Czarownice z Manningtree – Beth Underdown

Salem oznacza pokój

Anna Szumacher

Niektóre lektury są lekkie, łatwe i przyjemne, a czytanie ich to czysta rozrywka. „Czarownice z Manningtree” nie łapią się do tej kategorii w najmniejszy nawet sposób. Dostajemy mroczną, duszną, przytłaczającą historię, która jednak wciąga. A najlepsze… a może najgorsze w niej jest to, że została oparta na faktach.

Kiedy pada hasło „czarownice”, na myśl przychodzą złe baby z bajek, wiedźmy z Shakespeare’a, film „Czarownice z Eastwick”, Sabrina, pozycja „Malleus Maleficarum” czy procesy w Salem. Skojarzeń jest sporo, i to rozrzuconych dosyć szeroko. Dzięki Beth Underdown, autorce recenzowanej książki, można do tej listy dopisać niewinnie brzmiące miasteczko Manningtree i niejakiego Matthew Hopkinsa.

We wstępie do książki Underdown wspomina, że powieść powstała, ponieważ „natrafiła na historię Matthew Hopkinsa, czytając książkę o położnictwie w siedemnastym wieku”. Choć brzmi to niewinnie, warto powiedzieć, że Hopkins zapisał się w historii Europy, a dokładniej Wielkiej Brytanii, jako jeden z najzajadlejszych, najbardziej okrutnych i diablo skutecznych łowców czarownic. Tak, moi drodzy, rzut kamieniem, odrobinę tylko na północ, mieliśmy własne procesy w Salem i to w wersji hard, bo ofiar były dziesiątki. Hopkins zabił ponad sto kobiet wyłącznie z tego powodu, że któryś z sąsiadów rzucił oskarżenie.

„Czarownice z Manningtree” pisane są w formie pamiętnika kobiety, która musiała uczestniczyć w tym procederze. To wspomnienia siostry Hopkinsa, więc trochę szkoda, że tłumacz nie pozostawił brzmienia oryginalnego tytułu, czyli „The witchfinder’s sister”. Sprawia wrażenie mocniejszego, a przede wszystkim lepiej oddaje treść książki. Co do samej fabuły, jak już wspomniałam, nie należy ona do lekkich. Mimo że „trup ściele się gęsto”, to opowieść toczy się raczej powoli i mozolnie. Można to uznać za wadę, jednak kiedy potraktujemy ją jako zapiski kobiety żyjącej w XVII wieku przestaje nam to przeszkadzać, bo tempo wydaje się naturalne. O samej historii nie chcę mówić za dużo, bo właśnie śledzenie poczytań Matthew i stopniowe zagłębianie się w otchłań szaleństwa stanowią o tym, że książka ta jest bardzo dobra.

Wizualnej stronie wydania nie można nic zarzucić, okładka przyciąga uwagę, ma błyszczące elementy (rośliny z zielnika) i tłoczenia. W środku, dla lubiących mapki, jest i mapka, na której można śledzić trasę przemarszu śmierci Hopkinsa*. Dla fascynatów historii, w tym dziejów czarownic na świecie, „Czarownice z Manningtree” to pozycja obowiązkowa. Dla innych w sumie też.


*Który sam jest autorem książki„Odkrywanie czarownic”. To dopiero nie jest lektura na wieczór…

Tytuł: Czarownice z Manningtree
Tytuł oryginału: The Witchfinder's Sister
Autor: Beth Underdown
Tłumaczenie: Magdalena Rychlik
Wydawca: Prószyński i S-ka
Data wydania: 23 sierpnia 2018
Ilość stron: 376
ISBN: 9788381233163