Eksperyment

Ocena: 
0
Brak głosów

Otworzyła okno i do pokoju wleciało ciepłe lipcowe powietrze. Od paru dni panował nieznośny upał, a noc przynosiła niewielką ochłodę. Wiki zapaliła papierosa i wypuściła dym z płuc. Zerknęła na zegarek. Wskazywał siedemnaście minut po trzeciej, ale czuła się, jakby był środek dnia. Koszmary budziły ją o tej samej godzinie od ponad trzech miesięcy i jedynie papieros mógł odgonić złe myśli. Wiki zaciągnęła się ponownie. Wiedziała, że sny są wynikiem eksperymentu, w którym brała udział, jednak ich realistyczność porażała.

Usiadła na szerokim parapecie, podciągnęła nogi i oparła głowę o framugę okna. Zapatrzyła się w gwiazdy. W snach wszystko wydawało się proste: pociągnąć za spust, wbić nieznajomemu nóż w plecy, otruć zagranicznego polityka. Rozsmakować się w przerażeniu ofiar, kiedy zdawały sobie sprawę, że nie zobaczą już bliskich. Największy strach zawsze gościł w oczach najbardziej bezbronnych. W umyśle Wiktorii pojawił się obraz z ostatniego snu. Kilkuletni chłopiec siedział przy martwej matce, próbując ją obudzić. Wiki patrzyła  beznamiętnie, w dłoni trzymała nóż, z którego kapały krople. Jedna, druga, trzecia. Musiała dokończyć robotę. Każdą. Podeszła do chłopca, który zasłonił twarz rękoma i zaszlochał. Przy pierwszym dźgnięciu ostrze trafiło między żebra, przy następnym nóż gładko wszedł w brzuch i chłopiec upadł na kolana, po czym legł na podłodze obok matki. Pod nim pojawiła się plama krwi, szybko się powiększając. Oddychał ciężko, dopóki śmierć nie przyszła i po niego.

Warkot silnika przywrócił ją do rzeczywistości. Samochód dostawczy przemknął obok osiedla, zdążyła zobaczyć nazwę piekarni nim zniknął za drzewami i znowu zapanowała cisza.

Komórka zawibrowała na stoliku nocnym i serce Wiki przyspieszyło. Zeszła z parapetu i  sięgnęła po telefon, po czym stuknęła w ekran dwukrotnie. Na wyświetlaczu pojawiła się koperta. Dreszcz strachu przebiegł po plecach. Dotknęła ikonki i odczytała treść. Zakręciło jej się w głowie, w uszach pojawił się szum, a papieros spadł na podłogę. Drobinki żaru rozsypały się wokół, by zaraz zgasnąć. Miała do wykonania zadanie, ważne zadanie.

Przebrała się, a na wierzch narzuciła cienki sweter. Do kieszeni włożyła myśliwski nóż. Kiedy otworzyła drzwi, czujnik ruchu zareagował i jej piętro zalało światło. Wpadła w popłoch, zapomniała, że niedawno zmieniono oświetlenie na automatyczne. Wzięła głębszy oddech, by się uspokoić i powoli zeszła po schodach, po czym wyszła na zewnątrz.

Nadszedł czas na kolejną ofiarę z listy.

Wiki przeszła przez plac zabaw i zniknęła w ciemności pomiędzy blokami.

Telefon nadal leżał na stoliku nocnym. Ekran dopiero teraz wygasał, lecz wciąż można było dostrzec wiadomość zarezerwowaną jedynie dla niej: „Śnij.”

I tak też zrobiła.