Wierna

Ocena: 
0
Brak głosów

Cała wioska była pod wrażeniem czarnego Audi TT, które Janek przyprowadził z Reichu. Każdy z mieszkańców zdążył już przedefilować wzdłuż i wszerz lśniącej karoserii, przejrzeć się w elektrycznych lusterkach i przez zamkniętą szybę pozachwycać podziałką prędkościomierza.
Kiedy na podwórku zjawił się Zbyszek, jak zwykle w towarzystwie Sonii, obejście opuszczał już ostatni z gapiów.
– Dasz się bryknąć? – zapytał nowo przybyły, otwierając bez ceregieli drzwi od strony kierowcy.
Ciężka dłoń Janka, która spadła na ramię kamrata, skutecznie powstrzymała go przed zajęciem wyściełanego skórą fotela i zabrudzeniem jasnej tapicerki.
– Nie tak szybko. Nie od razu. – Właściciel zatrzasnął drzwi samochodu.
– Co się wydurniasz? – Zbyszek strącił dłoń z ramienia i spojrzał przyjacielowi głęboko w oczy. –  Mamy chyba sztamę? Czy nie?
– Pewnie, że mamy. Do grobowej deski – Janek nie miał wątpliwości co do terminu ważności ich długoletniej przyjaźni. – Będziesz mógł się bryknąć, ale nie za darmo.
– Dostaniesz, co zechcesz, tylko daj poczuć te kilkaset koni. – Dla podkreślenia swych słów Zbyszek delikatnie przejechał dłonią po masce samochodu.
– Co zechcę powiadasz?
– Pewnie. O, mogę ci dać bańkę wyśmienitego bimbru. Zaprawiony dębem. Mówię ci, palce lizać.
– Nie chcę gorzały. Mam jej już potąd. Odkąd wróciłem, wciąż chodzę nachlany.
– To co chcesz?
Janek przez chwilę mierzwił ciemne włosy na czubku głowy,  po czym wycelował palcem w stojącą na uboczu Sonię.
– Ją chcę – odparł bez ogródek.
– Oszalałeś?! – Zbyszek stanowczo był przeciwny tej propozycji. – Nie ma mowy.
– Tylko na jedną noc. – Przyjaciel nie ustępował. – Pomyśl. O brzasku wróci do domu.
Zbyszek  spojrzał na swój skarb. Sonia oddaliła się nieco od ich dwójki. Samochód kompletnie jej nie interesował, w przeciwieństwie do taplających się w błocie kaczek, którym przyglądała się z zainteresowaniem. Wyglądała przepięknie, jak zawsze zresztą. Wprost promieniała urokiem.
Czy mógł jej to zrobić? Zawahał się przez moment. Chyba nie? Był przecież wobec niej lojalny. Jednakże z drugiej strony perspektywa poczucia się jak kierowca rajdowy za sterami sportowego Audi była nad wyraz kusząca. Taka szansa nie trafiała się co dzień. Klamka zapadła szybciej, niż się spodziewał.
Zawołał ją. Sonia z niewielkim oporem porzuciła obserwację kaczych pląsów w brudnej kałuży, po czym lekko ruszyła w stronę mężczyzn. Zbyszek wyszedł jej naprzeciw. Podeszła do niego. Widać było, że jego widok sprawia jej radość. Pochylił się, aby spojrzeć przenikliwie w brązowe oczy swojego szczęścia. Ona tymczasem cierpliwie czekała na ujawnienie powodu, dla którego została oderwana od kontemplowania domowego ptactwa.
– Chce cię o coś prosić – wyszeptał Zbyszek, tuląc się do niej.
Ciepło bijące od jej ciała było tak bardzo kojące. Z ciężkim sercem odgarnął jasny kosmyk znad jej ucha, zbliżył do niego wargi, a następnie, jak gdyby zdradzał największy sekret świata, szeptem wyjawił ofertę złożoną przez Janka. Nie czuł się dobrze w roli sutenera, lecz stawka przebijała wszystko.
Wysłuchała go ze spokojem. I choć kiedy skończył ostentacyjnie odwróciła głowę w stronę kaczek, wiedział, że zrobi to dla niego.

Rajd, jaki Zbyszek urządził sobie na przygranicznej ekspresówce, jeszcze długo tarmosił emocjami i spędzał mu sen z powiek. Dopiero nad ranem, po wypaleniu prawie całe paczki papierosów, zapadł w niespokojny letarg. Dlatego też nie słyszał cichego skrzypnięcia drzwi, gdy Sonia wedle obietnicy Janka, wróciła o brzasku do domu. Miękko wskoczyła na łóżko, po czym, jak przystało na wierną sukę, zwinęła się we włochaty kłębek w nogach swego pana i zasnęła.