All-Star Batman. Tom 2 – Scott Snyder, Jock, Tula Lotay, Giuseppe Camuncoli i inni

Czas apokalipsy

Marek Adamkiewicz

Pierwszy tom ukazującego się w ramach „Odrodzenia” cyklu Scotta Snydera był niezłym czytadłem. Po tym autorze mieliśmy jednak prawo spodziewać się dużo więcej aniżeli ledwie poprawności – to zasługa jego runu w głównej serii o Nietoperzu z „Nowego DC Comics”, a przede wszystkim efekty  pracy w „Detective Comics”, w uniwersum jeszcze sprzed restartu. Kolejna odsłona „All-Star Batman” stała się więc dla Amerykanina doskonałą okazją, by przypomnieć wszystkim, że prowadzony przez niego Mroczny Rycerz potrafi być niezwykle interesującym, wielowymiarowym herosem.

Batman musi tym razem zmierzyć się z zagrożeniem mogącym spowodować katastrofę o globalnych konsekwencjach. Na dalekiej północy bohater musi powstrzymać Mr. Freeze’a przed uwolnieniem zamrożonej od tysięcy lat śmiercionośnej bakterii. Później stara się negocjować z Poison Ivy, by ta nie tylko nie wykorzystywała morderczego potencjału jednej z roślin, nad którą pracuje, ale pomogła mu w opanowaniu szerzącej się w Stanach Zjednoczonych epidemii. Nietoperz musi też zmierzyć się z zabójczą technologią stosowaną przez Jervisa Tetcha w jego kontrolujących umysł nakryciach głowy. To wszystko to jednak ledwie początek prawdziwych kłopotów, bowiem prawdziwym zagrożeniem jest stojąca w cieniu persona, która dąży do końca świata, jaki znamy.

Batman nieraz miał już do czynienia z zagrożeniami na wielką skalę. Snyder ponownie stawia bohatera przed takim wyzwaniem. Tym razem musi zapobiec rozprzestrzenianiu się śmiercionośnego wirusa i odkryć, kto stoi za diabolicznym planem eliminacji życia na ziemi. Trzeba przyznać, że ta opowieść zaczyna się z naprawdę „wysokiego C”. Konstrukcja i klimat zeszytu otwierającego całość jest naprawdę błyskotliwa. Z uwagi na małą liczbę danych jakie otrzymujemy, wielu rzeczy musimy się stopniowo domyślać, a to, co widzimy, fascynuje. Pościg Batmana za Freeze’em śledzimy z zapartym tchem przede wszystkim dzięki temu, że Snyderowi udało się wykreować  klimat, któremu bardzo blisko do rasowego horroru. Autor wykorzystał tu swoje doświadczenie w tym gatunku i zrobił to w przekonujący sposób.

Dobre wrażenie robią także kolejne dwie składowe „Końców Ziemi”. W epizodzie traktującym o Poison Ivy możemy zagłębić się nieco w jej psychikę i uświadomić sobie, że niekoniecznie musi ona być złoczyńcą, bo w tej interpretacji okazuje się kobietą naprawdę niejednoznaczną, a jej motywacje stają się możliwe do zrozumienia i zaakceptowania. Pod względem konstrukcyjnym jest to natomiast segment dosyć standardowy, Snyder odszedł bowiem od widocznych w opowieści o Friesie eksperymentów z formą. Część trzecia stanowi z kolei interesującą podróż w głąb umysłu Mrocznego Rycerza. Autor niespecjalnie rozwija tu główną linię fabularną, ale rekompensuje to, wprowadzając intrygujący wątek próby psychicznego złamania. Wszyscy domyślamy się, jak się on zakończy, jednak stanowi fascynującą wariację na temat psychiki bohatera i nie obraziłbym się, gdyby ten pomysł został kiedyś rozwinięty w jakiejś miniserii.

Pamiętacie „Trybunał Sów”, „Śmierć rodziny” lub „Ostateczną rozgrywkę” z „Nowego DC Comics”? Wszystkie charakteryzowały się niezwykle błyskotliwymi punktami wyjścia i wszystkie, mniej lub bardziej, rozczarowywały w swoich końcowych fazach. Ten element pisarstwa Snydera niestety nie uległ zmianie. „Końców świata” dotyczy dokładnie ten sam problem – mająca spory potencjał opowieść zostaje w finale rozmieniona na drobne przez zastosowanie trywialnych, zbyt łatwych rozwiązań. Prezentuje się on co prawda przyzwoicie pod względem konstrukcyjnym, nie za bardzo można się też przyczepić do tempa akcji, jednak rozwiązanie całej intrygi zawodzi.

Drugi tom „All-Star Batman” prezentuje się bardzo dobrze pod względem graficznym. Najlepiej wypadł chyba Jock, brytyjski plastyk, z którym Scott Snyder współpracował już wcześniej. Jego ilustracje w pierwszym zeszycie robią duże wrażenie, a ich horrorowy klimat potrafi przyprawić o ciarki – są niezwykle sugestywne i zapadające w pamięć. Inny styl przyjęła Tula Lotay, która zrezygnowała z zimnych barw, by zastąpić je cieplejszymi, pustynnymi motywami, co doskonale zgrywa się z  opowieścią z Poison Ivy w roli głównej. Z kolei Giuseppe Camuncoli prezentuje niezwykle efektowne, ostre i nowoczesne rysunki, które choć nie do końca pasują do stylu dwojga poprzednich artystów, to też sprawiają dobre wrażenie.

„Końce świata” to album przyzwoity. Mógł być co prawda nawet rewelacyjny, ale Scott Snyder nieco położył zakończenie tej historii. Tego, mając w pamięci kilka innych jego scenariuszy do perypetii Batmana, można się jednak było spodziewać, więc lepiej skupić się na pozytywach, a tych jest tu naprawdę sporo. Trzy z czterech zeszytów przedstawiających główną opowieść trzyma bardzo wysoki poziom, taki, jakiego nie uświadczyliśmy dotąd w żadnym innym tytule „Odrodzenia” z Nietoperzem w roli głównej. To dobrze rokuje na przyszłość, a gdy Snyder poprawi finisz, możemy otrzymać coś naprawdę godnego zapamiętania.

Tytuł: Końce świata
Seria: All-Star Batman
Tom: 2
Scenariusz: Scott Snyder
Rysunki: Jock, Tula Lotay, Giuseppe Camuncoli, Francesco Francavilla
Kolory: Francesco Francavilla, Matt Hollingsworth i inni
Tłumaczenie: Tomasz Sidorkiewicz
Tytuł oryginału: All-Star Batman Vol. 2: Ends of the Earth
Wydawnictwo: Egmont
Wydawca oryginału: DC Comics
Data wydania: lipiec 2018
Liczba stron: 132
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Papier: kredowy
Format: 165x255