Galaktyczny Mundial

Ocena: 
0
Brak głosów

– Witamy państwa podczas finału Galaktycznych Mistrzostw w Piłce Nożnj G-Mundial 2358 roku solarnego na Glablazorg. Mówią Natan Shepan i Wieslav Mol.
To mecz szczególny, bowiem o miano mistrza galaktyki walczy reprezentacja gospodarzy. Liczący dwa metry Glablazorgowie są z rodzaju insektoidów. Nie posiadają żadnych genetycznych ulepszeń, czy innych cech mogących ich faworyzować.
– Masz rację, Natan. Można by powiedzieć, że to tak naprawdę przerośnięte muchy bez skrzydeł, które nauczyły się kopać piłkę. Kto by pomyślał, że dojdą do finału!
– No, już spokojnie, Wieslav. Bez takich. Ale masz rację, nikt nie spodziewał się, że nawet wyjdą z grupy. Widać zmiana selekcjonera drużyny i odpowiedni cykl szkoleniowy przyniósł rezultaty. Jednakże ich przeciwnicy są jeszcze większym zaskoczeniem, bo mówimy tu o naszej reprezentacji. Wciąż nie mogę uwierzyć, że w finale grają piłkarze z Polski! No proszę państwa. Rozumiem, jakby z ludzkich drużyn do finału dostała się stara Terra lub Mars, ale Polska? Szok!
– Zgadza się. Jednak wypada wytłumaczyć naszym widzom nieorientującym się zbytnio w historii i geopolityce galaktycznej, czemu akurat Polska występuje w tych mistrzostwach. Pod koniec dwudziestego pierwszego wieku, gdy ludzkość zaczęła używać pierwszych silników EMP, by wydostać się z układu słonecznego, jedna z korporacji astrogórniczych założyła stację wydobywczą w systemie, który dzisiaj znamy jako Curie. Owa firma miała pewną dziwną, albo – jakby to ująć – ksenofobiczną politykę zatrudniania jedynie pracowników pochodzących z terenów kraju na Terze, zwanego kiedyś Rzeczpospolitą Polską.
– Mimo iż Terra została oficjalnie zjednoczona pod jednym wspólnym rządem ludzkości?
– Dokładnie. Do tego odkryto w systemie Curie bardzo bogate zasoby surowców. Stacja szybko rosła, powstawały habitaty, sekcje hydroponiczne, rozrywkowe i przemysłowe. Powstało pierwsze w historii kosmiczne miasto wielkości średniej wielkości kraju. Nawet nie zauważono, jak cały naród przeniósł się w kosmos i zamieszkał na stacji, którą ostatecznie ochrzcili Polską i ogłosili niepodległość jako Polska Rzeczypospolita Kosmiczna. Na Terze byli zdziwieni. Bo kto by pomyślał, że w dobie zjednoczonej planety może dojść do rozłamu. Mówili, że Polacy są nienormalni i mają obsesję na punkcie niepodległości. Kto na początku dwudziestego drugiego wieku myślał w kategoriach narodowych?! Tylko my! Jako jedyny naród ze starej Terry zajęliśmy swój własny kawałek kosmosu i zaczynamy już zasiedlać kolejne systemy. Choć ponoć są jakieś plotki o łapówce i opóźnieniach w budowie pasa szybkich przelotów mających łączyć Curie z systemem Kościuszko.
– Może skończmy z historią, bo nasi zawodnicy już od jakiegoś czasu grają. Szewczyk podaje do Kozyry, Kozyra próbuje lewą stroną przejść między Fur’agiem i Goru. Goru przejmuje piłkę i biegnie. Drybluje. Omija obronę Polaków, jak on biegnie! Jest już sam na sam z bramkarzem! Strzela! Ale na szczęście Boruta piąstkuje i wybija piłkę.
– Goru jest jednym z szybszych zawodników Glablazorgów. Gdy uruchomi swoje turbo, to ciężko go zatrzymać. Do tego jest mistrzem dryblingu.
– O tak. Ale co to? Jeden z obrońców narzeka na uraz. A tak, na powtórce widzimy, że Goru podczas dryblingu kopnął go w kostkę. Na szczęście Pazdyga to skała. Jeden z najważniejszych filarów obrony.
– Póki mecz nie zostanie wznowiony, powiedzmy jeszcze, że na trybunach jest gość specjalny.
– Mówisz o Januszu Kowalskim? To żywa legenda. Polak pamiętający jeszcze początek dwudziestego pierwszego wieku. Przysiągł, że nie umrze, dopóki nie zobaczy, jak Polacy zostają mistrzami, czy to Terry, czy to galaktyki. Operator pokazuje, jak ze swojej kapsuły podtrzymującej życie obserwuje mecz. Twardy facet i prawdziwy kibic. Ciągle skanduje „już za cztery lata” lub „nic się nie stało”. W tym wieku ma prawo już nie do końca panować nad sobą. Jak na razie mamy wynik zero do zera i tylko pięć minut do końca.
– Mecz znów się zaczyna. Boruta wybija piłkę. Fur’ag próbuje ją przejąć, ale pierwszy jest kapitan naszego zespołu, Prawak. Podaje do Pazdygi. Prostopadle do Urbana. Urban biegnie. Biegnie! Pędzi jak starożytne orły na niebie. Lecicie panowie, lecicie!
– Urban podaje do Kądzieli tuż nad głowami Glablazorgów. Kądziela strzela. Piłka leci niczym kometa, zostawiając za sobą srebrzystą łunę. Leci, Kryg próbuje ją złapać, ale wymyka mu się z rąk! GOOOOOOL! Polacy prowadzą z Glablazorg jeden do zera!
– Niewiarygodne. Ale Glablazorgowie nie dają za wygraną. Mają jeszcze minutę. Jednak Polacy zwierają szyki i nie dają im przejść. Sędzia dolicza kolejną minutę, ale taktyka Polaków wciąż jest taka sama. Bronić wyniku za cenę życia.
– Goru przejmuje piłkę, biegnie. Koniec! Polacy zostają Mistrzem Galaktyki w Piłce Nożnej!
– Ale co to się dzieje na trybunach? Kowalski wyskakuje ze swojej kapsuły i tańczy. Ten ponad trzystuletni staruszek oszalał. Ale chwila. Łapie się za serce i pada na ziemię. Operat robi zbliżenie. Tak proszę państwa. Kowalski nie żyje, ale przynajmniej umarł z uśmiechem na twarzy.