Uncanny X-Force. Era Archangela – Rick Remender, Jerome Opeña, Esad Ribić i inni

Mała Apokalipsa

Maciej Rybicki

Pierwszy tom pisanego przez Ricka Remendera „Uncanny X-Force” wyróżniał się przede wszystkim wyjątkową dosadnością i brutalnością, niespotykanymi wręcz w głównonurtowych komiksach o mutantach. Po dodaniu do tego dobrze poprowadzonych postaci i niezłej oprawy graficznej otrzymaliśmy komiks naprawdę godny uwagi. Apetyt na kontynuację był zatem spory. Nieco ponad pół roku po premierze pierwszej części dostaliśmy więc do ręki kolejną odsłonę tej cieszącej się sporym uznaniem serii.

Punktem wyjścia fabuły stają się coraz dalej idące zmiany w psychice Archangela. Warren zrywa wreszcie więzy z dotychczasowymi współpracownikami i przechodzi na „ciemną stronę”, przejmując dziedzictwo Apocalypse’a. Jednocześnie pozostali członkowie X-Force borykają się z innymi problemami, włączając w to przedostanie się do mediów informacji o istnieniu „mutanckiego oddziału do brudnej roboty”. A potem robi się… jeszcze ciekawiej! Koniec końców sytuacja z Archangelem staje się na tyle poważna, że w poszukiwaniu rozwiązania zespół wyrusza do Ery Apocalypse’a. Fani mieszania różnych rzeczywistości, istniejących w ramach uniwersum Marvela, powinni więc być usatysfakcjonowani. Przy tej okazji na stronach komiksu goszczą bowiem rozmaite alternatywne wersje znanych postaci: m.in. Nightcrawlera, Sabretootha, Sunfire’a czy Jean Grey… co powoduje zmieszanie. Zresztą, wzajemne relacje bohaterów „Uncanny X-Force” nie należą do łatwych. Sporo tu więc gierek i wzajemnej nieufności. Warto wspomnieć, że niemałe znaczenie ma też bagaż przeszłości – szczególnie gdy popatrzymy na (ponownie) konfrontującego się ze swoimi demonami Wolverine’a. Wszystko to jest niewątpliwym plusem komiksu. Nieco mniej entuzjazmu budzi sama fabuła. Pomijając już oklepany motyw kolejnej podróży do innej rzeczywistości, żeby zapobiec „wielkiemu złu”, to przede wszystkim nieco zawodzi „questowy” charakter samej fabuły. Paradoksalnie choć zasadnicza jej oś opiera się na wyraźnym schemacie, narracja jest jednak dość chaotyczna. Nietrudno więc zgubić wątek, czy też po prostu „przełączyć się” na proste przerzucanie stron, bez skupiania się na szerszym kontekście pokazywanych wydarzeń. No ale może to po prostu taka Remenderowska maniera (pamiętam, że podobne wrażenie miewałem choćby przy okazji lektury „Uncanny Avengers”). Zawodzi też sięgnięcie w kluczowym momencie po klasyczne rozwiązanie typu deus ex machina. Na szczęście jest tu jeszcze kilka elementów podnoszących wartość tego komiksu: sceny wizji Psylocke czy, stanowiące w miarę niezależne historie, zeszyty #8 i #9 (szczególnie #9!) – to prawdziwe perełki.

Pozytywne wrażenie robi także oprawa graficzna „Ery Archangela”. Choć jest to kolejny przykład albumu, przy którym pracowało wielu artystów – niejednolitego pod względem kreski – to trzeba zauważyć dwie rzeczy. Remender (a może redakcja?) wymusił na współpracujących z nim grafikach podporządkowanie się ustalonemu kanonowi przedstawiania bohaterów. Innym z elementów łączących wszystkie składające się na ten komiks fragmenty są niezwykle gęste plansze (wyjątek to bardzo specyficznie rozplanowany zeszyt #9). Plany są głębokie a na kadrach widnieje mnóstwo szczegółów. Gdy dodamy do tego dość jaskrawą (mimo stonowanych kostiumów głównych bohaterów) kolorystykę, komiks wygląda po prostu bardzo dobrze. Fani X-Menów z lat 90. pewnie ucieszą się, widząc prace Marka Brooksa – bardzo bliskie szkicom Jima Lee. Nie zawodzą także Jerome Opeña i Esad Ribić. Strona wizualna nierzadko robi więc wrażenie nawet lepsze niż scenariusz.

Czy „Era Archangela” jest więc równie udana jak tom otwierający serię Remendera? Trudno powiedzieć. Na pewno zawiera te same elementy, stanowiące o atrakcyjności: bezkompromisowe, nieco brutalne podejście do konwencji superbohaterskiej, ważnośćrelacji pomiędzy postaciami, wreszcie stojącą na wysokim poziomie oprawę graficzną. Mimo tego Remenderowi nie udało się ustrzec pewnych niedociągnięć: chaotycznej narracji czy też momentami naciąganej fabuły. W tym sensie drugi tom „Uncanny X-Force” nieco rozczarowuje – jakby w próbie znalezienia drogi pomiędzy komiksem poważniejszym a typowym superbohaterskim mordobiciem brakowało wystarczająco mocnego pomysłu. Trochę szkoda, bo punkt wyjścia jest niewątpliwie intrygujący. Tak zostaje komiks po prostu solidny, jednak gdybym miał powiedzieć, czy czekam na kolejny tom, to odpowiedziałbym, że niespecjalnie.

Tytuł: Era Archangela
Seria: Uncanny X-Force
Tom: 2
Scenariusz: Rick Remender
Rysunki: Billy Tan, Mark Brooks, Scott Eaton, Jerome Opeña, Esad Ribić i Robbi Rodriguez
Tłumaczenie: Tomasz Sidorkiewicz
Tytuł oryginału: Uncanny X-Force #8-19
Wydawnictwo: Mucha Comics
Wydawca oryginału: Marvel
Data wydania: kwiecień 2018
Liczba stron: 288
Oprawa: twarda
Papier: kredowy
Wydanie: I
ISBN: 978-83-65938-09-1