Mort Cinder – Hector German Oesterheld, Alberto Breccia

Inspiracja wielkich

Marek Adamkiewicz

Choć polski rynek komiksowy poszedł ostatnimi czasy bardzo mocno do przodu, wciąż możemy znaleźć kilku artystów, którzy gościli na nim rzadko albo w ogóle. Jednym z nich jest Alberto Breccia, argentyński plastyk, którego styl mocno inspirował innych twórców, w tym takich tuzów komiksu jak Mike Mignola czy Frank Miler. Jednym z najbardziej znanych tytułów nad jakimi pracował, jest właśnie „Mort Cinder”, który jednak, mimo ogólnoświatowego uznania, nigdy dotąd nie ukazał się w kraju nad Wisłą. Ten stan rzeczy uległ w końcu zmianie, a na księgarskich półkach wylądował pięknie wydany, elegancki wolumin.

Ezra Winston jest antykwariuszem w podeszłym wieku. Pewnego dnia w jego życiu zaczynają dziać się dziwne rzeczy, od momentu gdy klient przynosi do jego zakładu stary amulet. Przedmiot zdaje się prowadzić starszego mężczyznę w różne miejsca i najwidoczniej ma jakiś cel. Faktycznie, bardzo szybko okazuje się, że dzięki niemu Ezra nawiązuje kontakt z niejakim Mortem Cinderem, osobnikiem którego z braku lepszego określenia można nazwać nieśmiertelnym. Podróżuje on przez wieki, wiele razy umiera i odradza się w nowych okolicznościach. Czy to klątwa, czy dar – tego nie wie nikt, liczy się to, że Cinder jest świadkiem historycznych wydarzeń i chce o nich opowiadać.

W wydaniu zbiorczym „Mort Cinder” podzielony jest na dziesięć epizodów (licząc króciutki prolog), traktujących o różnych okresach w życiu tytułowego bohatera. Zawarta w każdym z tych rozdziałów opowieść dzieli się z kolei na krótkie, najczęściej trzystronicowe segmenty, które oryginalnie ukazywały się cyklicznie na łamach magazynu „Misterix”. Zabieg pozwala nam spojrzeć na Morta z różnych perspektyw, poznać okoliczności, które go kształtowały. Nie wiem, być może powoduje to pierwotna forma wydawania tych historii, ale kolejne perypetie Cindera nie sprawiają wrażenia zbyt skomplikowanych. Większość z nich okazuje się stosunkowo prosta i liniowa, co utwierdza w przekonaniu, że najistotniejsza nie jest tu wcale warstwa fabularna.

Mimo tej prostoty opowiadania o doświadczeniach Morta i Ezry nie są na pewno rozczarowujące. Oesterheld dość sprawnie miesza gatunki i style, co sprawia, że kolejne rozdziały oferują coś ciekawego, choć często różnią się od siebie klimatem. Różnorodność – to słowo jest kluczem do dobrego odbioru „Morta Cindera”. Na kolejnych kartach poznamy więc historię budowy wieży Babel, zawędrujemy pod Termopile, gdzie będziemy towarzyszyć Spartanom w ich desperackiej ostatniej walce, trafimy na statek niewolniczy czy też dowiemy się co nieco o starożytnym Egipcie. Ta rozpiętość w ukazywaniu różnych historycznych okresów jawi się jako dobry wybór scenarzysty, pozwala bowiem docenić skalę doświadczenia tytułowego bohatera.

W późniejszych rozdziałach można odczuć pewną schematyczność kolejnych opowieści – intryga często zawiązywana jest w podobny sposób, poprzez badanie kolejnego przedmiotu znajdującego się w antykwariacie Ezry Winstona, przechodząc we wspomnienie Morta Cindera. Inaczej rzecz się ma w przypadku pierwszego, i na szczęście, najdłuższego epizodu. „Ołowianoocy” to prawdziwy horror, w którym na pierwszym planie stoi niesamowita atmosfera. Fabuła jest pełna dziwnych zdarzeń, często sprawiających dość oniryczne wrażenie, a dominuje w nich namacalne zagrożenie, które nieustannie wisi nad bohaterami i motywuje ich kolejne poczynania. Nastrój jest prawdziwie dojmujący – często ze świecą szukać takiego w historiach grozy – co stanowi największą zaletę tego, bez dwóch zdań najlepszego segmentu „Morta Cindera”.

Wspominałem wcześniej, że to nie fabuła stoi tu na pierwszym planie. I faktycznie, główną atrakcją omawianego tytułu wydaje się jego warstwa plastyczna. Jej autorem jest Alberto Breccia, powszechnie ceniony argentyński rysownik. Uwagę zwraca przede wszystkim jego wspaniała zdolność operowania cieniem i pokazanie kontrastu ze światłem. Prace są przy tym bardzo realistyczne, co przejawia się zwłaszcza w pięknym rysowaniu twarzy, zwłaszcza tej należącej do Ezry Winstona. Niektóre kadry przywodzą na myśl niemiecki ekspresjonizm, co doskonale sprawdza się zwłaszcza w historiach mocniej nawiązujących do estetyki grozy. Już dla samej warstwy graficznej warto mieć ten album w swojej kolekcji.

Po lekturze „Morta Cindera” można z łatwością zrozumieć dlaczego jest on wymieniany jako jedna z największych inspiracji wielkich komiksowych twórców. Choć całościowo nie jest arcydziełem, to w momencie wydawania nie bez powodu stanowił na rynku komiksowym prawdziwą rewolucję. Sprawny scenariusz w połączeniu z wizjonerskimi rysunkami dał tytuł, który musiał zapisać się w historii gatunku. Istotny jest także fakt, że po sześćdziesięciu latach od premiery nie trąci on za bardzo myszką, ale wciąż czaruje specyficznym klimatem, który początkowo ma w sobie wiele z weird fiction i horroru, a w kolejnych, spokojniejszych momentach przechodzi w także dość satysfakcjonującą, tematyczną różnorodność. Jednym słowem – warto.


Tytuł: Mort Cinder
Scenariusz: Hector German Oesterheld
Rysunki: Alberto Breccia
Tłumaczenie: Patrycja Zarawska, Iwona Michałowska-Gabrych
Tytuł oryginału: Mort Cinder
Wydawnictwo: Non Stop Comics
Wydawca oryginału: Misterix
Data wydania: wrzesień 2018
Liczba stron: 240
Oprawa: twarda
Format: 194 x 280
Wydanie: I
ISBN: 978-83-8110-620-7