Ultimate Spider-Man, tom 1 – Brian Michael Bendis, Mark Bagley

Face lifting z lamusa

Maciej Rybicki

O twórczości Briana Michaela Bendisa pisałem dużo. Trudno się zresztą temu dziwić, to bowiem scenarzysta ponadprzeciętnie płodny. Ta obfitość częściowo przekłada się zresztą także i na jego popularność. Równie istotna jest też umiejętność poruszania się w rozmaitych, często wyraźnie różnych od siebie stylistykach. I choć obecnie polski czytelnik najczęściej zachwyca się tą brudną, mroczną stroną Bendisa, pokazaną choćby w „Daredevilu” czy „Jessice Jones”, warto jednak pamiętać, że jego kariera w Marvelu zaczęła się na dobrą sprawę od powierzenia mu „Ultimate Spider-Man” – jednej z flagowych serii właśnie startującego uniwersum Ultimate.

Przed Bendisem stało niemałe wyzwanie – napisać na nowo origin Pajęczaka w taki sposób, aby jednocześnie trafiał we wrażliwość współczesnej (ówczesnej) młodzieży, a jednocześnie unikał infantylności, jaką czasem zarzucano oryginalnej historii autorstwa Stana Lee. I trzeba przyznać, że wywiązał się z powierzonego mu zadania w sposób niemal idealny. Po pierwsze, zachował jak najbardziej klasyczny schemat, w którym Peter Parker jest zwyczajnym kujonem w jednym z nowojorskich liceów. Wszystkie kluczowe elementy układanki są więc znane: ciocia May i wujek Ben, ugryzienie przez radioaktywnego pająka, pojedynki zapaśnicze, zabójstwo wujka Bena, paczka szkolnych znajomych itd. Amerykański scenarzysta przełożył jednak tę historię na język współczesności. Wiele zyskują dzięki temu np. postacie wspomnianego już wujka Bena czy choćby Normana Osborna. Jednak kluczowe wydaje się osadzenie „Ultimate Spider-Mana” nie tylko w konwencji bohaterskiej, ale przede wszystkim klasycznej teen dramy. Owszem, były one niezwykle istotne w oryginalnej kreacji Stana Lee i Steve’a Ditko, ale w przypadku „Ultimate Spider-Mana” mamy już do czynienia z konwencją znacznie bardziej ugruntowaną – szczególnie na gruncie amerykańskiej popkultury. Ogromną rolę spełniają także dialogi. Pisząc je, Bendis wykonał fenomenalną pracę. Brzmią bowiem nie tylko wiarygodnie (co nie jest takie oczywiste, gdy trzydziestokilkulatek pisze kwestie nastolatków), ale są także dynamiczne, napędzają fabułę i nie nudzą. Dzięki temu komiks zasadniczo adresowany do młodzieży z powodzeniem trafia też do znacznie starszego czytelnika.

Dobrze prezentują się także prace Marka Bagleya. Jest on na naszym rynku dobrze znany ze swego nieco przerysowanego stylu (szczególnie przy rysowaniu Spider-Mana), jednak to właśnie „Ultimate Spider-Mana”  można nazwać jego najbardziej udanym dziełem.  Ma nie tylko wyrobioną kreskę, ale z łatwością potrafi też nadać postaciom indywidualny sznyt. Zresztą widać sporo pracy koncepcyjnej włożonej w stworzenie uwspółcześnionych projektów znanych od lat postaci: Spidera/Petera, jego rodziny, przyjaciół i przeciwników. Gdy dodamy do tego,  plansze, bogate w detale i ornamentykę (co bynajmniej nie jest regułą w przypadku jego bardziej współczesnych komiksów), widać wyraźnie, że należą się Bagleyowi słowa sporego uznania.

Pierwszy tom „Ultimate Spider-Mana” to lekko sentymentalna podróż do początków XXI stulecia. Widać, że komiks ten nieco się zestarzał, ale to nie powinno dziwić. Zmieniają się mody, zmienia się technologia itd. Jednocześnie nic a nic nie straciły jego warstwy fabularna i narracyjna. Historia napisana przez Lee i Ditkę, a na nowo opowiedziana przez Bendisa, wciąż broni się znakomicie, co potwierdza jej uniwersalny wymiar. Jest to także kolejny dowód na to, jak udaną kreacją jest sam Spider-Man, który od przeszło pięćdziesięciu lat porusza czytelników i przypomina im, że z wielką mocą przychodzi też wielka odpowiedzialność. I że choćbyś nie wiem co potrafił, koniec końców stajesz w sytuacjach, gdy jesteś przeciętniakiem. W tym sensie „UItimate Spider-Man” ma szanse trafić także w gusta odbiorców, którzy na co dzień trzymają się z dala od komiksów czy seriali adresowanych do młodzieży. Nawet jeśli można mieć wątpliwości czy ta seria jest faktycznie opus magnum Bendisa (pod względem objętości z pewnością – Amerykanin odpowiadał za nią przez bite kilkanaście lat), nie ulega kwestii, że  to komiks wysokiej próby. Cieszy więc fakt, ze Egmont postanowił przypomnieć go polskiemu czytelnikowi.


Tytuł: Ultimate Spider-Man
Tom: 1
Scenariusz: Brian Michael Bendis
Rysunki: Mark Bagley
Tłumaczenie: Marek Starosta
Tytuł oryginału: Ultimate Spider-Man The Ultimate Collection Book 1 (Ultimate Spider-Man #1-13)
Wydawnictwo: Egmont
Wydawca oryginału: Marvel Comics
Data wydania: maj 2018
Liczba stron: 348
Oprawa: twarda
Papier: kredowy
Wydanie: I
ISBN: 978-83-281-2663-3