Star Wars Legendy: Yaviński artefakt – Mike Kennedy, Carlos Meglia

Sama akcja komiksu nie czyni

Marek Adamkiewicz

Gdy spoglądamy na gwiezdnowojenne uniwersum, pierwszym co rzuca się w oczy jest ogromny rozmach świata przedstawionego. Główne epizody Gwiezdnej Sagi pokazywały nam zazwyczaj wydarzenia o galaktycznym zasięgu, wpływające na życie miliardów istot, prezentując przy okazji odwieczną walkę dobra ze złem. Jednak obok tego pełnego podniosłych spraw świata istnieje też inny, skryty w cieniu. To półświatek przestępczy, rządzony twardą ręką przez różnych gangsterów. Rzadko mamy okazję wejrzeć weń w głąb, ale od czasu do czasu trafia się tytuł penetrujący jego mroczniejsze zakątki. Jednym z nich jest właśnie „Yaviński artefakt”.

Trzech Huttów zakłada się, który z nich jako pierwszy dotrze do potężnego artefaktu. Rzecz jasna sami nie zamierzają ruszać się z rodzinnych posiadłości, w ich imieniu w wyścigu uczestniczyć będą najlepsi przemytnicy, zawadiacy i łowcy nagród w całej galaktyce. Wśród zatrudnionych znajdują się Han Solo, Chewbacca, a także Lando Calrissian i Dengar. W sprawę angażuje się dodatkowo Boba Fett, co sprawia, że awanturnicy zaczynają drżeć o własne życia. Szlak wiedzie przez kilka odległych planet, a na każdej z nich czyha innego rodzaju niebezpieczeństwo. Ten, kto poradzi sobie ze wszystkimi zagrożeniami, będzie mógł cieszyć się oferowaną przez huttyjskich gangsterów nagrodą.

Expanded Universe kojarzy się zazwyczaj z bezpretensjonalną rozrywką i nieustającą akcją. Umiejscowione w nim opowieści skupiają się w ogromnej większości na akcji i rozwałce. Nie inaczej jest i tym razem. „Yaviński artefakt”, już w samych założeniach jasno określa, jaki charakter będzie miała fabuła. Zaraz po krótkim wprowadzeniu na Nar Shaddaa akcja rusza z kopyta i nie zatrzymuje się do samego końca. Kolejne strony to prezentacja coraz to nowych planet, na których bohaterowie konkurują ze sobą i ścigają się, by zdobyć poszukiwany przedmiot. Trudno jest mieć więc większe zastrzeżenia do tempa akcji, ale jeśli ktoś chciałby otrzymać choćby odrobinę więcej niż samą tylko rozwałkę, nie ma tu specjalnie czegoś szukać.

Głównymi bohaterami są postaci dobrze znane wszystkim fanom „Gwiezdnych Wojen”. Taki zabieg to niestety pójście po linii najmniejszego oporu, zwłaszcza w przypadku próby eksploracji przestępczego podziemia świata przedstawionego – na pewno można było w jego ramach wymyślić jakichś nowych bohaterów, a nie wykorzystywać po raz n-ty tych znanych i ogranych już na setki różnych sposobów. Kolejną sprawą jest, że między postaciami brakuje chemii. Niby mamy okazję śledzić poczynania tak charakterystycznej pary jak Han i Chewie, ale w ich wzajemnych relacjach trudno dostrzec luz, który był doskonale widoczny w filmach wchodzących w skład Starej Trylogii.

Może się podobać różnorodność zaprezentowanych w komiksie lokacji. Wyścig po nagrodę stał się dla Mike'a Kennedy'ego doskonałym pretekstem do zaprezentowania czytelnikom kolejnych planet. Ich spektrum jest zaletą „Yavińskiego artefaktu”, pozwala bowiem na pokazanie różnych obliczy „odległej galaktyki”. Na kolejnych kartach będziemy mieli okazję zobaczyć mroczne zakamarki Nar Shaddaa, odwiedzimy planety wodne lub pokryte dżunglą, poznamy też dziwne zwyczaje ludu, pod którego opiekę trafił poszukiwany przez wszystkich awanturników przedmiot. Wszystko to nieźle pasuje do szybkiego tempa opowieści i jej rozrywkowego charakteru.

Warstwa graficzna albumu jest bardzo specyficzna i z pewnością podzieli odbiorców na dwa obozy. Niektórym czytelnikom nie będzie przeszkadzać bardzo cartoonowy styl, jaki prezentuje Carlos Meglia, innym jednak nie przypadnie on do gustu. Zaliczam się do tej drugiej grupy – uważam, że argentyński rysownik za bardzo poszedł w karykaturę, co odbiło się przede wszystkim na wizerunkach postaci. Taki Han Solo w ogóle nie przypomina siebie, a rozpoznać go można tylko dzięki charakterystycznej kamizelce narzuconej na jasną koszulę. O wiele lepiej prezentują się zamieszczone na końcu albumu okładki poszczególnych zeszytów – te oddają ducha Star Wars i pozostaje żałować, że całość nie jest utrzymana w podobnym klimacie – wtedy oglądałoby się ją zdecydowanie lepiej.

Widać, że „Yaviński artefakt” jest już dwudziestym albumem prezentującym wydane w ramach „Legend” komiksowe opowieści ze świata Gwiezdnych Wojen, jego fabuła nie jest bowiem ani specjalnie świeża, ani też porywająca – to typowy wypełniacz, którego lekturę mogę polecić tylko prawdziwym fanom stworzonej przez George'a Lucasa marki. Oni chętnie wyłapią nawiązania do innych tytułów z „Expanded Universe” i będą się cieszyć, gdy na takowe trafią, ale reszcie czytelników (którzy do Odległej Galaktyki zaglądają okazjonalnie) komiks nie przyniesie specjalnych uniesień.

Seria: Star Wars Legendy
Tytuł: Yaviński artefakt
Tom: 20
Scenariusz: Mike Kennedy
Rysunki: Carlos Meglia
Tłumaczenie: Jacek Drewnowski
Tytuł oryginału: Star Wars Underworld – The Yavin Vassilika
Wydawnictwo: Egmont
Wydawca oryginału: Dark Horse Comics
Data wydania: sierpień 2018
Liczba stron: 120
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Papier: kredowy
Format: 165 x 255
Wydanie: I
ISBN: 978-83-281-2763-0