Diabelski Młyn – Aneta Jadowska

Ostatnia bitwa Nikity

Anna Szumacher

Są takie duety, które pasują do siebie idealnie. Jak Shrek i osioł, Sid i Nancy, krem z kury i grzanki… Nikita i Robin to właśnie taki duet. Ich stosunki najlepiej charakteryzuje cytat z najnowszej książki Anety Jadowskiej, czyli „Diabelskiego Młyna”. Na stronie 280 możecie znaleźć fragment: „Robin zaryzykował życie, sięgając po ostatnie kostki czekolady należącej do kobiety w piżamie, z twarzą spuchniętą od płaczu. Cóż, nie od dziś żył na krawędzi”. I to wasze ostatnie spotkanie z tą dwójką… prawdopodobnie.

Tak, nieutuleni w żalu czytelnicy (hm, może bardziej czytelniczki?), trylogia o Nikicie dobiegła końca. Zabójczyni z Zakonu Cieni zrobiła jeszcze jedną, ostateczną rozpierduchę, a trupy latały wysoko, choć nie tak wysoko, jak cyrkowcy z Czarnego Taboru zorganizowanego przez Cygańskiego Księcia. Czy finał, który zaserwowała nam Jadowska, jest satysfakcjonujący? Cóż, w przypadku serii o Nikicie można wręcz zaryzykować stwierdzenie, że pierwszy tom był najsłabszy, a potem było już tylko lepiej. Może właśnie przez partnerską, wyłącznie przyjacielską chemię, która pojawiła się między Robinem i Nikitą, kiedy już ustalili, że może się jednak nie pozabijają. No chyba że to będzie walka o naprawdę ostatnią kostkę czekolady…

Pod koniec drugiego tomu Nikita i Robin narobili zamieszania, ale przy okazji ustalili, że muszą wybrać się do legendarnego Archiwum, bo tam znajdą odpowiedź na pytanie: kim, do diabła, jest Robin i o co w ogóle chodzi z jego nieustannym respawnem. I głównym problemem nie był fakt, że muszą sforsować supertwierdzę pełną maniakalnych zabójców, kontrolowanych przez nadmiernie ambitną szefową Serano (taka Irena wersja max), tylko że droga wiedzie przez Bezdroża. Nikita i Robin sami nie przejadą, bo nawet jeśli są w stanie zabić wszystko, co się rusza, to ich psychika może tej wycieczki nie znieść. Po krótkich ustaleniach dołączają więc do magiczno-cygańskiej odmiany taboru wędrującego przez Bezdroża i to jest początek kłopotów.

No właśnie, choć to wyprawa do Archiwum i odkrycie prawdy w tejże uroczej jednostce administracyjnej miały być głównymi punktami programu, tak naprawdę książka opowiada o czymś zupełnie innym. Nie powiem o czym, po co psuć przyjemność z czytania, ale tytułowy „Diabelski Młyn” ma z tym sporo wspólnego. Co ostatecznie sprawia, że rodzi się we mnie uwaga dotycząca grubości książki: powinna być dwa razy większa, bo sporo wątków zostało potraktowanych po macoszemu i nie jestem – jako czytelnik – usatysfakcjonowana tempem wydarzeń na ostatnich osiemdziesięciu stronach. To wszystko działo się za szybko! A ja chcę wiedzieć więcej o kryształach, siostrach Verde i tym, jak morduje się wampira z Archiwum (prawdopodobnie, w książkowym kontekście, urywając mu głowę). Co dalej z brygadą CK? No i co z tym Robinem? Aneta! Lepiej, żeby łosiek dostał osobną książkę, bo wszystkim – w tym mnie – będzie bez niego dramatycznie smutno.

Podsumowując? To udana, rozrywkowa seria, pełna mordobicia, bogów, zabójców na zlecenie, innych bogów, maniaków, berserków, problemów z rodzeństwem i rodzicami, a wszystko to podlano puszczonym na pełny regulator „Cwałem Walkirii”. Ostatecznie nordyckim metalem, choć w ostatnim tomie pobrzmiewa i tamburyn. Jeśli więc macie kilka wolnych nocy do zarwania, możecie po cykl o Nikicie sięgać śmiało.


Tytuł: Nikita. Tom 3. Diabelski Młyn
Autor: Aneta Jadowska
Data wydania: 01 sierpnia 2018
Liczba stron: 400
ISBN: 978-83-8129-213-9