Transmetropolitan. Tom 1 – Warren Ellis, Darick Robertson

Gonzo przyszłości!

Marcin Knyszyński

Myślicie, że „Kaznodzieja” jest komiksem obrazoburczym, epatującym przemocą, wulgaryzmami i trochę przejaskrawioną wizją świata? No to mam dla was rzecz jeszcze bardziej kontrowersyjną. Pierwszy tom zbiorczego wydania „Transmetropolitan” Warrena Ellisa i Daricka Robertsona zabiera nas w szaloną podróż do Miasta przyszłości, gdzie królują narkotyki i zbrodnia, a szacunek dla drugiego człowieka nie istnieje. Poznajcie Pająka Jeruzalema, ćpuna, degenerata, dziennikarza i antybohatera, którego nie sposób zapomnieć. Tak samo jak nie sposób zapomnieć pewnego kulturowego i kultowego zjawiska sprzed półwiecza, jakim było gonzo – dziennikarstwo pewnego szalonego Amerykanina, Huntera S. Thompsona.

Thompson pisał artykuły o ówczesnym amerykańskim społeczeństwie, tkwiąc zawsze w środku omawianych wydarzeń i nierzadko aktywnie w nich uczestnicząc. Pisane były dosadnym, wulgarnym językiem, z ekstremalnie subiektywnym komentarzem obserwowanych zdarzeń oraz często (prawie zawsze) pod wpływem środków odurzających. Trafiały do redakcji przeważnie w ostatniej chwili przed oddaniem numeru do druku, czyli bez szans na redakcję. Pająk Jeruzalem, sławny na cały świat autor dwóch kontrowersyjnych książek o polityce, robi dokładnie to samo. Poznajemy go w momencie, gdy tkwi w swojej pustelni w górach, do której uciekł od świata, fanów, zgiełku, kultury i znienawidzonej rzeczywistości. Ale rzeczywistość upomina się o Pająka – wydawca, który zlecił mu przed pięcioma laty napisanie dwóch kolejnych książek i zapłacił mu za to kupę kasy z góry, chce odebrać swoje zamówienie. Pająk, który forsę przepił, przepalił i przepuścił w najróżniejsze sposoby przez swój organizm, musi wracać do Miasta, bo  potrafi pracować tylko w bezpośrednim kontakcie z rzeczywistością, którą opisuje.

A cóż to za rzeczywistość! Miasto, które przedstawiają nam autorzy komiksu, to futurystyczna Sodoma i Gomora. Każdy metr kwadratowy powierzchni budynków zajęty jest przez telebimy, reklamy, billboardy i neony. Cyberpunkowe społeczeństwo Miasta jest oczywiście „post-” i „trans-” jak tylko się da – możesz tu być rozumną chmurą złożoną z nanobotów, gadającym psem zatrudnionym w policji, człowiekiem z genomem pozyskanym od obcej cywilizacji, głową w słoju lub bezpłciowcem. Wszyscy są uzależnieni – od narkotyków, adrenaliny, papierosów, alkoholu, mediów, informacji, pędu, rywalizacji, cielesnych modyfikacji, od samego uczucia bycia uzależnionym. Pająk pali papierosa na każdym obrazku – podejrzewam, że pali też przez sen. Do tego, aby w ogóle funkcjonować w znienawidzonym Mieście, potrzebuje wazopresyny, czystej kofeiny, dopalaczy, ginkgo biloba, guarany i wszystkiego innego co wspomaga umysł i zostało kiedykolwiek wymyślone przez ludzką cywilizację. Kurczę, tutaj nawet automaty kuchenne jadą na prochach (a dokładniej na halucynogenach)!

Pająk Jeruzalem jest ucieleśnieniem nienawiści. Nienawidzi wszystkiego – ludzi, telewizji, władzy, konsumeryzmu, konformizmu, korupcji, religii i chyba przede wszystkim siebie. Swój pobyt w Mieście (które prawdopodobnie jest jednym z koszmarów Chucka Palahniuka, także piętnującego drogę, jaką obrał nasz McŚwiat) rejestruje, gadając do dyktafonu i tworząc w ten sposób swoją wersję gonzo dwieście lat po Thompsonie. Sprawy załatwia tak jak inny bohater, którego inne Miasto doprowadziło do ostateczności – Michael Douglas w filmie „Upadek” – brutalnie, z szaleństwem w oczach i bez litości. Z jedną tylko różnicą – za broń służy mu maszyna do pisania, a nie karabin maszynowy. I jako potomek pochodzący z tajnego związku Thompsona, Palahniuka i bohatera „Upadku”, czyni z dziennikarstwa najskuteczniejszą i najstraszniejszą broń przeciwko skorumpowanemu światu przyszłości.

Bo czym jest dziennikarstwo według Jeruzalema? Teoretycznie powinno być obiektywnym, rzetelnym komentarzem do rzeczywistości, bez politycznych powiązań i wpływów jednej bądź drugiej strony barykady. Dobrze wiemy, że nie zawsze tak jest. Orientacja polityczna i światopoglądowa czasopisma często wypacza obiektywizm dziennikarskiej relacji. Zwłaszcza takiej tworzonej dla pieniędzy – „no fajnie, ale skoro ci płacimy, to pisz to raczej w ten sposób”. Pająk Jeruzalem jest zupełnie innym reporterem niż wszyscy inni. Nigdy nie napisze czegoś, z czym się nie identyfikuje. Dla niego dziennikarstwo jest bronią, jednostrzałowym pistoletem, który trzeba raz a dobrze wycelować. Wszystko po to aby zasiać strach w duszy przestępcy; zdemaskować brud i zgniliznę; pokazać sterowanym przez władzę manekinom, że są ubezwłasnowolnione i dodatkowo za to płacą; obnażyć kłamstwa religii i wszelkich kościołów, które w świecie „Transmetropolitana” powstają każdego dnia. Wszyscy „źli ludzie” są u Warrena Ellisa naprawdę bardzo, bardzo źli. Takie trochę jednowymiarowe modele idealnego zła, idealnie czarne figurki na szachownicy, naprzeciw której staje jedna biała, choć też pomalowana na czarno – Pająk Jeruzalem.

Pająk jest całkowicie nieobiektywny. Ma swój własny, pokrętny kodeks moralny, ukształtowany przez świat, w jakim się wychował. Jego przekaz to improwizacja, brak jakichkolwiek planów i schematów, walka o dotarcie do Prawdy, która zawsze ukrywa się pod głęboką warstwą łajna i dlatego nikomu nie chce się po nią sięgać. Ale czy tak skrajnie subiektywna wizja świata jest zatem lepsza od tych sympatyzujących z jedną, drugą czy trzecią partią polityczną? Na pewno jest o wiele bardziej szczera. „Transmetropolitan” to komiks o mocno anarchistycznej wymowie, podszyty takim trochę hippisowskim buntem, który kontestuje schorzałą rzeczywistość ale nie daje lekarstwa na jej wyleczenie. Pająk to postać kontrowersyjna, wulgarna i chamska, jakże inna od innego znanego komiksowego anarchisty ­V z „V jak Vendetta” Alana Moore’a. Nasz dziennikarz gdzieś tam w głębi ma dobre serce, ponieważ próbuje walczyć o Prawdę, chociaż są to przede wszystkim próby zburzenia budynku bez planów jego odbudowy. V również to robił, był chyba jednak trochę bardziej świadomy faktu, że anarchia jest formą organizacji społeczeństwa stawiającą bardzo wysokie wymagania wobec jego członków. I to nie ona ma odbudowywać, lecz dać szansę na odbudowę. Pająk chyba tego nie wie. Albo jeszcze nie wie – przeczytałem przecież dopiero pierwszy tom.

Pierwszy tom „Transmetropolitana” to raczej długa ekspozycja i przedstawienie świata przyszłości. Nie widać jeszcze, aby rysował się jakiś główny wątek fabularny. Poznajemy kilku najważniejszych aktorów (np. wiecznie wkurzoną i nieszczęśliwie zakochaną w pewnym transczłowieku asystentkę Pająka i głównego redaktora „Słowa”, który telefoniczną rozmowę z dziennikarzem zawsze rozpoczyna krzycząc: „Gdzie jest mój p…lony artykuł, Pająk?!!!”). Rysunki są znakomite, realistyczne z pewną nutą karykatury i wielką, wielką dbałością o szczegóły scenografii. Darick Robertson stworzył kadry, na których warto się czasem zatrzymać na dłużej, gdyż możemy przegapić wiele fajnych rzeczy.


Tytuł: Transmetropolitan. Tom 1
Seria: Transmetropolitan
Tom: 1
Scenariusz: Warren Ellis
Rysunki: Darick Robertson
Tłumaczenie: Krzysztof Uliszewski
Tytuł oryginału: Transmetropolitan. Back on the Street (#1-3); Transmetropolitan. Lust for Life (#4-12)
Wydawnictwo: Egmont
Wydawca oryginału: DC Vertigo
Data wydania: kwiecień 2018
Liczba stron: 288
Oprawa: twarda
Papier: kredowy
Format: 175 x 265
Wydanie: I
ISBN: 9788328134072