Komunikat o błędzie

  • Nie udało się utworzyć pliku.
  • Nie udało się utworzyć pliku.

W południe

Ocena: 
0
Brak głosów

Trzask otwieranych drzwi obudził Elżbietę.

- Kochanie to ty? - zapytała zrzucając z kolan koc.

- Tak mamo.- Dziewczyna odłożyła torebkę na krzesło i pocałowała matkę. - Jak się dziś czujesz? Brałaś leki? - Wypytywała nastawiając czajnik. Kobieta w milczeniu przyglądała się krzątającej córce. Rude kosmyki połyskiwały w popołudniowym słońcu, które wpadało przez wywry między żaluzjami.

- Melduję posłusznie, że czuję się znośnie, leki wzięłam  i tęskniłam. A jak w pracy?

Dziewczyna wyjęła zakupy i zabrała się za  przygotowywanie obiadu. Lubiła wracać do domu i spędzać czas z matką. Codzienne, rutynowo wykonywane czynności pozwalały czuć się  bezpiecznie. Nie chciała tego zmieniać. Wszystko było takie poukładane. Od śmierci ojca tyle się zmieniło. Przeprowadziły się z matką do miasta, gdzie za pieniądze ze sprzedanego gospodarstwa udało im się kupić niewielkie mieszkanie. Żyły skromnie, ale spokojnie. I ten spokój tak bardzo ceniła sobie Ludka. Kiedy w zeszłym roku okazało się, że matka jest poważnie chora, a one nie mają pieniędzy na zakup leków, córka zrezygnowała ze studiów i podjęła pracę. Teraz liczyło się tylko zdrowie mamy.

- W pracy? Dziękuję. Jak  zwykle. - Uśmiechnęła się nieporadnie zerkając spod okularów.  Podłużne bruzdy szpeciły twarz matki. Z przygaszonych oczu patrzył ból otoczonych sinymi cieniami zmartwienia."Śmierć ojca, a teraz choroba bardzo ją wyciszyły. Przestała się uśmiechać." – Zauważyła córka.

- Możemy przecież sprzedać obraz...-  Elżbieta  nie chciała być ciężarem dla jedynaczki. Nie tak miało wyglądać ich życie. Nie tak. Pojedyncze łzy zaczęły rozgrzewać pomarszczone policzki.

Ludka ściągnęła z wieszaka ściereczkę, wytarła ręce i objęła  matkę.

- Nie płacz mamo. Na razie wystarczająco sporo zarabiam byśmy nie musiały go sprzedawać. - Jej nozdrza rozdęły się pod wpływem głębokiego wdechu. Wypuściła powietrze. - Nie będziemy już nic sprzedawać. Pamiętasz? Rozmawiałyśmy o tym?

Kobieta spojrzała smutno i wyszła z kuchni. Wróciła po chwili trzymając w ręku gazetę.

Stojąca przy kuchence córka spojrzała w jej kierunku.

- Co czytasz?

- Ludeńka...- Głos matki zadrżał niepewnie. - Waruńska, wiesz ta z parteru, przyniosła mi to dzisiaj.-  Podała córce gazetę. Ta przerwała pracę i skupiła wzrok na zaznaczonym, czarnym markerem, fragmencie.

 " Bezrobotne dziewczyny coraz częściej decydują się na seks za pieniądze. I to sponsorzy zgłaszają się do nich sami, wyszukując konktakty w ogłoszeniach, jakie zamieszczają w internecie"  - Przeczytała głośno.

- Mamo? Co to jest? I dlaczego mi to pokazujesz? Elżbieta siedziała w milczeniu, nerwowo pocierając dłonią czoło.

- Mamo...?

- Waruńska powiedziała, że ty...no wiesz, że ty ...- Zaczęła niepewnie po czym wyrwała gazetę z rąk córki i zaczęła czytać. Nie, nie czytać, zaczęła wrzeszczeć:

- "Młode, atrakcyjne i bez pracy. No prawie, bo nieoficjalnie znalazły sposób na zarobienie pieniędzy. Gośka ma dwadzieścia jeden lat i trafiła na swego faceta właśnie przez ogłoszenie. Jej mama myśli, że pracuje przy składaniu bizuterii!"

Skonsternowana dziewczyna, chwyciła kartki, zmięła je i cisnęła na podłogę. Tuląc się do rozdygotanej kobiety, szeptała:

- Zaufaj mi mamo, proszę. Zaufaj.- Wycierała dłonią szorstki, mokry policzek matki. - Tak bardzo cię kocham.

Trudną sytuację przerwał dźwięk dzwonka telefonu. Lucia pobiegła do przedpokoju.

- Witam. W porządku. Dzisiaj o osiemnastej. - Umawiała się.

- Dziś jeszcze korepetycje mi się trafiły – powiedziała  wzruszając przy tym ramionami jakby chciała się wytłumaczyć, przeprosić.

- Tylko nie wracaj zbyt późno.

***

Stary, drewniany zegar wybijał dwudziestą trzecią, kiedy dziewczyna usiadła przed lustrem toaletki w swym pokoju. Wcześniej zajrzała do sypialni matki. "Oby tylko te nowe leki jej pomogły" -  pomyślała przyglądając się śpiącej.

Oparła łokcie na blacie szafki i zaczęła masować policzki, wiodąc  nieobecnym wzrokiem po tafli lustra.

Dzisiejszy dzień potwornie ją zmęczył. Zwłaszcza rozmowa z matką mocno uwierała umysł. Westchnęła przypomniawszy sobie poirytowanie rodzicielki. Rozmyślając, spostrzegła, że łokcie opierają się nie bezpośrednio na blacie, ale na gazecie. Wygładzonej ze zmiętej kulki, gazecie.

"Seks za pieniądze". Wielki nagłówek raził w oczy, a czarna otoczka niechlujnie namazana markerem zostawała pod powiekami, gdy je zmrużyła. Im dłużej patrzyła tym słów przybywało.

Potrząsnęła głową." Jestem zmęczona" -  pomyślała, ale litery robiły się coraz większe. Dziewczyna przeniosła wzrok na lustro. Widziała jak tamte, zupełnie obce paznokcie wpijają się w skórę i orają twarz, aż do krwi. Jak dłonie chaotycznie ścierają mocny makijaż. Patrzyła jak tamto ciało chybocze się  w takt bezgłośnego łkania, a  z  zaciśniętych pięści, bezdźwięcznie walących w gazetę, wystają kępy rudych włosów.

Tak bardzo siebie nienawidziła. Drżącymi dłońmi chwyciła głowę i ścisnęła z wielką siłą.

"Przecież  mogę inaczej, nie jestem zła, mo-gę i-na-czej" – przekonywała siebie połykając słone kropelki. Jednocześnie myśli zagłuszał, coraz bardziej wyraźny, głos ojca " Zlizuj to, szmato!" Poczuła ciepło rozlewające się pod udami. Przyłożyła skroń do blatu.

"Nie dam rady inaczej, nie potrafię" - Z tymi myślami zasnęła.