Dintojra

Ocena: 
0
Brak głosów

Trzy miliony – tyle kosztuje życie Twojej ukochanej. Jeśli skontaktujesz się z policją, umrze. Czekaj na telefon...

 

Każdy koszmar multimilionera, Mariusza Garstki, zaczynał się od lektury listu z żądaniami porywaczy. Powycinane literki z brukowców, posklejane w niezgrabne groźby, wypaliły mu piętno na duszy, które nosił w sobie już prawie rok. Nie potrafił się otrząsnąć. Osiwiał w ciągu tygodnia, a policzki stały się szare i zwiotczałe. Iskra życia opuściła go w dniu porwania. Za każdym razem, gdy się budził, szukał ręką ukochanej, ale druga strona łóżka nadal była pusta.

Eliza zniknęła 13 marca 2017 roku. Gdy widział ją ostatni raz, miała na sobie suknię w czerwone lilie. Wyglądała pięknie. Dlaczego pozwolił jej wtedy pójść do Marty?

Mógł ją zatrzymać (nie mógł, bo Eliza była uparta)...

Pójść z nią (też nie, miał urwanie głowy w firmie)...

Cokolwiek (nie, nic)...

Po ukochanej został jedynie list z pogróżkami wraz z dołączonym zdjęciem poturbowanej twarzy. Odkąd zobaczył tę fotografię, zawsze gdy próbował przypomnieć sobie uśmiech żony, przed oczami stawał mu obraz zakrwawionych ust Elizy.

Warszawska policja prowadziła negocjacje. Kazali mu czekać, nie płacić. W pewnym momencie kontakt z porywaczami się urwał. Ni stąd ni zowąd. Wszystko zostało zamiecione pod dywan, łącznie z nadziejami milionera.

Mariusz poprzysiągł, że odnajdzie Elizę i, jak prawdziwy człowiek sukcesu, po kilku miesiącach dopiął celu...

Łup! Łup! – Uderzenia w bagażnik wyrwały go z zamyślenia. Ford stał oddalony o kilkanaście metrów od Mariusza.

– Leż spokojnie! Pamiętam o tobie... Nigdy nie zapomniałem.

ŁUP! ŁUP! – Huk narastał.

Mariusz wyciągnął zapałki. Ogień zatańczył na knocie znicza. Postawił świeczkę obok kilkunastu innych, już wygasłych. Każdy znicz symbolizował śmierć. Każdy zapalony z innej okazji. Każdy hołdował zemście. Każdy był zakończonym etapem jego prywatnej terapii. Jedno światełko za jedną duszę z grona osób, przez które jego życie zmieniło się w koszmar.

Multimilioner przeżegnał się nad grobem Elizy, wyjął zza paska pistolet i podszedł do samochodu. Otworzył bagażnik. Poświecił latarką. Mężczyzna w środku patrzył na niego błagalnym wzrokiem.

– Nadal uważasz, że niezapłacenie okupu było najlepszym rozwiązaniem, hm? – spytał zakneblowanego. Tamten gorączkowo pokręcił głową, a krople potu spadły na wykładzinę bagażnika. – Komendancie... gdybym wtedy zapłacił, możliwe, że teraz by żyła. Żaden psychol by jej nie poćwiartował! – Przerwał na chwilę. Spojrzał w gwiazdy, odetchnął i powiedział odległym, mglistym głosem: – Gwiazdy są zbyt piękne, żeby na to patrzeć... – Komendant odetchnął. – Ale co zrobić...

 

***

O świcie Mariusz otarł pot z czoła i odłożył szpadel. Na tylnym siedzeniu zostały jeszcze dwa znicze...