Sennik nie z tej ziemi

Ocena: 
0
Brak głosów

Can win only…

 

 

one of us. Like a Connor, like a Roland. Nie chcę żyć wiecznie, ale skojarzenia same mi się nasuwają, gdy spoglądam na te zgliszcza. Rozglądam się i widzę resztki ścian, pomieszczenia bez okien, bez dachu i bez dna. Podświadomość podpowiada mi, że kiedyś był to jakiś wieżowiec.

Nie wiem, jak się w nim znalazłem i nie mam pojęcia, co się stało. Musiał być jakiś kataklizm. Apokalipsa? Możliwe, ale nie znajduję się w Mrocznej Wieży, choć mam wrażenie, że stoję pośrodku wszechświata.

Na szczęście nie jestem sam. Ktoś jest ze mną. Jakiś młody mężczyzna. Nie potrafię określić, kto to, ale wiem, że go znam. Przynajmniej powinienem go znać, ponieważ on zdaje się znać mnie.

Idziemy po gruzach. On idzie przede mną.

– Tam już nic nie ma – mówi. Po chwili jednak marszczy brwi i zmienia zdanie. – Jest jeszcze jedno pomieszczenie.

Teraz się czołgamy. Przedostajemy się pod zwieńczoną łukiem ścianą. To pomieszczenie jest dużo większe, musiało być kiedyś salonem. Zostały po nim tylko zgliszcza i gruzy. Wstajemy. Młodzieniec podchodzi do ściany z jedyną ramą okienną. Kuca i rękami rozgrzebuje gruzy.

– Wstajemy, więcej złomu tu nie znajdziemy – mówi i podaje mi pognieciony drut.

Nie wiem, kiedy staję się jego mamą. Jednak nie to jest najdziwniejsze.

– Tam jest coś jeszcze.

Mężczyzna podchodzi do resztek drugiej ściany i podnosi z podłogi stare łóżko. W tym momencie staję się nim.

Odrzucam żelastwo i widzę dziurę, a w niej patrzące na mnie dwie pary dzikich, płonących złością i wścieklizną ślepi. Nie rozpoznaję ich właścicieli. Są to krzyżówki kotów z psami. Między nimi leży zwinięty, ale z uniesioną głową i przygotowujący się do ataku, wąż. Spogląda na mnie ironicznie i co chwila wysuwa język. Nie syczy.

Nie wiem, skąd się pojawia mój pies. Najwierniejszy przyjaciel sczepia się z jednym z kotopsów. Razem wyskakują przez ramę okienną i lecą w przepaść. Ja łapię węża za szyję, ale mnie kąsa i z wściekłością go odrzucam. Mój przeciwnik podąża za psem.

Myślę, że nie potrzeba wielkiej analizy, aby odkryć znaczenie tego snu i kryjących się w nim symboli.

 

Nie przypuszczałem, że po prawie jedenastu latach wrócę do “Sennika nie z tej ziemi” i napiszę czwarte opowiadanie z tego cyklu. Zostałem do tego jednak zmuszony. Dziś jest trzydziesty pierwszy marca. Ten sen miałem zaledwie kilka dni temu. Ale był tak realny, że zapamiętałem go ze wszystkimi szczegółami.

 

Nie wiem, kim jesteś – czy jesteś mężczyzną, czy kobietą. Wiem za to, że wygrać może tylko jedno z nas. Życie nauczyło mnie nie podnosić rękawicy, tylko ją rzucać. Dlatego, jeśli to teraz czytasz, podnieś ją.