Portal randkowy

Ocena: 
0
Brak głosów

W lewo. W lewo. W lewo.
Jack kolejny dzień z rzędu przeglądał listę dziewczyn, które polubiły jego profil na popularnym ostatnio portalu randkowym. Co najmniej kilkadziesiąt osób, może nawet ponad setka. Miał w czym wybierać, a to wszystko dzięki wrzuceniu kilku zdjęć, przedstawiających jego osobę na tle dużego domu, luksusowego samochodu, własnego jachtu. Inteligentne użytkowniczki nawet nie odpisywały na jego wiadomości, jakby wyczuwały, o co w tym wszystkim chodzi. Jednak jemu nie chodziło o myślącą kobietę. Mogłaby wszystko utrudnić.
Nie wypisał, jakie cechy charakteru oraz wyglądu powinna posiadać jego idealna partnerka, więc pisały do niego naprawdę różne dziewczyny.
Ta zbyt chuda, ta zbyt wysoka, ta zbyt niska, ta zdecydowanie skłamała przy podawaniu wagi, ta na trzech zdjęciach miała trzy różne kolory włosów, tamtej włosy były zbyt krótkie. Nie wchodził na ich profile, nie czytał, co pisały o sobie niepoprawną polszczyzną. Przeglądał tylko zdjęcia i głównie przesuwał w lewo.
W końcu szukał tej jedynej, nie mógł zadowolić się byle czym.
Musiała mieć określone wymiary, określony wzrost i wagę, żeby nie miał problemów z podnoszeniem jej, ale żeby też nie czuł się, że bierze wyrośnięte dziecko na ręce. To było ważne, ponieważ nawet przygotował ubranie dla swojej wybranki. Wszystko było przygotowane: miejsce, dzień, kolacja. Brakowało tylko odpowiedniej kobiety.
Ze znudzeniem dalej przeglądał listę, która malała z każdym przesunięciem kciuka w lewą stronę. Zamyślił się i patrzył na ekran smartfona, ale nie widział, kogo odrzuca.
Coś go tknęło.
Użył opcji „powróć do poprzedniej” i aż stracił oddech na kilka dłuższych chwil, kiedy ją zobaczył. Zamieściła sporo zdjęć, więc mógł obejrzeć ją z praktycznie każdej strony, nawet w stroju kąpielowym. Długie nogi, nieproporcjonalne do reszty ciała, blada skóra, piegi na policzkach, bardzo jasne włosy, które ciemniały im bliżej czubka głowy, szczupła, ale z dużym biustem. Szybko sprawdził jej profil, nie wierząc w swoje szczęście. Wszelkie wątpliwości zostały rozwiane: odpowiednia liczba centymetrów, odpowiednia liczba kilogramów. Uruchomił kalkulator BMI. Wynik był jednoznaczny, a wskazówka tkwiła na samym środku zielonego pola. Pewien, że sukienka ślubna będzie doskonale leżała na jego wybrance, przesunął palcem w prawo.
Zaklął tak paskudnie, że zgorszyłby nie tylko dewotki, ale także wulgarne prostytutki.
Wyświetlił się komunikat, głoszący, że zmiana zdania wymaga aktywnego konta premium, za którego najniższy próg trzeba było zapłacić trzysta złotych
Sięgnął po portfel, z niego wyciągnął kartę kredytową. Czego nie robiło się dla tej jedynej?
Pięć minut później, mimo wieczornej godziny, otrzymał potwierdzenie, że przelew już doszedł i od teraz może cieszyć się wszystkimi funkcjami całkowicie bez ograniczeń! Nie zwlekał, tylko od razu naprawił swój błąd.
Wesoła, na szczęście krótka, melodyjka obwieściła znalezienie dopasowania. Oboje dali sobie nawzajem serduszka. Niedługo jedno z nich miało oddać znacznie więcej.
Jack ułożył się wygodniej w głębokim fotelu. Spod przymkniętych powiek patrzył na zdjęcia kobiety. Wyobrażał sobie, jak całuje ją z dłońmi położonymi na jej smukłej szyi, jak przygniata ją ciężarem swojego ciała, utrudniając oddychanie, jak podwija sukienkę i rozchyla uda… W jednej dłoni trzymał smartfona, druga nieświadomie powędrowała w stronę sprzączki paska, z którą z trudem się uporała.
Podciągał koszulkę, żeby nie przeszkadzała, kiedy telefon zawibrował. Otrzymał wiadomość od swojej wybranki! Zwyczajne, krótkie „hej” z emotikonką, która przedstawiała uśmiechniętą buźkę, puszczającą oczko. Wystarczyło. Nie oczekiwał od niej niczego więcej na sam początek znajomości.
Wiadomość po wiadomości poznawał ją coraz lepiej, o sobie niewiele mówiąc. Zafascynował ją tajemniczością i skromnością jakże niepodobną do kogoś, kto mógł pochwalić się własnym jachtem i co najmniej sześciocyfrową kwotą na koncie. I tu ponownie uśmiechnęło się do niego szczęście: trafił na łatwowierną kobietę, której nie przyszło na myśl, żeby sprawdzić nazwę statku w rejestrze takowych. Dowiedziałaby się wtedy, że armatorem wcale nie jest Jack, tylko ktoś inny. Podobnie w przypadku firmy, o której nieopatrznie się wygadał. Miano współwłaściciela nie brzmiało już tak dobrze jak właściciela. Chociaż tyle, że zasłonił ciałem tablice rejestracyjne samochodu z wypożyczalni.
Spędzili na rozmowie praktycznie cały wieczór, a skończyli grubo po północy. Ona tłumacząc się płaczącym dzieckiem, które nie mogło zasnąć, on bardzo ważnym projektem, którym koniecznie musiał się zająć. Umówili się na przysłowiową kawę, ale nie wątpił, że już na pierwszym spotkaniu wylądują u niego w pokoju. Trzeba było przygotować knebel, gruby sznur i parę innych akcesoriów. Lubił się ostrzej zabawić.
A potem, przy nalewaniu burbonu do szklanki, stwierdził, że w erze internetu szukanie tej jednej jedynej ofiary gwałtu i brutalnego morderstwa było niezwykle łatwe, choć czasochłonne.