Jessica Jones: Wyzwolona. Tom 1 – Brian Michael Bendis, Michael Gaydos, Matt Hollingsworth

Powrót Jessiki

Maciej Rybicki

W ciągu ostatnich kilku lat Jessica Jones trafiła do grona moich ulubionych postaci okołokomiksowych. Początkowo za sprawą serialu Netflixa, następnie zaś wydanej w czterech tomach serii „Alias” niepokorna eks-superbohaterka i detektyw w jednej osobie zyskała niemałą popularność także i w naszym kraju. W dużym stopniu miał na to wpływ intrygujący sposób przedstawienia jej przez scenarzystów, niejako w opozycji do superbohaterskiego światka. Jessica, będąc jego częścią, jednocześnie go odrzucała i kontestowała. Jej niepokorna postawa, a także jedne z najlepszych scenariuszy, jakie wyszły spod ręki Briana Michaela Bendisa – wszystko to przełożyło się na uznanie i sympatię odbiorców. I choć po wzlotach zdarzały się też nieco słabsze momenty (jak choćby co najwyżej niezła seria „Puls”), to Jessica jako bohaterka komiksu była gwarancją niezłej czytelniczej rozrywki. Najnowsza seria, „Jessica Jones: Wyzwolona”, to powrót zespołu twórców oryginalnego „Aliasa”: Briana Michaela Bendisa, Michaela Gaydosa, Matta Hollingswortha i Briana Macka, tyle tylko, że w czasach po „Tajnych Wojnach”.

Cytując Heraklita, można by powiedzieć, że niepodobna wstąpić ponownie do tej samej rzeki… a jednak siła sentymentu tak fanów, jak i wydawców bywa na tyle dużą motywacją, że próby reanimacji dawnych serii przy pomocy oryginalnego zespołu twórców jawią się jako wielce atrakcyjne. Odbiorcy dostaną, co lubią, kasa spłynie do kieszeni wydawcy… krótko mówiąc: wszyscy będą zadowoleni. Stąd też nie dziwi fakt, że na fali popularności produkcji Netflixa także i na łamach komiksu Jessica wróciła do łask. Mniej więcej rok po premierze serialu ponownie stała się bohaterką własnego tytułu, co ważne, tworzonego przez dokładnie tych samych autorów spod których ręki wyszedł „Alias”. No i jest niby podobnie… ale jednak nie tak samo. Przede wszystkim zmienił się nieco sposób pisania – Bendis tworzy tu spójną, zamkniętą opowieść mocno osadzoną w historii bohaterki. Wiąże się ona bezpośrednio z jej poplątanymi relacjami z superbohaterskim światkiem i wyjątkowo popapranym życiem osobistym. Tu Bendis robi bardzo solidną robotę, nawet jeśli niespecjalnie zaskakuje (ale przecież nie o to w tym komiksie chodzi, prawda?). Mamy jednak wystarczającą dozę kontestacji środowiska superbohaterskiego, a także fabularnych twistów, by być zadowolonymi z lektury. To jednak nie wszystko. Jak już zaznaczyłem, realia wokół Jessiki nieco się zmieniły. Po pierwsze, akcja dzieje się w świecie po „Tajnych Wojnach” – świecie, który tak naprawdę jest konglomeratem tych istniejących wcześniej (w zasadzie nawet nie wiadomo ilu). Tyle tylko, że mało kto zdaje sobie z tego sprawę… ot, temat w sam raz pasujący do zainteresowań naszej bohaterki, co Bendis skwapliwie wykorzystuje. To jednak jedynie wierzchołek góry lodowej, na którą wpada Jessica.

Wydawać by się zatem mogło, że znajdziemy tu wszystko co najlepsze w oryginalnej serii. To nie do końca prawda. Przede wszystkim trochę brak tu tego specyficznego tragizmu postaci albo inaczej: to, co serwuje Bendis nie do końca przekonuje, nie do końca gra z obrazem Jessiki, jaki znamy. Nie do końca gra mi także próba włączenia panny Jones w „rzeczy wielkie”, czyli główną narrację uniwersum. Dobrze chociaż, że poświęcony jej komiks wciąż skupia się na brudach tego świata, tym co ukryte, zakulisowe i być może niewygodne dla superbohaterskiej społeczności. Brak tu także, jakkolwiek banalnie by to nie brzmiało, świeżości. Choć pewnie nie o nią autorom chodziło. „Alias” wyróżniał się specyficzną, nowatorską formułą (umożliwioną m.in. dzięki wydaniu serii w ramach przeznaczonej dla dojrzalszych czytelników linii MAX), wciąż niezłą, ale tu co najwyżej odgrzaną.

Tym, co broni tę serię, jednocześnie grając na sentymencie czytelników, jest oprawa graficzna. Szkice Michaela Gaydosa, kolory Matta Hollingswortha i okładki Davida Macka stanowią znak rozpoznawczy przygód Jessiki. Wystarczy więc rzut oka na dowolną stronę, by bezbłędnie rozpoznać, z jakim tytułem mamy do czynienia. Surowe, bardzo wyraziste kadry w stonowanej palecie kolorów z powodzeniem mogłyby się znaleźć na łamach oryginalnego tytułu. Komiks wygląda zatem po prostu znakomicie.

Jako całość „Jessica Jones: Wyzwolona” wydaje się w dużej mierze sentymentalną wycieczką do kieszeni czytelników. Przy czym nawet jeśli tym właśnie jest, w zasadzie nie mam podstaw, by przed taką wycieczką protestować. Zespół autorów znany z „Aliasa” wykonał tu bowiem naprawdę solidną robotę, umiejętnie odtwarzając klimat oryginalnej serii. Nawet jeśli brakuje tu nieco nowatorskiego sznytu pierwszych przygód Jessiki, to wciąż całkiem niezły komiks – szczególnie dla fanów mroczniejszych zakątków uniwersum Marvela.

Słowa uznania dla Muchy za timing – zaraz po polskiej premierze „Tajnych wojen”.

Tytuł: Jessica Jones: Wyzwolona
Tom: 1
Scenariusz: Brian Michael Bendis
Rysunki: Michael Gaydos
Kolory: Matt Hollingsworth
Okładki I kolaże: David Mack
Tłumaczenie: Marek Starosta
Tytuł oryginału: Jessica Jones #1-6
Wydawnictwo: Mucha Comics
Wydawca oryginału: Marvel
Data wydania: grudzień 2018
Liczba stron: 144
Oprawa: twarda
Papier: kredowy
Wydanie: I
ISBN: 978-83-65938-30-5
TYLKO DLA DOROSŁYCH