Zasada trójki

Ocena: 
7
Average: 7 (1 vote)

Nazywam się Marcin Słomka.

– Kod. Siedem. Dwa. Dwa. Osiem. Powtarzam i potwierdzam kod manualnego dostępu: siedem, dwa, dwa, osiem.

Komputer przeanalizował mój głos, tak zmieniony przez te dwadzieścia jeden dni, po czym blokada otworzyła się z cichym sykiem.

Tak – pomyślałem, nazywam się Marcin Słomka. I właśnie mijają trzy tygodnie od mojego przebudzenia.

Zrozumcie, naprawdę nie mam wyboru.

 

Obudziłem się i od razu wyrzygałem trzy litry alkazoidyny ISC-ASMV, która przez ostatnie miesiące wypełniała mój żołądek, zapewniając mojemu hibernowanemu ciału przeżycie. Pod koreczek, mrożonko, pod koreczek – żartowaliśmy przed startem, nie zdając sobie sprawy, jak nieprzyjemnym doświadczeniem jest zapełnienie przestrzeni żołądkowej. To uczucie rozwierania, rozszerzania ponad granicę bólu towarzyszyło przestrzenionautom w ich śnie. Szkoda, że nikt nie powiedział nam o tym wcześniej.

Sam odruch wymiotny nie był dla mnie niespodzianką, bo Konsorcjum nas na to przygotowało. Przechodziliśmy kilkukrotnie sekwencję próbnych mrożeń, abyśmy potem łatwiej znieśli wszystkie etapy wybudzenia.

Przez ostatnie miesiące wypełniała mój żołądek – pomyślałem, patrząc na ekran z niedowierzaniem. Chciałem przekląć, ale z mojego zmęczonego gardła wyrwało się tylko jęknięcie.

Przez ostatnie miesiące.

Przez ostatnie tysiąc czterysta czterdzieści miesięcy.

To tylko o sto lat więcej, niż zakładano.

 

Przemierzałem korytarze stacji, wsłuchując się w cichy szum maszyn. Pracowały, chociaż u celu powinniśmy być prawie wiek temu. Coś musiało pójść nie tak. Coś musiało się spieprzyć – myślałem gorączkowo. Idąc w stronę mostku próbowałem wyłowić jakiś odgłos życia, jakiś dźwięk, echo, które podpowiedziałoby, co mam teraz zrobić. Niestety, jedyne źródło nieuregulowanego hałasu stanowiły papucie, które zabrałem z Ziemi.

– Matko – powiedziałem po raz setny, mając nadzieję, że AI Barki odpowie. – Matko, co się stało? Gdzie są wszyscy?

Setny raz usłyszałem ciszę.

 

– Zasada trójki – rzuciłem wesoło w stronę lustra. – Trzy: minuty bez powietrza, dni bez wody, tygodnie bez jedzenia. Rozumiesz? Powietrze mam zapewnione, bo moduł wegetacyjny działa w najlepsze. Rośliny rozprzestrzeniły się nawet na dwa sąsiednie. Wody mam aż nadto, bo filtry i odzyskiwacze obsługują tylko mnie. Problemem… Problemem jest…

– Jedzenie – podpowiedziało mi moje wychudzone odbicie.

 

– Zrozumcie, naprawdę nie mam wyboru – powtórzyłem, stojąc przed komorą hibernacyjną, której pasażer spał w najlepsze.

– Zwycięża mrożonka numer jeden – rzuciłem, jakbyśmy uczestniczyli w losowaniu, którego główną wygraną jest utrata nogi. – Gratuluję!

Wprowadziłem kod manualnego dostępu i przygotowałem się na obiad.