Jonathan Hickman i inni w Subiektywnie

Oj ciągnie się ta Hickmanowska saga, ciągnie. A jednocześnie rodzi niemało kontrowersji tak ze strony jej sympatyków, jak i przeciwników. Ci pierwsi zwracają uwagę na niebywały rozmach rozpisanej na kilkanaście tomów historii, specyficzny dla tego autora klimat opowieści, a także jej niebagatelny wpływ na kształt pozostałych komiksów Marvela (choć prawdę mówiąc, jest to raczej zasługą redaktorów Domu Pomysłów, którzy uczynili z fabuły „Avengers”/ „New Avengers” metawątek całego uniwersum). „Hickmanosceptycy” zwracają natomiast uwagę na zbytnie rozwleczenie fabuły, spore przestoje, logiczne dziury czy też po prostu nieznośną atmosferę, w której wszyscy knują przeciw wszystkim (rzecz jasna w imię większego dobra). Niezależnie jednak od tego, czy postrzegamy run Jonathana Hickmana jako wzorcowy przykład epickiej opowieści o końcu świata, czy też jako nudną trykociarską operę mydlaną, trzeba temu cyklowi oddać jedno – na pewno przyciągnął uwagę sporej publiczności, zwykle wywołując niemałe emocje… a na obecnym, przeładowanym tytułami rynku komiksowym jest to sztuka niemała.

 

Do przeczytania jest dziś recenzja czwartego tomu Avengers. Czas się kończy. Recenzję napisał Maciek.