Momento

Ocena: 
0
Brak głosów

Dzwonek zadźwięczał cicho, kiedy para – mężczyzna w ciemnym garniturze i kobieta z rozmazanym makijażem – weszli do zakładu. Wewnątrz panował mrok, gdzieniegdzie poprzebijany złotymi strugami światła wpadającymi przez niedopasowane żaluzje. Dookoła tańczyły wirujące drobinki kurzu, a z głębi pomieszczenia dochodziły ciężkie odgłosy cięcia i drapania.
– Dź… dzień dobry? – bardziej spytał niż stwierdził mężczyzna, niepewnie wkraczając do środka.
Odgłosy na zapleczu umilkły. Ktoś poruszył się, odłożył jakieś ciężkie przedmioty i chrząknął.
– Witam! Usiądźcie, zaraz przyjdę.
Po chwili z zaplecza wyszedł szczupły starszy pan. Miał na sobie elegancki, choć wyświechtany garnitur i zakurzony fartuch, niedbale zarzucony na brzuch.
– Witam w zakładzie pogrzebowym ,,Herszel i Synowie” – powiedział, dotykając się w pierś przy pierwszym słowie i kierując dłoń w stronę dwóch pękatych słojów stojących na parapecie przy reszcie zdania. – W czym mogę pomóc?
– Jestem Maksymilian, a to moja siostra Marta. – Oboje podali staruszkowi dłonie na przywitanie. – Szukamy godnego zaufania grabarza i pan jest podobno najlepszy, a zakład największy w okolicy.
Staruszek pokręcił głową.
– O, kiedyś to może i owszem. Dawniej, kiedy umierało mniej więcej tyle samo osób każdego roku, to ruch w interesie był dosyć… systematyczny. Co roku po trochu – takie miałem wtedy przysłowie. Interes dobrze się kręcił. Ale od wielkiej suszy pięć lat temu to nawet nie ma co wspominać…
Starszy pan zamilkł, nieobecnym wzrokiem wpatrując się gdzieś, gdzie zazwyczaj wzrok nie sięga.
– A co się wtedy stało? – nie wytrzymała Marta, zdradzając ciekawość w drżeniu głosu.
Wzrok Herszela oprzytomniał i mężczyzna spojrzał jej w oczy.
– Wszyscy starzy ludzie kopnęli w kalendarz, ot co. Jednego roku odszedł każdy, komu było już bliżej niż dalej, a ja miałem tyle pracy, że nie wiedziałem w co zwłoki włożyć. Dostałem wtedy taki zastrzyk gotówki, że postawiłem ten dom, kupiłem materiałów na kilka lat i nawet samochód wymieniłem na nowszy model. O żonie nie wspominając. – Mężczyzna westchnął ciężko. – A potem nastały chude czasy. W miasteczku i okolicy zostały same młodzieniaszki i o porządny zgon w tych czasach nie jest łatwo.
Maks zignorował ostatnią uwagę.
– To czym zajmuje się pan od tego czasu? – zapytał ze szczerym zaciekawieniem.
Staruszek wzruszył ramionami.
– Czasami przychodzą tu jacyś wariaci ze zdechłym psem czy kotem, to strugam im takie małe trumienki. Ludziom zupełnie się w głowach poprzewracało! Ostatnio miałem zamówienie na dwadzieścia skrzyneczek dla gupików; podobno jakiś początkujący amator akwarystyki wpuścił do nich bojownika. Właściwie to zamiast je wystrugać, okleiłem sklejką pudełka po zapałkach… choć chyba nie powinienem wam tego mówić. – Zamyślił się i podrapał po karku, zdrapując płaty suchego naskórka. – Zacząłem sobie nawet strugać własną trumnę, takie małe hobby na zabicie czasu. Stąd te odgłosy na wejściu.
Rodzeństwo spojrzało po sobie ukradkiem. Maksymilian wziął głęboki oddech i zaczął szybko mówić:
– Wróćmy może do naszej sprawy. Chodzi o naszego… ojca… – Na te słowa Marta chlipnęła cicho, a Maks musiał przełknąć ślinę, żeby też się nie rozpłakać. – Odszedł od nas, bidula, dwa dni temu. Szukaliśmy najlepszego zakładu pogrzebowego, ponieważ sprawa jest dość… ciężka… i ktoś polecił nam pana, choć jesteśmy z Porwilu, który jest sto kilometrów stąd.
Herszel pokiwał głową, zachęcając do kontynuowania.
– Rzecz w tym, że papa… on był mężczyzną dość tęgim. Właściwie grubym. Wprost rzecz ujmując: niebotycznie wielkim! – Maksymilian wyciągnął z kieszeni nieco pogniecioną fotografię mężczyzny tak opasłego, że nie zmieścił się w kadrze, choć zdjęcie było robione z pewnej odległości.
Herszel spojrzał przelotnie na zdjęcie, nie okazując zdziwienia. Sięgnął do szuflady biurka, wyjął notes i, nie patrząc na kartkę, zaczął sporządzać notatki.
Zapadła cisza, przerywana jedynie brzęczeniem konającej żarówki. Na dworze jakiś pojazd zahamował z piskiem opon, na co staruszek czujnie podniósł wzrok. Zaraz jednak pojawiły się gniewne krzyki i nic nie wskazywało na śmiertelne potrącenie, więc mężczyzna wrócił do kreślenia notatek.
– Dokonałem obliczeń i opcje są dwie – przerwał w końcu milczenie, na co klienci zareagowali niemą ulgą. – Albo kupicie dodatkowe miejsce na cmentarzu, albo pochowamy papę w trzech turach. Mam akurat na stanie trzy identyczne trumienki, bardzo komfortowe, dam wam zniżkę. Robiłem je kiedyś dla pewnej wycieczki pielgrzymów, którzy spadli w przepaść, ale okazało się, że nikt nie sprawdził listy obecności przed wyruszeniem w trasę, no i te trzy osoby się nie stawiły na początku wyprawy.
Marta pobladła, a na czoło Maksymiliana wystąpił perlisty pot.
– Ale jak to… w trzech turach… – załkała kobieta.
Staruszek westchnął z lekką irytacją, jak nauczyciel w klasie wyjątkowo opornych uczniów.
– Cmentarz na którym chcecie go pochować jest bardzo stary. Dodatkowa kwatera będzie albo kosmicznie droga, albo zajęta. A tak podzielimy papę na trzy kawałeczki, dwa pochowamy przed ceremonią, w ostatniej trumnie położymy na widoku głowę i, jak to mówią Francuzi, póki jeszcze żyją, voila!
Maks pokręcił głową.
– Ale przecież rodzina zauważy, że papa nie zmieściłby się do takiej wąskiej trumny.
– Możecie rozpuścić pogłoski, że przed śmiercią dużo schudł. A jeżeli to niemożliwe –  Herszel położył na widoku notes, kreśląc schemat długopisem – zastosujemy dmuchane pufki po bokach trumny. Sprawią one, że wyda się ona szersza niż w rzeczywistości. Grób też wykopiemy szerszy, zwężający się ku dołowi. Jak żałobnicy już pójdą, to spuścimy powietrze, a dół zasypiemy…
Spotkanie trwało jeszcze pół godziny i ostatecznie skończyło się zgodą ze strony rodzeństwa na wszystkie pomysły podstarzałego grabarza. Kiedy wychodzili, słońce znikało właśnie za horyzontem.

Dziesięć minut po wyruszeniu w drogę powrotną, w kieszeni Maksa rozdzwonił się telefon. Odebrał go, włączając głośnik i podając komórkę siostrze.
– Przepraszam, że jeszcze niepokoję, ale na śmierć zapomniałem zapytać… – Dźwięk w słuchawce zaskrzypiał, zasięg na chwilę zniknął, jednak po chwili wrócił. – A jak się miewa szanowna mamusia? Niedługo Walentynki, a dla par zawsze miałem romantyczne zniżki…