmarnych obrzędów. Jednak mimo całej swej wiedzy, mimo lat wykopalisk, dociekań i poszukiwań we wszystkich muzeach i archiwach świata, nie był w stanie dowiedzieć się niczego na temat tego milczącego kawałka skały czy starożytnej metropolii, w której centrum domniemany ołtarz się znajdował jak gdyby cały świat poprzysiągł zmowę milczenia.

Nie był to pierwszy taki przypadek. Kiedy miejsca kultu, ich kapłani bądź królowie wypadali z łask po dokonaniu świętokradczych czynów, opisy ich osiągnięć wykreślano z annałów, imiona skuwano z płaskorzeźb, a z pomników twarze. To maskowanie jednak zawsze pozostawało świadkiem ich istnienia – trwali chociażby w tych próbach wymazania pamięci o nich.

W tym przypadku brak jednak było nawet sugestywnych przekreśleń. Zupełnie tak, jakby wszystkie starożytne manuskrypty zostały przepisane, a hieroglify i rzeźby wykute na nowo. Oryginalne rzeźby i pokryte zdobieniami ściany zmielono na piasek, na pył, i zasypano nim skazane na zapomnienie miasto. Mapy spalono, a nowe geografie stawały na głowie, by zmusić wędrowców do omijania tego miejsca, kreśląc krzywe linie szlaków jako proste, a proste jako krzywe…

Jak makabrycznych zbrodni musieli dopuścić się mieszkańcy tego miasta, jak zakazane bóstwa zaczęli czcić jego kapłani, jak krwiożerczym apetytem pałać musieli jego władcy, by zasłużyć sobie na tak powszechną klątwę zapomnienia?

Kamień zaś, prosty, nieobrobiony i niczym nieozdobiony zrąb skały, umiejscowiony w samym centrum metropolii, zdawał się apoteozą tajemnic – był sercem tak miasta, jak i jego zagadki.

Porażka zdawała się nieunikniona. Brakowi funduszy na dalsze badania mógł zaradzić jedynie darując ów kamień, jak i wiele innych wykopanych spod piasku przedmiotów, rozmaitym muzeom, rozsiewając tajemnicę po całym świecie niczym zarazę ignorancji.

W przeddzień tego haniebnego czynu, czując się jak generał podpisujący akt kapitulacji, w krótkiej notce, której zażądało muzeum, zanotował wszystko, co po kilkunastu latach badań wiedział o kamieniu:

“Okres XX-XV wiek p.n.e.; prawdopodobnie ołtarz ofiarny; nieobrobiony piaskowiec; rozmiar ok. 3x2x1,5m; umiejscowiony w centrum metropolii, której tak kulturalne, jak i polityczne afiliacje pozostają nieznane; jako że pod nim znajdowało się jedyne wejście do podziemnej nekropolii, niewykluczone, że kamień stanowił symboliczne wrota do świata podziemnego”.

W masochistycznym odruchu akcentował swą ignorancję, odczuwając każde podkreślenie jak ranę ciętą na swoim ciele. W tym momencie byłby gotów złożyć krwawą ofiarę byleby tylko wiedzieć…

 

 

***

– A może życzą sobie państwo demonstracji?

I oto dreszczyk emocji przebiega widownię – wreszcie znalazł się przewodnik, który rozumie potrzeby zwiedzających. Eksperymenty praktyczne, ilustracje naoczne, gry i zabawy, akcja! Okazje do robienia zdjęć w sarkofagu, trzymając nad głową męża kilkusetletni topór, zakładając na szyję kochanki naszyjnik, który nosiła najpiękniejsza królowa starożytności, dosiadając kamiennego lwa, który przed czterema tysiącami lat zdobił bramy starożytnego miasta…

– Kto chciałby wziąć udział? – przewodnik szuka ochotnika. – Chodźcie! Chodźcie! Poznajcie tajemnicę, która spoczywała pod piaskami dalekiej pustyni od przedwiecznych czasów!

Przebierający nogami z podekscytowania turyści gotują aparaty fotograficzne, kiedy urocza ochotniczka kładzie się na kamiennej płycie, a przewodnik dostrzegalnie erotycznym gestem kreśli linię od krtani, głębokim wcięciem między jej piersiami, aż po pępek, gdzie wywołuje tylko przez ich dwoje zauważalny przyjemny dreszcz.

– Wzdłuż tej linii właśnie wykonywane było cięcie… – przewodnik dramatycznie zawiesza głos. – …tym oto narzędziem! – Przy tych słowach zamaszystym gestem unosi w górę pięknie zdobiony, zakrzywiony nóż, który teraz, lśniący w świetle reflektorów, przybliża do krtani ochotniczki, podczas gdy otaczający ich tłum turystów w napięciu wstrzymuje oddech.

Przewodnik jest naturalnie dyletantem, który na potrzeby przedstawienia wymyślił sposób cięcia i dobrał jako rytualne narzędzie o wiele wieków późniejszy puginał indyjskiego szacha.

Ale to nic, to nic… Po tak długim oczekiwaniu liczy się tylko krew…

Przewodnik, zupełnie nie rozumiejąc co się dzieje, patrzy, jak jego ręka podnosi się wbrew jego woli, po czym ostrze z impetem wbija się w pierś kobiety. Tryska krew…

Wybucha panika. Uciekający na oślep ludzie tratują znak, który zaprosił ich do interaktywnej zabawy z eksponatami: „DOTKNIJ MNIE! TYSIĄCE LAT TEMU BYŁEM OŁTARZEM OFIARNYM”.