Runaways #1 – Brian K. Vaughan, Adrian Alphona, Takeshi Miyazaw

Runaways

Jagoda Wochlik

Brian K. Vaughan obecnie jest chyba najbardziej znany ze swojej serii „Paper girls”, która zachwyca czytelników i zdobywa uznanie na cały świecie. Spod jego ręki wyszły także scenariusze „Y: ostatniego mężczyzny”, „Ex Machiny” i „Sagi”. Natomiast Adrian Alphona i Takeshi Miyazawa pracowali wcześniej nad kadrami do „Miss Marvel”. Wydawnictwo Egmont postanowiło przybliżyć polskim czytelnikom ich wspólny projekt, „Runaways”.

Pewnie gdyby na etapie wybierania komiksów do lektury interesowało mnie coś więcej niż tematyka, być może odrzuciłabym „Runaways”, bo moje pierwsze spotkanie z Brianem K. Vaughanem, przywołane już „Paper girls”, nie przebiegło najlepiej. Komiks wydawał mi się udziwniony i okazał się mało strawny. Cieszę się jednak, że nie wiedziałam, że to właśnie on napisał scenariusz „Runaways”, bo pewnie bym się uprzedziła i nie poznałabym tej świetnej serii.

Komiks opowiada o grupie nastolatków, potomków bogatych i wpływowych rodzin pochodzących z Los Angeles. Ludzie ci spotykają się raz w roku, by ustalać strategię działań charytatywnych. Zamykają się wtedy na długie godziny, podczas których ich dzieci muszą przebywać w swoim towarzystwie. Choć są one w miarę podobnym wieku (15–17 lat), nie bardzo za sobą przepadają. Podczas jednego z takich spotkań dowiadują się jednak, że ich rodzice należą do Pride, tajnej grupy superłotrów. Ponieważ próba zawiadomienia o tym policji kończy się fiaskiem, nastolatkowie uciekają z domu, zdecydowani znaleźć dowody na przestępczą działalność dorosłych.

Trzeba przyznać, że w przypadku „Runaways” scenariusz wyszedł Vaughanowi świetnie. Nie dość, że to nieszablonowa historia z potencjałem, to scenarzyście, wspomaganemu przez rysowników, naprawdę udało się tchnąć w nią życie. Każde z sześciorga nastoletnich bohaterów ma osobowość i niepowtarzalny charakter. Na dodatek dialogi są pełnokrwiste i aż skrzą się od dowcipu i popkulturowych odwołań. Ani przez chwilę nie wątpiłam, że tak mogą mówić i zachowywać się typowe nastolatki (wiem, co mówię, bo komiks dzieje się w czasach, kiedy sama miałam naście lat).

A i poruszany temat przedstawiono z zupełnie nieoczekiwanej strony. Bo kto, będąc nastolatkiem, nie uważał, ze jego rodzice nic nie wiedzą i są źli? Tyle, że rodzice naszych bohaterów nie są źli metaforycznie. Są tacy dosłownie. Na oczach swoich dzieci (choć nie zdają sobie z tego sprawy) mordują dziewczynkę w ich wieku. Odtąd Alex i pozostali  są rozdarci między rzeczywistością, którą do tej pory znali i lojalnością wobec rodziców a potrzebą postąpienia słusznie. „Runaways” to opowieść o poszukiwaniu własnej tożsamości. I to opowieść bardzo dorosła. Dojrzała. Vaughan nie traktuje swoich odbiorców jak głupszych czy mniej doświadczonych partnerów dialogu. Przeciwnie, pisze z wiarą, że młodzi są inteligentni i odnajdą w tej historii dokładnie to, co chce im powiedzieć. Nie ma tu infantylizmu typowego dla nastoletnich produkcji wszelkiego rodzaju.

„Runaways” mają wszystko, co powinna mieć dobra teen drama – jest trochę romansu, trochę głupich zachowań, masa przygody, nieco akcji. Jest sporo odwołań do innych postaci ze świata Marvela. Niektóre z nich, jak Kapitan Ameryka oraz Cloak i Dagger, zaliczają nawet krótkie występy. Zeszyt, w którym pojawiają się Cloak i Dagger, jest świetny! Bo wiecie, to są ci dobrzy, tylko działający w Nowym Jorku, tacy mniej znani, Klaun i Szwagier czy jakoś tak, jak wyjaśniłby wam Alex. Z drugiej strony na tych ponad czterystu stronach trykotów i ksywek jest bardzo mało i to także stanowi o sile tego komiksu.

Jasne, trafiło się kilka sytuacji tak bardzo komiksowych, że aż musiałam pokręcić głową, a moje zawieszenie niewiary przechodziło prawdziwą próbę – jak choćby w przypadku berła, które wychodzi z ciała Nico czy faktu, że mając w kieszeni dziewiętnaście dolarów do podziału na sześć osób, można przeżyć kilka miesięcy. Mogę na to przymknąć oko, bo trzeba Vaughanowi przyznać, że nie idzie w swoim scenariuszu na skróty.

Rysunki Adriana Alphony i Takeshiego Miyazawy świetnie uzupełniają tę historię. Dzięki nim każde z nastolatków zyskuje osobowość. Choć nie ma tu może żadnych eksperymentów z formą, przez kolejne kadry wręcz się płynie w oczekiwaniu na to, jak zakończy się ta opowieść. A patrząc na okładki oryginalnych zeszytów, niekiedy można jedynie zastygnąć w zachwycie.

Owszem, zdaję sobie sprawę, że nie jestem grupą docelową tego komiksu. Co więcej w oczach tej grupy mogłabym uchodzić za staruszkę, która nic nie wie o życiu, ale wiecie co? Bawiłam się przy tym zbiorze świecie, znacznie lepiej niż przy czytanych ostatnio dorosłych pozycjach jak „Wonder Woman” czy „Mutant Omega”. Zatem jeśli powstrzymuje was przed lektura „Runaways” jedynie obawa, że jesteście na ten komiks za starzy, to ją porzućcie ją. Świetna rzecz!


Tytuł: Runaways #1
Tytuł oryginalny: Runaways: The Complete Collection Volume 1
Autor: Brian K. Vaughan, Adrian Alphona, Takeshi Miyazawa
Tłumaczenie: Anna Tatarska
Wydawca: Egmont
Data wydania: lipiec 2018
Liczba stron: 444
ISBN: 9788328126596