Outsider – Stephen King

Stara jakość w stylu nowym... do połowy

Marek Ścieszek

Gdyby kiedyś postanowiono zachować pamięć o największym, współczesnym nam twórcy literackiej grozy, bez wątpienia obok posągu najpiękniejszej aktorki środka dwudziestego wieku, Rity Hayworth, gdzieś na dnie oceanu spoczęłaby odlana z brązu figurka Stephena Kinga. W porządku, po tym bezczelnym przejawie braku elementarnego obiektywizmu możemy przejść do wrażeń z lektury najnowszego dzieła geniusza z Maine, czyli „Outsidera”.

Początek „Outsider” ma świetny. King już od pierwszych stron potrafi zainteresować czytelnika fabułą, czy jest to klasyczna opowieść grozy, czy kryminał, od którego daleko nie odchodzi, odkąd napisał słynnego „Pana Mercedesa”. W małej miejscowości Flint City w stanie Oklahoma, w parku miejskim, znaleziono zwłoki dziecka. Chłopca zamordowano w sposób wyjątkowo bestialski, a jego ciało dodatkowo zostało okaleczone. Sprawa trafia na biurko miejscowego detektywa Ralpha Andersona i wydaje się prosta. Świadkowie oraz ślady odnalezione na miejscu zbrodni jako sprawcę jednoznacznie wskazują Terry'ego Maitlanda, lokalną gwiazdę, człowieka bez skazy ni zmazy, nauczyciela w liceum, trenera drużyn młodzieżowych. Może właśnie dlatego, że winnym okazuje się właśnie on, detektyw Anderson postanawia potraktować go w sposób znacznie bardziej surowy niż gdyby rzecz dotyczyła łajdaka, nawet byłego przestępcy. Przecież ten człowiek trenował jego syna, Dereka, był dla niego wzorem. Maitland zostaje aresztowany podczas meczu bejsbolowej ligi juniorów, na oczach prawie dwóch tysięcy osób. Nie tak nakazują procedury, jednak Anderson nie potrafi zdobyć się na litość dla kogoś, kogo miał do tej pory za przyjaciela i komu częstokroć powierzał los własnego dziecka. I choć sam sposób aresztowania wydaje się bardzo niehumanitarny, szczegóły sprawy śmierci małego Franka Petersona również czytelnikom nie pozwalają współczuć trenerowi. King umiejętnie odbiera po temu wszelkie chęci, wrzucając od pierwszych stron kolejnych świadków, potwierdzających to, co bezsporne: ostatnią osobą, która widziała Franka, był Terry Maitland. To on zabrał chłopca do kradzionego vana, wywiózł do parku i tam z zimną krwią zamordował. A gdyby mało było świadków, takiego przebiegu zdarzeń dowodzą również ślady DNA na miejscu zbrodni, we wspomnianym samochodzie, a także zapis kamer z kilku miejsc w mieście. Powszechnie szanowany trener to potwór w ludzkiej skórze.

Autor opowieści grozy, współczesny król tego gatunku, od kilkunastu lat, niestety, momentami tracący formę – co potrafi przyznać nawet taki psychofan jak wyżej podpisany – okazuje się świetnym twórcą kryminałów. Przygodę z nimi zaczął w zaawansowanym wieku lecz każda jego kolejna kryminalna opowieść to perełka. Mistrzowie gatunku wiedzą, że czytelnika nie da się wziąć pod włos wskazaniem sprawcy na samym początku. Gdzieś musi tkwić haczyk. Jeżeli jest to faktyczny winowajca, dobrze by było, aby policja nie dorwała go już na dziesiątej stronie. King, twórca kryminałów na dorobku, wie to jednak doskonale i tylko przez chwilę bawi się odbiorcą, nim ten zorientuje się, że jest obiektem żartu. Zbyt dużo faktów potwierdzających winę Maitlanda i zbyt szybkie aresztowanie jak na tak obszerną powieść. Niemal natychmiast zaczynają się rodzić wątpliwości. Trener ma bardzo solidne alibi. Mistrzostwo poprowadzenia fabuły tak, aby czytelnik jednocześnie wierzył w winę i niewinność? Przecież to King. Maitland okaże się mordercą? Czy raczej to Anderson popełnił karygodny błąd, publicznym aresztowaniem skazując trenera na powszechną nienawiść mieszkańców Flint City a jego rodzinę na ostracyzm?

Słuszna wątpliwość, gdyż z lekką przykrością stwierdzam, że nawet King nie do końca miał tę pewność i w środku historii odszedł od kryminału na rzecz fantastyki. Dlaczego mówię o przykrości? Ponieważ do momentu wolty gatunkowej z tą historią się płynęło gładziutko, jak parowcem przez Missisipi – czy raczej, aby geograficzne się zgadzało, Arkansas, główną rzekę Oklahomy. Był suspens, była niewiadoma. Maitland zabił czy nie zabił? Jak King z tego wybrnie? Nagle otrzymujemy postać nierealną, łatwe do wyjaśnienia zło, nie to tkwiące w człowieku lecz w sferze spoza naszej rzeczywistości. Żenująco proste. Po prostu żenujące. Mistrz poszedł na łatwiznę. Żeby jeszcze to zło było straszne.... Owszem, robi ludziom okropne rzeczy, ale w sumie nic, czego by nie uczynił sam człowiek. Gdyby to właśnie przedstawiciel naszego gatunku okazał się bestią, uderzenie grozy mogło być potężniejsze.

Mistrz odrobinę zawiódł. Zapowiadała się wyjątkowo dobra powieść kryminalna. Jednak to on, to Stephen King, ten sam, o którym nie bez szczypty racji głosi fama, że mógłby opublikować listę zakupów i stałaby się z miejsca bestsellerem. Fani dostają najwyższą jakość stylu oraz mnóstwo smaczków, które wychwycą bez trudu i które sprawią im przyjemność. Prawdziwi kingomaniacy wiedzą przecież, że ich mistrz nie lubi ekranizacji „Lśnienia” dokonanej przez Stanleya Kubricka. Często prywatnie wspomina o wyborze Trumpa na prezydenta jako błędzie popełnionym przez Amerykę. To wszystko można wychwycić na stronach „Outsidera”. A jeżeli ktoś myśli, że nie znajdzie w nim odniesień do wcześniejszej twórczości Kinga tylko dlatego, że akcja dzieje się gdzieś w Oklahomie, a nie w powszechnie uwielbianym Castle Rock lub Derry... cóż, szybko zostanie wyprowadzony z takiego mniemania. Pisarz wie, czym najłatwiej ucieszyć swych wypróbowanych, wieloletnich czytelników. Składam mu hołd wspomnieniem Rity Hayworth, a jeżeli ktoś nie wie dlaczego, nie ma prawa zwać się fanem Stephena Kinga.

Nie mogę skończyć informacją o zawodzie elementem niesamowitości w „Outsiderze”. Byłoby to równoznaczne z postanowieniem o daniu sobie luzu z kolejnymi fantastycznymi dziełami mistrza. Dopadnę je i przeczytam. Jestem szczęśliwym poddanym Jego Literackiej Wysokości, na dobre i na złe. Uznam, że skoro King nie potrafił wybrnąć z paradoksu jednoczesnej winy i jej braku, to nie potrafiłby tego również grający w „Outsiderze” jedną z ważnych ról Harlan Coben. Jestem pewien, że gdyby to on postanowił napisać horror, w pewnym momencie musiałby uciec na znany sobie grunt i zakończyłby przygodę z grozą elementem kryminalnym. Nie mam nic więcej do dodania.

Tytuł: Outsider
Tytuł oryginalny: The Outsider
Autor: Stephen King
Tłumacz: Tomasz Wilusz
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Data wydania: czerwiec 2018
Liczba stron: 640
ISBN: 978-83-8123-266-1