Chciałbyś być robotem?

Autor: 
Ocena: 
0
Brak głosów

Wynalazca westchnął z wysiłku i spojrzał na stół roboczy. Między splątanymi, niepasującymi do niczego kabelkami, stosami przepalonych żarówek i stertami pokreślonego papieru, stał robot.

SI04, niezbyt piękna, lecz być może doskonalsza wersja człowieka. Wynalazca włączył malutki ekran i czekał aż SI04 będzie gotowy do pracy.

Robot wydał z siebie kilka piknięć. Wreszcie na ekraniku wyświetliło się powitanie.

– M-mam dla ciebie książkę – wydukał wynalazca, nieco onieśmielony własnym dziełem. – Dostojewski. Przeczytasz i powiesz mi co o tym sądzisz.

 

Wynalazca nazywał się Grzegorz Sadowski. Uważano go za guru dziwaków i geniuszy, człowieka może i mądrego, ale zbyt ekscentrycznego. O tym, że przebywanie w jego towarzystwie było na dłuższą metę nie do zniesienia, wiedzieli wszyscy, których sytuacja zmusiła by podjąć z nim rozmowę. Po piętnastu minutach konwersacji niedotyczącej sztucznej inteligencji, czy jakiegoś osobliwego wynalazku, Sadowski nudził się i okazywał to rozmówcy na wszelkie możliwe sposoby. Faktu, że doczekał się syna, nikt nie potrafił zrozumieć.

Wynalazca obiecał sobie, że odwiedzi chłopaka podczas świąt, lecz w decydującym momencie okazał się być zajęty czymś innym. Z przerażeniem pojął, że nie widział własnego dziecka od dwóch lat, ściślej mówiąc od momentu pamiętnej awantury, podczas której Marcin wypomniał ojcu wszystkie zaniedbane obowiązki. Dlatego też, gdy przed tygodniem Sadowski otrzymał wiadomość, że syn go odwiedzi, nie mógł w to uwierzyć.

W niedzielny poranek ubrał się staranniej niż zwykle, wytarł kurz ze stojących na widoku sprzętów, naprawił nawet cieknący kran. Z ciężkim sercem przeniósł część wynalazków do piwnicy. Chociaż jego dom wciąż był daleki zwykłej, ludzkiej siedzibie, zmalały szanse na to, że Marcin w nim zabłądzi.

Sadowski nie pamiętał, kiedy ostatnio doprowadził mieszkanie do takiego stanu. Zbyt dawno temu, szepnął złośliwy głosik w jego głowie.

Wynalazca postanowił spędzić ostatnie godziny przed przyjazdem syna w pracowni. SI04 skończył już z Dostojewskim i zabrał się za Conrada.

– „Lord Jim” czy jednak „Zbrodnia i Kara”? – zagadnął Sadowski.

Na ekranie wyświetlił się komunikat:

„Zbrodnia i Kara” to dłuższa książka. Więcej czasowników to więcej akcji. To lepsza książka.

No dobrze. A twoje… przeżycia?

Nieznane polecenie.

– Wciąż nie jesteś jak człowiek – mruknął wynalazca i zaczął rozglądać się za skrzynką z narzędziami.

 

Sadowski, ssąc poraniony palec, klął jak szewc. SI04 zresetował się, wyświetlił kilka absurdalnych komunikatów, wreszcie w ogóle przestał działać. Sadowski założył, że problem tkwi w jednej z kilkunastu baterii, spróbował więc ją wymienić. Mechanizm okazał się jednak złośliwy – klapka zatrzasnęła się na dłoni Sadowskiego, któremu z bólu stanęły łzy w oczach.

– Tato! – krzyknął Marcin, który właśnie wszedł do domu. – Już jestem!

Wynalazca zapomniał o poranionym palcu. Dawno niesłyszany głos przypomniał mu, czym jest tęsknota.

 

– U mamy wszystko dobrze? A u… Baśki? Super, super. – Wynalazca miotał się po kuchni, szukając puszki z herbatą. – Powiedz mi jeszcze jak ci idzie na studiach. Dalej jesteś prymus? – zaśmiał się, lecz mina szybko mu zrzedła, bo właśnie przypomniał sobie o zepsutym czajniku.

– Nie studiuję od dwóch lat. Byłem w Londynie. Zarabiałem. Teraz ja i mama prowadzimy knajpę. Z Baśką już dawno nie jestem – wyrecytował Marcin. – A co u ciebie… tato?

Wynalazca milczał przez chwilę. Porzucił pomysł zrobienia herbaty, patrzył za to na syna jakby go widział pierwszy raz w życiu.

– No… u mnie po staremu. Współpracuję z uczelnią, a mój robot… Właśnie, jeszcze ci nie mówiłem. Stworzyłem coś wspaniałego. Naprawdę – podkreślił, widząc niedowierzanie Marcina.

– Cieszę się.

Chłopak patrzył przez chwilę na ojca. Zestarzał się, ale wciąż żył dla swoich dziwacznych i niepraktycznych wynalazków. Gdy tylko wspomniał o robocie, natychmiast się rozweselił.

– Może mi go pokażesz? – zaproponował Marcin, gdy cisza stała się nie do zniesienia.

 

Ojciec majstrował przy kablach. Jakiś dziwaczny twór, który przypominał Marcinowi wybebeszony komputer, pikał wściekle, gdy wynalazca starał się go uruchomić.

– No! – Sadowski odszedł od SI04. – Chyba się udało…

Ekran powoli się załadował. Wreszcie ukazał się komunikat:

W pobliżu nowy użytkownik. Karta kredytowa numer…

Czyż nie jest wspaniały?

Jutro egzekucja komornicza. Dane figurują w…

Wynalazca zamarł.

– Chyba coś się zepsuło – mruknął.

– Właściwie to…

– Co?

– Tato… – Marcin westchnął. – Nie sądziłem, że będę musiał powiedzieć ci to w takich okolicznościach, ale to prawda, mamy długi. Prawie dziesięć tysięcy. Zastanawiałem się, czy ty…

– Przyjechałeś po pieniądze.

– Nie tylko – powiedział szybko Marcin. – Najpierw chciałem porozmawiać…

– A później…

Robot znowu zapikał, pojawił się nowy komunikat:

Pieniądze

Dostojewski

Egzekucja

Kolejne słowa przestały być możliwe do odczytania, tak szybko się zmieniały.

Wynalazca zaklął.

– Nigdy nie będziesz człowiekiem! – jęknął.

Dziękuję.