Wariacka jazda

Ocena: 
4
Average: 4 (1 vote)

Podaję kierowcy bilet.

– Ach, Sikora, jak taka śliczna sikoreczka, jedziemy na Shinefeld?

– Jedziemy, jedziemy! – odpowiadam, bo mi radośnie, że oddaję się w dobre ręce.

– Proszę wybrać miejsce, bo mamy pełne obłożenie.

– Koniecznie, koniecznie! – Zajmuję miejscówkę i czekam.

Po chwili na przystanku pojawia się niebieskooka dama.

– Pani nie ma na liście – mówi kierowca i wykręca numer na centralę.

Wspólnie ustalają, że bilet został omyłkowo wystawiony na dziesiątą wieczorem, a nie rano.

Kierowca przytula się do karoserii wozu, chwilę medytuje, po czym jego pierś rozrywa przeciągłe wycie, a zaraz potem z ust sypie się wiązanka:

– Kurwa, kurwa, kurwa! – Kierowca wali głową w karoserię.

– Ale ja nie chciałam – szepce niebieskooka.

– Kurwa, kurwa, kurwa, ja pierdolę, ja pierdolę, ja pierdolę!

„Zapiąć pasy, zdjąć obcasy; zapiąć pasy, zdjąć …” – powtarzam sobie w duchu.

Jeszcze pół godziny wisimy w niepewności, aż okazuje się, że niejaka pani Brzezińska zrezygnowała z kursu, czyżby była świadkiem sceny i dyskretnie zwiała?

Zwolniło się miejsce.

– Jedziemy! – wrzeszczy kierowca.