Komunikat o błędzie

  • Nie udało się utworzyć pliku.
  • Nie udało się utworzyć pliku.

Zboczuch

Ocena: 
0
Brak głosów

– Czy ty mnie w ogóle słuchasz? – Henryk zbył milczeniem pytanie Marty, udając pochłoniętego artykułem w porannej gazecie.

W rzeczywistości jego myśli krążyły wokół Małej Przyjemności. Już tak długo na niego czekała, ukryta w sekretnym pokoju w piwnicy. Oblizał mięsiste wargi, dając ponieść się skrzydłom fantazji.

– Dobrze się czujesz? Jakiś taki czerwony jesteś na twarzy. – Głos Marty brutalnie przywrócił go do rzeczywistości.

Z niechęcią spojrzał na żonę. Kiedy się pobierali była szczupła, ale z biegiem lat roztyła się, a rysy jej twarzy rozmyły, zastygając ostatecznie jako zwyczajna, mało atrakcyjna facjata zmęczonej życiem kobiety. Nie mógł nie zauważyć kurzych łapek i zmarszczek pod oczami. Dałby sobie rękę uciąć, że przed miesiącem było ich znacznie mniej.

– Nic mi nie jest – odburknął, wycierając spocone dłonie w spodnie. – O czym mówiłaś?

– O wypadzie z koleżankami z pracy. Umówiłam się z nimi na dzisiejszy wieczór na ploteczki.

– Naprawdę? Nic wcześniej nie mówiłaś.

Wzruszyła ramionami.

– Musiało mi wypaść z głowy. A czemu pytasz? Miałeś jakiejś plany na dzisiaj?

– Nie, nie! – Pokręcił energicznie głową, starając się ukryć narastające podekscytowanie. „Ploteczki” Marty  zawsze trwały co najmniej kilka godzin. Już od dawna nie nadarzyła się taka wspaniała okazja. Będzie miał mnóstwo czasu na Małą Przyjemność. – Pytałem z ciekawości. Bawcie się dobrze.

Obietnica wieczornych rozkoszy snuła się za Henrykiem przez cały dzień niczym pasemko lepkiej i wilgotnej mgły. W pracy nie mógł się skupić. Bezmyślnie gapił się w ekran monitora, wertował bez większego przekonania papiery i co chwilę zerkał w stronę zegara, wiszącego na ścianie. Wskazówki tego dnia, jak na złość, zdawały się wlec po tarczy ze złośliwą powolnością.

W końcu upragniona godzina nadeszła. Wypadł z biura, wskoczył do samochodu i pędem ruszył do domu. Dwa razy omal nie spowodował wypadku, ale ledwo co zwrócił na to uwagę. Wściekłe trąbienie klaksonów dobiegało do niego przytłumione i przypominało odległe brzęczenie much.

Z piskiem zaparkował na podjeździe. Po kilkunastu sekundach stał już w przedpokoju. Na moment zamarł, nasłuchując uważnie.

– Kochanie? – zawołał, ale odpowiedziała mu jedynie słodka cisza.

Marta już wyszła. Odetchnął z ulgą. Gdy zdał sobie sprawę, że nic nie zakłóci wieczornych planów, napięcie go opuściło. Mógł pozwolić sobie na celebrowanie nadchodzących chwil. Do Małej Przyjemności należało się przygotować.

Wziął orzeźwiający prysznic, a następnie, podśpiewując pod nosem, pomaszerował w stronę piwnicy. Miał na sobie jedynie szlafrok. Satyna przyjemnie ocierała się o owłosiony tors i wydatne brzuszysko.

Schody zaskrzypiały, gdy po nich schodził. Dla Henryka skrzypnięcia brzmiały jak najwspanialsza muzyka. Preludium do rozkoszy.

Z ciężkim sapnięciem odsunął regał, odsłaniając drzwiczki do sekretnego pomieszczenia. Z uśmiechem wszedł do środka. Upragniona chwila nadeszła.

– Witaj, maleńka – powiedział. – Strasznie się za tobą stęskniłem.

Mała Przyjemność posłusznie otworzyła się przed nim. Oblizał wargi na widok kuszących krągłości. Zadrżał na myśl o przyjemnościach, które oferowało ich wnętrze. Nie musiał się już kryć. Ze zwierzęcym, wygłodniałym pomrukiem zabrał się do dzieła.

Z zapałem gryzł, ssał, lizał – i wciąż nie miał dość, a gdy w końcu było już po wszystkim, z lubością oblizał lepkie palce.

Po pączkach, ciastkach i tortach nie zostały nawet okruszki.

Henryk beknął głośno.

– I niech szlag trafi dietę – mruknął pod nosem.

***

Koniec

***

Rozczarowani? A czego się spodziewaliście? … Ech, powinniście się wstydzić, wstręciuchy!