Pierdolus hau hau

Ocena: 
0
Brak głosów

Rodzice często mi powtarzali, że biedronki przynoszą szczęście, więc kiedy zauważyłam jedną na trawniku, nie mogłam się powstrzymać, żeby nie wziąć ją na palec i popatrzeć na tę czerwono-czarną słodycz.

– Cześć, robaczku – powiedziałam, trzymając owada na zielonym paznokciu kilkanaście centymetrów przed twarzą.

– Spierdalaj – usłyszałam w odpowiedzi.

No cóż… Moja twarz zaczęła żyć własnym życiem i zbaraniała. Dosłownie. Straciłem niebieskie oczęta i blond fryzurę, a w zamian dostałam głowę barana. Wiecie, wełna, kebaby, te sprawy…

– Ale jak to?

– Co jak to? – fuknęła biedronka i przelazła mi przez dłoń. Była już na nadgarstku i parła dalej.

Sama nie wiedziałam, o co pytać. Jak to się dzieje, biedroneczko, że, o cholera, nie mam twarzy? Czy może: łojej, gadająca biedronka?

Okazało się, że owad był telepatą.

– Ano tak to, że jesteśmy w Czarnobylu, dziewczyno. Ja mówię, a ty jesteś nienormalna.

Biedronka wlazła mi na ramię i, wzbiwszy się na skrzydłach, usiadła na moim uchu.

– Hę? Nie, nie… Na podwórku jesteśmy. Znaczy moim. O, tam Ciapek w budzie dyszy, bo mu gorąco.

– Tak? – Biedronka zdziwiła się niepomiernie. – Hmm, to może mnie popierdoliło?

– Może i tak… – Pokiwałam z zadumą głową. – A jak to będzie z tym szczęściem? Podobno biedronki przynoszą go dużo.

– Noo, mam tego trochę, ale rodzice mówili mi, żebym się szczęściem nie dzieliła. – Biedronka zrobiła wielkie oczy, a potem dokończyła konspiracyjnie: – Bo mało go na świecie jest.

Przyznałam rację, żwawo potakując.

– Tak, tak, racja… No, ale gdyby tak… ze czterdzieści deko?

– Dziesięć! – oburzyła się biedronka.

– Trzydzieści! Każdy zasługuje na szczęście!

Biedronka sfrunęła z mojego ucha i z powrotem usiadła mi na paznokciu.

– Dwadzieścia dekagramów szczęścia i uściśnijmy sobie dłonie.

Zgodziłam się.

– A jak mi je przekażesz, biedroneczko?

– Właściwie to nie biedroneczko. Coccinella septempunctata jestem. Dla przyjaciół Coccinella.

– Ania.

Położyłam się na trawie. Źdźbła przyjemnie kłuły w łydki i łaskotały szyję. Nuciłam Somewhere over rainbow, a Coccinella wirowała w powietrzu. Miałam już normalną głowę i cieszyłam się z tego, ale ciepełko na twarzy było tak przyjemne, że zaczęłam usypiać.

Co się liczyło? Barany czy biedronki?

Jeden, dwa, trzy, cztery…

Nie. Nie cztery. Była tylko jedna biedronka – Coccinella. I wirowała w powietrzu, tuż nade mną, przed moimi oczami.

Wirowała, wirowała i wirowała…

Ciekawe, jak to jest być biedronką?

 

***

 

Otworzyłam oczy. Moje lustrzane odbicie siedziało i poruszało palcami.

A ja…

– Ania!

– Coccinella!

– Jesteś mną!

– No, kurwa, chyba tak!

– Jak to się stało?

Coccinella w moim ciele, to znaczy w ciele siedemnastoletniej dziewczyny, podniosła mnie z ziemi i oznajmiła:

– Anka, myśmy zioło paliły. Jak Boga kocham, tak było.

Ja, jako biedronka, starałam się wysilić pamięć.

– Taak? No to chyba będzie dobrze… Faza przejdzie.

 

***

 

– Nie przejdzie – obwieścił smutno lekarz.

Rodzice obydwu dziewczyn byli zszokowani. Patrzyli na siedzącą na podłodze blondynkę z biedronką na palcu. Nastolatka i owad to chichotali, to mówili bez składu i ładu.

– To zioło z gatunku pierdolus hau hau. Nie tylko wywołuje halucynacje i plącze myśli, ale też je materializuje bądź przetwarza.

– Co to znaczy? – jęknęła matka Oli, dla przyjaciół Coccinelli.

– To, że cokolwiek pomyślą sobie dziewczyny, stanie się częścią rzeczywistości. Już widzieliśmy przemianę w biedronkę, baranią głowę i zamianę ciał. Co jeszcze? Nie wiem. Wszystko zależy od wyobraźni pacjentek.

– Och, doktorze! I co teraz? – załkała jedna z kobiet.

Mężczyzna zdjął okulary, przetarł je białą chustą, po czym założył z powrotem. Wyjął z kieszonki fartucha małą paczuszkę – zafoliowane pierdolus hau hau – i popatrzył na zdesperowaną grupkę.

– Zawsze możecie sobie wyobrazić, że dziewczęta są całe i zdrowe.

– To znaczy?

Lekarz uniósł wysoko palec.

– Nie wiem, jak wy – rzekł ochoczo – ale ja bym sobie zapalił.