Pandemonium

Ocena: 
0
Brak głosów

Przed położeniem się do łóżka zajrzałam do pokoju babci. Miała już blisko dziewięćdziesiąt lat i nie potrafiła wielu czynności wykonywać sama. Zastanawiałam się, czy wstała z fotela, na którym posadziłam ją o osiemnastej. Chciała poczytać książkę. Lubiła czytać i tą miłością zaraziła mnie. To właśnie dzięki niej poszłam na studia i robiłam doktorat.

Siedziała w fotelu, choć prosiłam ją, by przed dziesiątą położyła się spać. Podeszłam bliżej. Babcia nie czytała książki, wpatrywała się za to w róg pokoju, tam, gdzie stała stara lampa po dziadku. Rodzinna pamiątka przechodząca z pokolenia na pokolenie. Rozpadała się, ale babcia nie pozwalała jej nikomu tknąć.

– To przejście do piekieł – powiadała poważna. – To brama do Pandemonium. O ile pozostanie w naszej rodzinie, demony nie przenikną do naszego świata.

Przez wiele lat nie rozumiałam, o co babci chodzi, ale pozwalałam jej żyć w tym przekonaniu. Przecież nie powiem starszej kobiecinie chorującej na demencję, że to bajka.

Podeszłam do lampy i przysłoniłam światło. Babcia uniosła zamglony wzrok. Niepokoiła mnie jej bladość i posiniałe dłonie.

– Musisz przejąć pieczę nad tym artefaktem – powiedziała, a jej głos wydał mi się odległy. Jakby niesiony przez echo pustego pomieszczenia. – Umieram, nie zostało mi wiele czasu. Musisz się zranić w palec i dotknąć klosza. Musisz przysiąc, że będziesz chronić ten artefakt przed złem wszelakim.

Uniosłam brwi. Po plecach przeszły mi ciarki. Niefart chciał, że akurat dzisiaj zostałam z babcią sama. Rodzice wyjechali na weekend do ciotki. Obiecałam, że się nią zaopiekuję, a ona mówiła o śmierci?

– Babciu...

– Wnusiu – weszła mi w słowo. – Proszę cię, zrób to dla mnie. Wiem, że masz mnie za wariatkę, jednak to bardzo ważne, żebyś chroniła Pandemonium. Jeśli te demony przejdą do naszego świata, na Ziemi rozprzestrzeni się zło, jakiego nigdy nie widziałaś. Zło tak czarne i piekielne, że nie pozostanie Bogu nic innego, jak zniszczyć naszą planetę.

Słyszałam świszczenie w każdym oddechu babci. Z niechęcią sięgnęłam do szuflady, gdzie trzymała nóż do listów. Nie wierzyłam w jej słowa, ale wystarczyło mi, że ona w nie wierzyła. I gdzieś w głębi siebie czułam, że umierała, a jedyne, co mogłam w tym momencie zrobić, to pozwolić jej odejść w spokoju.

Rozcięłam opuszek kciuka i przystawiłam go do klosza. Krew wsiąknęła w jasny materiał, a mnie przeszedł prąd. „Chroń artefakt”, głos babci rozległ się w mojej głowie.

– Pandemonium. Pandemonium. Pandemonium – powtarzała.

Odsunęłam palec od klosza. Materiał wchłonął krew i po plamie nie zostało śladu.

– Babciu, co to ma znaczyć? – Odwróciłam się za siebie. Zauważyłam, że babcia przestała się ruszać. Podbiegłam do niej, sprawdziłam puls.

Była zimna jak lód.

 

Od tamtej chwili lampa stoi w moim pokoju.

Po zmroku śpiewa kołysankę złożoną z pomruku przeklętych dusz. Wśród nich babcia nawołuje demony do walki.

Do apokalipsy, którą miałam rozpocząć